Kiedy nostalgia nam szkodzi?

Model transpersonalny
30 września 2020
Psychopata w pracy
10 października 2020

Transkrypcja tekstu:

Jak dobrze czasem powspominać lepsze czasy, prawda? Od razu się robi jakoś przyjemniej i cieplej, kiedy przywołujemy z pamięci zdarzenia, sytuacje czy kontakty z innymi, które były takie barwne, często prostsze niż te obecne, a na pewno bardziej radosne. W czym zatem problem? Otóż okazuje się, że oprócz funkcji kojących, które serwujemy sobie wraz z naszymi wspomnieniami serwujemy sobie przy okazji całkiem spore niebezpieczeństwo – czyli chcąc zrobić sobie dobrze, tak naprawdę jesteśmy o krok od zrobienia sobie źle. Pamiętam jak ładnych kilka lat temu spotkałem znajomą z wczesnych, a nawet bardzo wczesnych lat. Im dłużej siedzieliśmy przy kawie, tym bardziej upewniałem się w pewnej obserwacji. Otóż wszelkie pytania o to, co teraz w jej życiu słychać, czy też próby opowiedzenia co się zmieniło w moim były od razu porzucane na rzecz wspomnień. Tak jakby obecna rzeczywistość była dla niej wyłącznie szarobura i nieciekawa, zaś wszystko to co ciekawe i kolorowe miało swoje miejsce w przeszłości. Kiedy wspominała swoje młodzieńcze przygody wręcz promieniała, jakby zanurzała się na chwilę w tym dawnym szczęściu. I widać to było nie tylko po reakcjach jej ciała, ale przede wszystkim po emocjach. Wszystko co wiązało się z dawnymi wydarzeniami powodowało w niej lawinę pozytywnych, ciepłych emocji, zaś każda moja próba sięgnięcia w temacie naszej rozmowy do teraźniejszości natychmiast znacznie pogarszała jej samopoczucie. No cóż, to było jednorazowe spotkanie, na którego powtórzenie już nie miałem ochoty, tak jak nie ma się specjalnej ochoty na konwersację, kiedy ktoś cię na uroczystości weselnej posadzi obok dobrze ci znanego wujka, który od kilkudziesięciu lat ciągle opowiada tę same historie, te same dowcipy, a ty znasz jej już tak dobrze, że coraz gorzej ci wychodzi udawanie zainteresowania. Pamiętacie serial z rodziną Bundych? Tam Al za każdym razem odpala wspomnienie jak zaliczył kilka przyłożeń w jednym meczu i im częściej słyszymy tę opowieść, tym odnosimy większe wrażenie – na czym zresztą zbudowany jest cały dowcip – że Al Bundy niczego w życiu już więcej nie osiągnął. Co więcej te powroty do jedynego życiowego sukcesu zdają się być antidotum na towarzyszącą obecnie Alowi życiową porażkę – nie radząc sobie z teraźniejszością, czy wręcz jej nie znosząc, ratuje się powracaniem do wspomnień tych okresów swojego życia, których przypomnienie poprawia mu nastrój.
