Paradoks Abilene #155

Model transpersonalny – oś ról, Warszawa, 22.08.2020
10 lipca 2020
Fałszywa ofiara #156
24 lipca 2020

Transkrypcja tekstu:

Dlaczego czasem nasze działania prowadzą do negatywnych rezultatów? Podejmujemy decyzję co do wyboru jakieś konkretnej opcji i dopiero później, kiedy już mleko się rozlało, okazuje się, że była to błędna decyzja. A przecież byliśmy przekonani o jej słuszności, tym bardziej że przecież wszyscy na około lub co najmniej druga strona naszej relacji również tego chcieli? Tyle, że rozlane mleko trudno już pozbierać z podłogi i uratować. Jednym z takich – psychologicznie fascynujących -źródeł naszych błędnych wyborów jest paradoks Abilene, który spróbujmy pokazać na paru uproszczonych przykładach. Oto Stefan i Grażyna. Siedzą w domu przed telewizorem i oglądają film. W jego trakcie pojawia się reklama tabletek na wzdęcia pokazująca czwórkę przyjaciół przy wspólnej kolacji. Nagle Stefan zwraca się do Grażyny: „a wiesz, że może byśmy się umówili z Grześkami, oni nas już od jakiegoś czasu namawiają na wspólne wyjście do pubu”. Tu małe wyjaśnienie. Druga para, nazywana przez Stefana Grześkami, to ich starzy znajomi, z którymi jest ten problem, że ilekroć się z nimi spotykają tylekroć to się źle kończy. Grzesiek dostawia się do Grażyny, a Grześkowa potrafi tak zabalować, że trzeba ją potem wyciągać z knajpy podnośnikiem. Teraz wejdźmy na chwilę do głowy Grażyny. Kiedy słyszy pytanie Stefana o możliwość spędzenia wspólnego pubowego wieczoru popełnia jeden malutki błąd w ocenie intencji. Otóż nie słyszy ona jedynie Stefanowego pytania. Ona słyszy w tym pytaniu również ochotę. Skoro zaś Stefan ma jej zdaniem ochotę na szalony wieczór z Grześkami, to… „A co tam – myśli Grażyna – zrobię mu tę frajdę i nie będę wiecznie odstawać i blokować mu pomysłów”. Po czym głośno już mówi: „No w sumie by można, czemu nie!” Oczywiście efekt ich decyzji jest opłakany – Grzesiek w tańcu znowu miał lepkie łapska, a Grześkowa zaliczyła odcięcie od rzeczywistości już po godzinie, kiedy postanowiła zażyć publicznej i przy okazji nudystycznej kąpieli w pubowo ogródkowym oczku wodnym. Po powrocie z imprezki Stefan i Grażyna oczywiście się pokłócili. Przecież gdzieś ta negatywna energia musiała znaleźć swoje ujście. Przykład drugi. Firma. Zespół zadaniowy dyskutuje nad rozwiązaniem konkretnego problemu. Ktoś rzuca pomysł na wynajęcie podwykonawcy do tego zadania. Tyle, że bez doświadczenia i nie wiadomo czy z odpowiednim sprzętem. Ale to rozwiązanie ma tę zaletę, że kiedy się nań wszyscy zgodzą, to będzie można wreszcie skończyć tę męczącą nasiadówę. Skoro zaś pojawił się taki pomysł, to przecież ktoś chyba uznał, że to dobre rozwiązanie. O teraz druga osoba mówi: „no w sumie, można by spróbować”. Skoro tak, to może nie ma tego co blokować, jeszcze ktoś nas uzna za członka zespołu, który stale coś wszystkim chce utrudnić. No dobra, niech będzie. Dwa tygodnie później zespół spotyka się w tej samej sali konferencyjnej ale tym razem ma dwa problemy do rozwiązania – ten pierwszy i nowy problem, tym razem z nierzetelnym podwykonawcą, który spartolił wszystko co możliwe. Trzeci przykład Anka na imprezie poznaje Zbycha. Wprawdzie trochę zbyt szybko się znietrzeźwił, ale zanim to nastąpiło nawet było z nim o czym pogadać, która to rozmowa skończyła się wręczeniem mu swojego numeru telefonu. Kilka dni później Anka siedzi z wianuszkiem swoich koleżanek w letniej knajpce nad rzeką. Rozmowa dotyczy Zbycha, a dokładniej mówiąc tego, czy to dobry pomysł, żeby odpowiedzieć na jego zaproszenie, bo dzwonił wczoraj i zagadywał. W rozmowie zaś zaczynają się pojawiać znane nam już zwroty: „czemu nie?”, „no w sumie” i „co ci szkodzi, spróbuj”. Pięć lat póżniej jest już po rozwodzie i zszarganych nerwach. To był jednak zły pomysł. „Jak to możliwe, że dałam się wtedy przekonać – myśli Anka – przecież dla wszystkich od początku było jasne, że to się nie może udać?”
