Pandemia zombie

Współdzielona rzeczywistość, czyli fenomen kliknięć
4 stycznia 2022

Transkrypcja tekstu:

„Stefan – ponagla Grażyna – wstań już od tego komputera bo się spóźnimy do kina.”. „Już idę – odkrzykuje Stefan – tylko jeszcze muszę powystrzelać tych zombiaków dookoła”. „Boże co za przypał – wzdycha Grażyna – facetowi leci już czwarty krzyżyk, a jego najlepszą rozrywką jest strzelanie do Zombie w jakiejś głupawej komputerowej grze”. „To wcale nie jest takie głupie – oburza się Stefan – trzeba tylko na psychologiczny problem Zombie spojrzeć nieco szerzej”. Trzy godziny później Stefan z Grażyną wychodzą z kina (w tym miejscu sorry za spojler) i Grażyna pyta: „Ty, Stefan, a który fragment cię najbardziej w tym filmie poruszył, bo mnie ten moment jak Analityk powiedział, że po latach okazało się że owce nie chcą wolności i wolą być konktrolowane”. „Mnie – odpowiada Stefan – ta scena, w której ludzkie boty zastąpiły agentów, bo jest ich więcej, są tansi i łatwiej nimi manipulować, by wykonali każdy rozkaz. Mówiłem ci, że trzeba na ten problem spojrzeć szerzej”.
Dr Jeremy Sherman, filozof i badacz epistemologii ewolucyjnej, autor kilku ksiażek twierdzi, że obecnie jesteśmy świadkami i uczestnikami wojny kulturowej. Ale nie toczy się ona pomiędzy prawicą i lewicą, pomiędzy konserwatystami a wyznawcami postępu, pomiędzy jakimiś konkretnymi wartościami, poglądami, czy ideami. To walka między przyzwoitymi ludźmi a meta-bezwstydnymi ludźmi, którzy są bezwstydni nawet wobec swojego bezwstydu. Pomiędzy przyzwoitością a jej brakiem. Pomiędzy zażenowaniem z powodu głupoty i ignoracji, a postawą, w której ignorancja nie tylko nie stanowi problemu, ale jest wręcz eksponowana wszem i wobec bez najmniejszego zażenowania. Pomiędzy postawą – skoro się nie znam, to raczej nie powinienem się wypowiadać, a postawą: to że się nie znam nie ma najmniejszego znaczenia, znaczenie ma jedynie to że mam prawo do wypowiedzi, z którego nieskrępowanie skorzystam. Pomiędzy postawą, która wzdryga się przed hipokryzją, a postawą, w której nawet hipokryzja staje się powodem do dumy w myśl podawanej przez Dr Shermana zasady „Nigdy nie zaprzeczam sobie bez względu na to, co się dzieje. A to, co się dzieje, dowodzi jedynie, że miałem i że wciąż mam rację, słuszność i zasługuję na bohaterstwo”. Definiowana w ten sposób ścieżka bezwstydu może być szczególnie w dzisiejszych czasach nęcąca, bo jest łatwa, niewymagająca i co najważniejsze zwalnia z jakichkolwiek wyrzutów sumienia, poczucia winy, czy potrzeby empatii. Wybranie tej drogi zapewnia wieczne poczucie niezwyciężoności i nieomylności. Jest jak licencja na posiadanie prawdy, robienie wyłącznie słusznych i prawych rzeczy, a więc bycie we własnym przekonaniu zawsze triumfującym zwycięzcą. I oczywiście, to jak się rzeczy mają naprawdę nie ma najmniejszego znaczenia, bo w tej perspektywie to właśnie triumfujący zwycięzca definuje co jest prawdą, a wtedy można wypowiadać dowolne słowa bez zastanawiania się nad ich znaczeniem oraz konksekwencjami. W ten właśnie sposób funkcjonują bezwstydne Zombie. Dlaczego w wielu rożnych opracowaniach ten typ postawy nazywany jest właśnie Zombie? Bo tak jak w przypadku Zombie nie da się zabić kogoś, kto już jest martwy. Nie da się więc ugodzić Zombie zarzucając mu bezwstyd, bo zawsze odpowie, że wstydzą się wyłącznie słabi. Nie da się mu zarzucić bezwstydnej postawy moralnej, bo odpowie, że to argument przegranych a nie zwycięzców. Nie da się go zawstydzić. Bo słowo wstyd nie występuje w jego słowniku.