I w tej postawie nie chodzi o efekt rozpamiętywania, który omawialiśmy w odcinku 77, bo tam rzecz dotyczyła wałkowania zdarzeń zazwyczaj dla nas negatywnych, jakbyśmy się chcieli na powrót zanurzyć w przeżytym niegdyś koszmarze. Nostalgia to proces, w którym zazwyczaj przedmiotem naszych wspomnień są wydarzenia czy sytuacje pozytywne. I jak pokazują badania to bardzo skuteczna strategia radzenia sobie z rzeczywistością, w której odczuwamy problemy adaptacyjne. Nowojorskie badania Weinbergera i Stoychev z 2019 wykazały, że nostalgia pełni emocjonalne funkcje regulacyjne i stanowi często występujący mechanizm obronny. To na przykład sytuacja, w której stajemy przed potrzebą konfrontacji z naszymi przekonaniami, czy też lękiem przed wstydem, albo w ogóle kiedy to co spotykamy w naszej życiowej rzeczywistości jest dla nas trudne i wolelibyśmy się z tym nie musieć mierzyć. Wówczas siadamy na kanapie, bierzemy do ręki album ze starymi zdjęciami, przypominany sobie nasze radośnie fiśnięte koleżanki, czy nie do końca rozgarniętych ale za to wesołych kumpli i bieżąca emocja lęku, wycofania, czy niechęci zostaje zastąpiona emocjami, które niejako pożyczamy z tamtych czasów, by przyniosły nam ulgę. Co więcej badania wykazały, że nostalgia pojawia się również jako strategia unikania konfrontacji ze złożonością naszych problemów, bo to co w niej wspominamy jest dużo mniej skomplikowane. W nostalgii wracamy do jednoznacznych emocji, prostych a nie zawiłych relacji i do prostych a nie skomplikowanych czasów. Oczywiście to jedna z iluzji, bo tak naprawdę tamte czasy były również złożone, relacje i emocje równie trudne, a jedynie my zapamiętaliśmy je w prostych fabularyzacjach, bo tylko takie poprawiają nam nastrój. Badania kolejnych naukowców z kilku rożnych uniwersytetów przyniosły kolejne odkrycia – okazuje się, że najczęściej wykazujemy tendencje do ratowania się nostalgią gdy doświadczamy samotności, wykluczenia społecznego, czy poczucia utraty sensu. Dzięki temu zabiegowi mamy poczucie, że znajdujemy się we wspierającym kontekście społecznym, w którym czujemy się ważni, lubiani, docenieni i wspierani. To dlatego Al wraca wspomnieniem do meczu, bo wtedy czuł się ważny, doceniony i lubiany – w przeciwieństwie do tego co czuje teraz. To tak, jakbyśmy w tej strategii przywoływali z przeszłości naszych dobrych uśmiechniętych znajomych i trzymali ich przy sobie, bo ogrzewali nas swoją dobrą energią i pomagali utrzymać naszą samoocenę na odpowiednim poziomie. I używam tutaj słowa „ogrzewali” nie bez powodu. W eksperymencie Zhou z 2012 r z Departamentu Psychologii Uniwersytetu Sun Yat-sen uczestnicy grupy badawczej przebywający w pomieszczeniu o celowo zaniżonej temperaturze mieli większe skłonności do wywoływania nostalgii niż ci, którym nie zmniejszono temperatury otoczenia. Kiedy zaś nostalgia się pojawiała, to w grupie znajdującej się w zimnym pomieszczeniu pojawiła się większa tolerancja na zimno (uznawali je za mniej dokuczliwe) i jednocześnie deklarowali, że zanotowali wzrost odczuwanej temperatury. A to oznacza, że pogrążenie się w nostalgii zwiększa nasz komfort fizjologiczny – po prostu zaczynamy się fizycznie czuć lepiej i mniej doskwierają nam warunki zewnętrzne. Trudno się zatem dziwić że uciekamy w nostalgię, bo nie dość że poprawia nam nastrój zamieniając negatywne emocje pozytywnymi to również sprawia, że nasze ciało ma wrażenie lepszego i bardziej komfortowego funkcjonowania.
Wydawało by się zatem, że nostalgia, czyli przywoływanie przyjemnych wspomnień z przeszłości wyłącznie nam służy. Gdzie tu zatem ukryty jest haczyk? Tutaj posłużmy się zgrabną metaforą przywoływaną przez rezydująca w Nowym Jorku psycholog kliniczną dr. Valentinę Stoycheve na codzień pracującą z traumami weteranów wojennych i ich rodzinami. Otóż mówi ona, że nostalgia jest jak zestaw kuchennych przypraw, które poprawiają smak przyrządzanych przez nas potraw. Jeśli zaś użyjemy ich odpowiedniej ilości w odpowiednim czasie to otrzymamy zbilansowane danie o doskonałym aromacie i smaku. Jednak problem pojawia się wówczas, kiedy z tymi przyprawami przesadzimy – zbyt dużo soli, czy balsamicznego octu sprawi że tak przyprawionej potrawy nie da się zjeść, a jeśli nawet jakimś cudem ją zjemy, to wówczas może nam bardzo zaszkodzić.