Na czym zatem polega paradoks Abilene? Zacznijmy od małego rysu historycznego. Termin ten pojawił się po raz pierwszy w pracach Jerry’ego Harveya pod koniec lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku. Harvey przywołuje tam zdarzenie, podobno autentyczne, w którym pewna rodzina z Coleman w Teksasie w letnie popołudnie gra na werandzie swojego domu w domino. W pewnym momencie teść rzuca pomysł pojechania na kolację do Abilene. To miasteczko dzieli od Coleman odległość 52 mil, czyli około 85 km. Wprawdzie jest straszny upał, a jazda w jedną stronę zajmie dobrze ponad godzinę ale zięć odpowiada: „Brzmi ok, mam tylko nadzieję że mama też będzie chciała się przejechać”. Na to teściowa mówi „Pojadę, przecież dawno nie byłam w Abilene”. Kiedy po czterech godzinach mordęgi jazdy i kiepskiej kolacji wykończeni i źli wracają z powrotem na swoją werandę zięć mówi z przekąsem „ale udała nam się wycieczka, co?”. Synowa odpowiada „no ,nie! Zgodziłam się na tę durną wycieczkę, bo myślałam że ty chcesz jechać!”. Teraz do rozmowy włącza się teściowa: „no a ja byłam przekonana, że skoro cała wasza trójka tak bardzo chce tam pojechać, to nie mogę wam zepsuć wieczoru i też się zgodziłam. Tak naprawdę w ogóle nie chciałam tam jechać”. W końcu głos zabiera teść: „Ja w ogóle nie miałem na to ochoty. Rzuciłem ten pomysł bo myślałem że się nudzicie!”. W ten oto sposób wszyscy pojechali do Abilene, mimo iż tak naprawdę nikt nie miał na to ochoty!
Dlaczego w określonych sytuacjach zdarza nam się paradoks Abilene i zgadzamy się na coś, mimo iż tak naprawdę nie mamy na to ochoty, czy też nie widzimy w tym sensu. Wielu badaczy próbowało wyjaśnić to zjawisko myśleniem grupowym. Jednak w myśleniu grupowym nie odczuwamy dysonansu pomiędzy działaniem a naszą wewnętrzną ochotą. Tam działamy jak grupa, myślimy jak grupa, a wynik tego działania nie jest przez nas kwestionowany. Tutaj mamy do czynienia z innym mechanizmem, który sam Harvey wyjaśnia w kategoriach lęku, który pojawia się w zderzeniu ze sprzeciwem wobec większości. Otóż jego zdaniem, kiedy istnieje podejrzenie, że nasz opór wobec decyzji pozostałych zostanie odebrany jako bojkotowanie tego, na co wszyscy wyrażają zgodę i chęć, to pojawia się zagrożenie negatywnych konsekwencji reakcji grupy na nasz sprzeciw. Harvey nazywał to zjawisko „negatywnymi fantazjami”, w których członek grupy wizualizuje sobie negatywne konsekwencje swojego oporu w grupie, czyli to, co grupa może zrobić lub zakomunikować, kiedy będzie niezadowolona z zakwestionowania jej decyzji, czy wyborów. Jeśli dana jednostka będzie więc podejrzewać pojawiające się w grupie niezadowolenie z tego, że szczerze wyraziła odmienne zdanie od grupy to istnieje duże prawdopodobieństwo, że pojawi się w niej lęk separacyjny. Rodzaj obawy przed odrzuceniem przez grupę lub przed negatywnymi konsekwencjami socjalnymi – np. mniejszą przychylnością grupy czy utratą swojej w niej pozycji. W takim wypadku jednostka decyduje się ukryć swoje prawdziwe zdanie przed grupą i wybiera nieszczerą zgodę, żeby uniknąć społecznych negatywnych konsekwencji. Problem w tym, że w paradoksie Abilene wszyscy członkowie grupy kierują się dokładnie tym samym lękiem, przez co grupa podejmuje decyzje niezgodne z rzeczywistymi intencjami jej członków. Po prostu każdy członek grupy myśli, że inni są zgodni co do decyzji, więc ukrywa swoje prawdziwe nastawienie żeby się innym nie narazić, nie zepsuć im nastroju, nie odstawać od reszty itp. I oczywiście najgorsze jest to, że dopiero po jakimś czasie, kiedy mleko się już rozlało, wychodzą na jaw prawdziwe intencje poszczególnych członków grupy formułowane w słowach: „byłem pewien, że wszyscy tego chcieliście, więc nie chciałem być uznany, ża kogoś kto się wyłamuje, czy też nie jest graczem zespołowym”.
I niestety paradoks Abilene funkcjonuje w naszych zachowaniach społecznych po dziś dzień i to na bardzo wielu frontach. W polityce, kiedy dokonuje się błędnych grupowych decyzji w przekonaniu, że przecież wszyscy tak myślą, to nie ma co się wyłamywać. W inwestowaniu, kiedy nabiera się przekonania, że wszyscy na około są zgodni co do jakiejś inwestycji, więc po co się narażać na ich niezadowolenie z własnego przeciwnego zdania. W wyborach ścieżki edukacyjnej, kiedy wydaje nam się, że wszyscy na około są zgodni co do tego, kim mamy zostać w przyszłości i w końcu w nas samych pojawia się to magiczne zaklęcie „no w sumie, czemu nie”. Paradoks Abilene pojawia się również w naszych życiowych wyborach dotyczących naszych relacji, związków, myślenia o swoim miejscu w życiu czy świecie. Niestety jest obecny częściej niż tego byśmy chcieli. A najzabawniejsze jest to jak łatwo się go ustrzec i sprawić, byśmy mogli uniknąć często katastrofalnych konsekwencji podejmowanych w ten sposób błędnych grupowych decyzji. Okazuje się bowiem, że wystarczy by w takiej sytuacji wyłamała się jedna osoba, co z kolei ośmieli do wyłamania się również innych, co odczują ze sporą ulgą. W ten sposób pojawi się reakcja łańcuchowa i zła decyzja zostanie w porę zaniechana oszczędzając wszystkim przykrych konsekwencji. Jednak by to się stało musi się znaleźć ten jedyny, czy ta jedyna, która nie podda się separacyjnemu lękowi. A to wcale niełatwa sztuka, ale jakże oczyszczająca.
Pozdrawiam