Tutaj warto wspomnieć o kluczowej charakterystyce Zombie, biorącej swój początek z kulturowego mitu pochodzącego z praktyk voodoo, gdzie wierzono, że można danej osobie skraść duszę. Wówczas ofiara takich czarów staje się w pełni zależna od tego, kto skradł jej duszę i żyje jedynie pozornym życiem. Bez duszy, jest wyłącznie pustą skorupą, która bez możliwości doświadczeń wewnętrznych jest prowadzona poprzez to, co pochodzi z zewnątrz. Wykonuje więc posłusznie polecenia osoby, która ją kontroluje i – co zostało później rozwinięte w popkulturze – potrafi też zmienić innych w kolejne posłuszne swemu właścicielowi bezduszne skorupy. W oryginalnych wierzeniach haitańczyków, Zombie musi zjeść sól by uświadmomić sobie, że nie żyje i dopiero wówczas niejako wyzwala się z pod panowania złego ducha zarządzającego jego duszą. A zatem w tym micie jedynym ratunkiem dla Zombie jest uświadomienie sobie, że pusta skorupa była kiedyś wypełniona przez duszę, której tam teraz nie ma, bo została przejęta przez kogoś innego. Trudno sie dziwić, że ta barwna mityczna historia jest obecnie wykorzystywana do metaforycznego zobrazowania nie tylko poszczególnych ludzkich typów, ale też części społeczeństwa. Porównuje się na przykład do zombie narcyzów czy psychopatów, bo ich koncentracja uwagi ogniskuje się wyłącznie na świecie zewnętrznym – jedynym miejscu, z którego czerpią zasilajacych ich pokarm. W przypadku narcyzów jest to więc podziw i uznanie otrzymywane z zewnątrz, u psychypatów bieżący zewnętrzny cel, ale w obydwu tych przypadkach to co się dzieje na poziomie wewnętrznym jest uznawane za bez znaczenia i tłumione przez to co pochodzi z zewnątrz. Podobnie ma się mieć rzecz z osobami, które przedkładają zdobycie pozycji czy majątku, nad wszystko inne, co oznacza, że właśnie pozycja społeczna, czy też majątek to te przejawy zewnętrznego świata, które w tych wypadkach skradły czy też weszły w posiadanie duszy swojej ofiary.
Dr Archer Dale, kliniczny psychiatra i autor książki „Better then normal” uważa, że niesłabnąca popularność historii Zombie przekazywanych nam przez coraz to nowe filmowe produkcje jest żelazną konsekwencją społecznego postrzegania, w którym zaczęliśmy się orientować, jak wiele osób z każdym rokiem zaczyna się zachowywać jak Zombie poddając się władcom swych dusz po różnych stronach zarówno scen politycznych, obyczajowych, jak i przekazywanych idei jednocześnie rezygnując tym samym z własnej wewnętrznej autorefleksji na rzecz bezmyślnej akceptacji wszystkiego co wciskają przekazy medialne i społecznościowe z wszystkich stron sporu o rzeczywistość. Jednak to, w co Zombie wierzy i po której stronie sporu się ulokował nie ma znaczenia. Znaczenie ma jedynie to, że przyjmuje dany przekaz totalnie bezkrytycznie i to niezależnie od tego czego ten przekaz dotyczy. Wówczas wychodzi na wirtualną ulicę w poszukiwaniu swych ofiar, by po ich ugryzieniu stworzyć nowych wyznawców swojej jedynej prawdy. Najgorsze jednak jest to – i w tym miejscu pojawia się wspólny mianownik pomiędzy mitem Zombie a metaforą współczesnych grup społecznych – że współcześni Zombie, podobnie jak ich mityczni protoplaści nie są świadomi tego, że tak naprawdę to nie oni kierują swym pozornym życiem, ale ten, komu udało się zawładnąć ich duszą. Mamy tu do czynienia z dylematem również pochodzącym z oryginalnego mitu o Zombie: czy da się w ogóle ich pokonać, skoro nasze dotychczasowe moralne prawa zdają się ich nie obowiązywać? Tak jak prawa fizyki nie obowiązują w tych filmowych scenach, w których Zombie z wystrzeloną z dwururki dziurą w brzuchu wstaje i dalej człapie w naszym kierunku? Na ten właśnie dylemat zwraca uwagę profesor psychologii z Western Washington Uniwersity dr Ira Hyman wskazując, że mechanizm Zombie pojawia się również w ideach. Mimo, że wielokrotnie udowadniano im błąd, to i tak co raz wychodzą z rożnych internetowych szaf. Co z tego – jak mówi Hyman, że towarzyszą im stosy niepotwierdzających dowodów, jak zawsze znajdą sie tacy, którzy te właśnie błędne idee będą forsować jako prawdziwe, zdobywając tym samym rzesze kolejnych, nowych zwolenników, czyli tak naprawdę hordy kolejnych wygłodzonych Zombie.