Zatem nostalgia, która zbyt często towarzyszy nam w życiu, do której wracamy w każdej sytuacji niejako uciekając od trudów i problemów teraźniejszości po prostu nam szkodzi. Po pierwsze dlatego, że posiłkując się nostalgią zastępujemy rzeczywiste relacje tymi z przeszłości. Bo te obecne są złożone, a tamte stare przecież zapamiętaliśmy jako proste. To powoduje, że w tych obecnych relacjach zaczynamy sobie coraz gorzej radzić. Z czasem coraz trudniej nam będzie zaakceptować to, że nasze obecne relacje nie wytrzymują porównań z tymi ze wspomnień. A nie wytrzymują, bo tak naprawdę nie porównujemy ich z tymi rzeczywistymi relacjami z przeszłości, ale wyłącznie z naszymi, znacznie przefiltrowanymi ich wspomnieniami. A z ubarwionymi wspomnieniami dotyczącymi piękna dawno kochanej księżniczki czy księcia, jeszcze żaden teraźniejszy książę czy obecna księżniczka nie wygrali, bo to po prostu niemożliwe. Jeśli porównamy ze sobą dwa oryginalnie czarno białe zdjęcia, przy czym jedno z nich zostało przez nas pokoloryzowane, to zawsze to kolorowe, będzie bardziej kolorowe, prawda? I podobny mechanizm jak z relacjami w nostalgii zachodzi z radzeniem sobie ze współczesnymi wyzwaniami. Te które pamiętamy jako prostsze zawsze będą nam się bardziej podobały od tych rzeczywistych, które napawają nas obawą na skutek swojej złożoności. To powoduje, że nasz życiowy mięsień ćwiczony na zmaganiach z życiem zaczyna słabnąć, bo po prostu nie jest odpowiednio trenowany. W efekcie z biegiem czasu pogrążeni w kolorowej i ciepłej nostalgii wspomnień będziemy coraz słabiej sobie radzili z szaroburą i zimną rzeczywistością. Jak pisze dr Stoycheva: „Różnica między pomocną a szkodliwą nostalgią polega na tym, że istnieje różnica między włączaniem pozytywnych emocji przypominania do teraźniejszości a wyrzeczeniem się teraźniejszości w celu przywrócenia i nieustannego przeżywania jakiegoś momentu z przeszłości.” Bo jeśli gloryfikujemy wyłącznie przeszłość, to tym samym deprecjonujemy teraźniejszość. W myśl tej zasady teraz nie może być fajnie, bo fajnie już wyłącznie było. Kiedy zanurzamy się w tropieniu zdjęć dawnych partnerów na portalach społecznościowych, to jednocześnie nie tworzymy w naszym życiu przestrzeni, by mógł się w niej pojawić nowy partner. Kiedy usiłujemy utrzymać w nas złudzenie, że nadal jesteśmy młodzi, to tym samym, nie jesteśmy w stanie w pełni skorzystać z tego co przynosi nam dojrzałość, czy wiek zaawansowany.
Jak zatem strzec się przed tymi trochę podstępnymi sidłami naszej własnej nostalgii? Tutaj znowu – i nie jest to tylko moja opinia – jedynymi drzwiami prowadzącymi do wyzwolenia jest świadomość, bo jak wynika z badań nasze tendencje do wywoływania nostalgii w olbrzymiej większości są nieświadome. Kiedy zaś chcemy przejść przez te drzwi musimy zacząć od samoświadomej obserwacji i udzielać sobie odpowiedzi na kilka podstawowych pytań. Jakich emocji szukam w przeszłości i jaki emocjonalny stan z niej przywołuję, którego to stanu nie mogę lub nie chcę doświadczyć w moim obecnym życiu? Czy moja nostalgia jedynie wspomaga moje samopoczucie przyjemnymi wspomnieniami z przeszłości, czy też kiedy się pojawia odcinam się dzięki niej od teraźniejszości? Czy oddając się wspomnieniom czegoś się jednocześnie z nich uczę o sobie i świecie, czy jedynie od czegoś uciekam, przed czymś rejteruję, czegoś unikam? Jeśli tak, to dlaczego unikam tego, czego unikam? Przez zaakceptowaniem czego się w ten sposób bronię? Czy świat wspomnień uznaję za łatwy, a obecny za trudny? Z jakim rodzajem jego złożoności nie chcę się konfrontować? Czy czasem nie utknąłem czy utknęłam w przeszłości tracąc tym samym zainteresowanie teraźniejszością, w czego efekcie moje sprawy, zamierzenia czy relacje nie mają się tak dobrze jak mogłyby mieć?
Odpowiedzi na powyższe pytania nie należą do łatwych. Ale samo ich sobie postawienie wymaga odwagi i co najważniejsze pobudza czy też przywraca nam samoświadomość. A bez niej, niestety ani rusz.
Pozdrawiam