Fałszywa ofiara #156

Paradoks Abilene #155
17 lipca 2020
EQ: emotions management
25 lipca 2020

Transkrypcja tekstu:

Zacznijmy od przykładu. Twoja dobra znajoma Iwona często zwierza ci się ze swojego ciężkiego losu. Mówi, że ma problem z nadwagą, przez co nie akceptuje swojego ciała, chociaż ty uznajesz, że wcale nie jest tak źle. Jest powiedzmy lekko spulchniona co jedynie dodaje jej uroku. Ale Iwona czuje się nieakceptowana z tego powodu. Co więcej nie czuje się również bezpiecznie finansowo, przez co uznaje, że nie kontroluje swojej przyszłości, nie jest w stanie zrealizować tak naprawdę niczego co sobie założy, a żegnanie się z nawet najmniejszymi marzeniami przecież do łatwych nie należy. Jest bardzo proekologiczna, nosi zabawne t-shirty promujące vege i pomoc zwierzętom. No po prostu dusza człowiek. Pewnego razu Iwona prosi cię o przysługę. Prosi, żebyś zaopiekował czy zaopiekowała się jej mieszkaniem przez kilka dni, bo ona musi pojechać zaopiekować się swoją schorowaną mamą. W mieszkaniu są nie tylko kwiatki do podlewania, ale też akwarium i kot, więc jest czego pilnować i co karmić. Pierwszego dnia idziesz do jej mieszkania, karmisz rybki i zaczynasz się rozglądać za karmą dla kota. Otwierasz lodówkę i w tym samym momencie żal ściska ci serce, bo w lodówce pusto że hula wiatr. Wtedy przypominasz sobie, to co Iwona mówiła o braku finansowego bezpieczeństwa i niemożności realizacji marzeń. Wracasz do domu i nie możesz zasnąć. Przecież trzeba jej jakoś pomóc, jakoś ją wesprzeć, to taka dobra i wysoce moralna osoba. Dzień przed jej powrotem postanawiasz zrobić jej niespodziankę. Idziesz na zakupy, z których wracasz z wypełnionymi tobołami, jak Alibaba ze skarbami. Pakujesz lodówkę po brzegi, a obok stawiasz półroczny zapas karmy dla kota i rybek. A co tam – myślisz sobie – ogarnę tu trochę i bierzesz się za porządki, żeby Iwonie było miło jak wróci. Zamykasz drzwi, zostawiasz – tak jak było ustalone – klucz w skrzynce na listy i z poczuciem satysfakcji dobrego Samarytanina ruszasz do domu. Po drodze spotykasz waszą niegdyś wspólną koleżankę Aśkę. Od słowa do słowa, w końcu lądujecie na kawie w pobliskiej knajpce. Jakoś tak temat rozmowy schodzi na Iwonę, więc mówisz, że jest nieobecna, bo pojechała do chorej mamy. „O, to ciekawostka!” wykrzykuje Aśka, „a to kto jest?” pyta podsuwając ci pod nos zdjęcie zrobione wczoraj w klubie, na którym widać Iwonę w dobrze się bawiącym podchmielonym towarzystwie, w bluzce z cekinami, bijących po oczach czerwonych szpilach i zajądającą stek, aż tłuszcz po brodzie spływa. „Jak to?” mamroczesz „przecież mama, choroba, problemy finansowe…” na co Aśka mówi. To zdjęcie wysłała mi znajoma kelnerka z klubu. Ja też się kiedyś dałam omotać. Pamiętaj, że akwarium i kot są pożyczone, ale zanim się zorientowałam przez trzy miesiące robiłam jej zakupy”.
Możliwe, że przefantazjowałem powyższy przykład, ale czy aby na pewno nie istnieją ludzie, którzy – tutaj cytuję: „wykorzystują strategie zdobywania zasobów stosowane przez rzeczywiste ofiary, które na te zasoby zasługują. Przekonują skutecznie innych, by ci dobrowolnie zaopatrzyli ich w pożądane zasoby”.
Skąd ten cytat? Ano pochodzi on z wniosków badań przeprowadzonych już w 2020 roku przez doktor Ekin Ok oraz współpracowników z Uniwersytetu British Columbia i które to badania dotyczyły właśnie fałszywych ofiar, zwanych przez badaczy „cnotliwymi ofiarami”. Badania te rzuciły nowe światło na psychologiczne mechanizmy związane z takimi postawami oraz przybliżyły nas do rzeczy tak naprawdę najważniejszej – umiejętności rozpoznawania czy mamy do czynienia z prawdziwą czy też fałszywą ofiarą. Z kimś, komu rzeczywiście trzeba pomóc i kto na taką pomoc zasługuje, czy też z kimś kto sprytnie manipuluje swoim otoczeniem, urzędnikami, czy innymi dostarczycielami pomocy, by na niej w jak największy sposób skorzystać. A to zjawisko zaczyna być powoli społeczną plagą – począwszy od wyłudzania ubezpieczeń, świadczeń socjalnych, a skończywszy na portalach aukcyjnych, gdzie fałszywe ofiary domagają się nie tylko tego, by coś otrzymać za darmo, ale by im to jeszcze za darmo przywieźć i wnieść na dziesiąte piętro. Kiedy zaś nie chcemy spełnić tego oczekiwania ofiara zamienia się w bezceremonialnego generatora wyzwisk. Oczywiście badania były robione na zachodzie, więc pewnie pojawią się zarzutu, że w Polsce to raczej cwaniactwo, cebulactwo, które najlepiej pokazują internetowe memy z nosaczami w sandałach i skarpetkach. Ja jednak uważam, że to zjawisko daleko szersze i niezależnie od szerokości geograficznej osadzone na fundamentach tych samych mechanizmów, czy też dysfunkcji psychologicznych.