Co zatem zrobić? Jak przetrwać wśród rosnącej rzeszy Zombie, a najlepiej zmniejszych ich ilość? Tutaj po raz kolejny głos zabiera wspomniany na początku dr Jeremy Sherman, który mówi, że pokonać Zombie można wyłącznie tym czego im samym brakuje – świadomością, bo to jedyny specyfik, który zabezpiecza nas przed Zombiakami. Sherman tłumaczy, że Zombie się rozprzestrzeniają i rosną w siłę wyłącznie dzięki naszemu zaniechaniu. Stają się bezwstydni, bo nie reagujemy na ich bezwstydność, przez co z ich perspektywy ten bezwstyd nie jest kosztowny. Jedyną strategią jest więc uczynić ich bezwstyd bardzo kosztownym, o wiele kosztowniejszym niż im się wydaje, by mógł być. By to zrobić – tu zacytujmy dr Shermana: musimy demaskować ich bezwstyd i afiszować się alternatywą. Dopóki tego nie robimy i machamy z rezygnacją ręką na tego typu postawy i dopóki nie stwarzamy dla nich żadnego zagrożenia, mogą nieniepokojeni wygadywać dowolne bzdury pławiąc się w swojej zwycięskiej nieomylności. Jednak kiedy głośno protestujemy i zaczynamy to co głupie nazywać głupotą, kiedy uznajemy, że prawo do wypowiedzi nie jest jednoznaczne z prawem do afirmacji głupoty, i kiedy nie dajemy im cichego przyzwolenia na swoją działaność naszym zaniechaniem, wtedy dopiero tracą impet i siłę. Jak mówi Sherman: „próba udowodnienia im swojej moralności jest nieskuteczna. Oni nie dbają o moralność. Zawstydzą cię za niemoralność, a potem wyśmieją, że troszczysz się o moralność. Więc bądź sobą. Stań na swoim miejscu nie próbując tego udowadniać. Twoja moc polega na drwieniu z nich odważnym, uczciwym człowieczeństwem, podczas gdy oni robotycznie bawią się w Boga.” Kończy swój apel Sherman. I tu nie chodzi o przekonywanie ich do swoich racji bo to i tak do nich nie trafi. Tu chodzi o śmiałość w wykrzykiwaniu swojej prawdy, o odwagę zaprzeczania bezwstydowi i promowanie uczciwego człowieczeństwa tak samo głośno, a nawet głośniej, jak oni promują swój bezwstyd. Skoro Zombie karmią sie naszym zaniechaniem i cichym przyzwoleniem, to im głośniejsi stajemy się w niezgodzie na ich bezwstyd tym oni stają się słabsi. Kiedy się wycofujemy, bo uznajemy że nasza wrażliwość nie ma ochoty na konfrontację z Zombie tym samym jedynie dodajemy im siły. Cichy szept nie ma wtedy możliwości wygrania bitwy z krzykiem. Jedynym sposobem na pokrzykiwanie Zombie jest według Shermana wywrzeszczenie własnej prawdy.
Jedynym zaś źródłem naszej siły wobec inwazji Zombie, jest to czego oni sami są pozbawieni – nasze wnętrzne, refleksyjność, samoakceptacja i samozaufanie. A czerpanie energii z tego źrodła jest możliwe tylko wówczas, kiedy uświadomimy sobie, że najcenniejsze imperatywy naszego działania pochodzą z wewnątrz, a nie z zewnątrz. Niezależnie od tego, czy jest to jakaś – nawet najsilniejsza zewnętrzna idea, pozycja społeczna czy zasobność portfela. Wewnątrz mamy coś o wiele cenniejszego. Im bardziej jesteśmy tego świadomi, tym trudniej nam to odebrać, by przejąć nad nami kontrolę.
Pozdrawiam