Ale wróćmy do badań dr Ekin i pierwszego wyróżnika, dzięki któremu możemy odróżnić fałszywą ofiarę od prawdziwej. Otóż okazuje się, że fałszywe ofiary wyróżnia coś co zostało przez badaczy określone jako sygnalizacja. Taka osoba po prostu nie waha się sygnalizować, czyli informować swoje otoczenie o swoim ciężkim losie, krzywdzie, potrzebach, niesprawiedliwościach itd. Mówiąc wprost – one nie przepuszczają żadnej okazji do sygnalizowania swojego statusu podczas, gdy prawdziwa ofiara nie jest już tak do tego skora i często tego statusu się wstydzi lub nie chce się nim afiszować. Kolejna cecha wyróżniająca wg. badań wskazuje, że to najczęściej osoby o cechach osobowości spod znaku tzw. mrocznej triady. Ta zaś składa się z występujących wymiennie lub czasem wspólnie elementów psychopatii, np braku oznak empatii czy hamulców moralnych, makiawelizmu, za którym stoją skłonności do bezdusznego wykorzystywania oraz manipulacji innymi oraz narcyzmu, dającego się zdiagnozować w tych przypadkach jako nadmierne poczucie wielkości czy tendencje do autopromocji. Badacze we wnioskach pobadawczych ustalili też listę sygnalizacyjną, czyli najczęściej pojawiające się u tych osób sygnalizacje. Zatem tacy ludzie najczęściej sięgają do sygnalizowania, że nie są akceptowani w społeczeństwie poprzez swoją tożsamość, nie czują się bezpiecznie finansowo, nie czują się dobrze ze swoim ciałem, nie mają poczucia kontroli nad własną przyszłością oraz nie są w stanie realizować swych celów i marzeń z powodu czynników zewnętrznych. I pamiętajmy to nie są ich cechy, ale kwestie zaczerpnięte z sygnalizacji prawdziwych ofiar, zaś sama sygnalizacja ma na celu przekonanie swojego otoczenia do własnej wiarygodności i stworzenie sytuacji, w której ciężko jest odróżnić co jest prawdą a co nie. Do tego dochodzi jeszcze tzw. sygnalizowanie cnoty, czyli przekonywanie swojego otoczenia, że jest się wysoko moralną jednostką, kierującą się dobrem, szacunkiem dla innych i ochroną oraz taką, która ma w wielu wypadkach moralną wyższość nad innymi. Stąd na przykład – co również wyszło w badaniach, tacy ludzie często kupują produkty informujące innych o posiadaniu tych cech. To na przykład sytuacja, w której ktoś celowo nosi t-shirt z napisem „precz z piractwem w sieci” a jednocześnie w swoim komputerze ma wyłącznie kradzione z sieci filmy i muzykę. Badane osoby, u których wykryto cechy fałszywych, czy cnotliwych ofiar dokładnie zachowywały się w ten sposób. Potrafiły deklarować na badaniu wsparcie dla segmentu kosmetyków wyłącznie firm, które nie eksperymentują na zwierzętach, po czym okazywało się, że już poza oficjalnym badaniem, kiedy nie wiedziały że są obserwowane bez najmniejszych skrupułów sięgały po produkty pozostałych firm. Kiedy zaś przeprowadzono kolejne badanie tym razem nad tzw. wyborem poparcia dla zachowań etycznych i nieetycznych okazało się, że „fałszywe ofiary” – szczególnie te, które posiadały najsilniejszy zestaw cech mrocznej triady dużo częściej od innych dokonywały nieetycznych wyborów, stosowały również częściej kłamstwo i manipulację, by osiągnąć swój cel. Kolejne badania symulowały sytuację zawodowe, a dokładniej mówiąc to w jaki sposób będzie przebiegała różnica pomiędzy grupą fałszywych ofiar a grupą kontrolną w sytuacji starania się o firmowy awans. Okazało się, że w testach wyboru fałszywe ofiary nie miały żadnych skrupułów by kłamać, oczerniać i dyskredytować konkurenta, by same mogły objąć jego stanowisko.
Jednak – co wydaje się jasne z opisywanych wyników badań – najważniejszą cechą odróżniającą takie fałszywe ofiary od ofiar prawdziwych jest brak spójności. Nie zawsze fałszywe ofiary są tak sprytne i inteligentne, że nie popełniają ani jednego błędu. One bardziej liczą na uśpienie naszej czujności, bo przecież, kiedy podejrzewamy kogoś, kto nas prosi o pomoc o brak szczerości, to sami się z tym źle czujemy i sami zaczynamy się oskarżać o brak współczucia i empatii. A zatem wszelkie sygnały, które przeczą sygnalizacji ofiary bagatelizujemy i wolimy uznać, że tylko nam się tak wydaje i je pominąć, bo w przeciwnym razie musielibyśmy sobie poradzić z własnymi wyrzutami sumienia i samooskarżeniami o bezduszność. Jednak fałszywe ofiary oprócz tej głównej sygnalizacji wołającej o pomoc i manipulującej otoczeniem wysyłają również sygnalizację, która często ich zdradza. Wystarczy to zaobserwować, by odkryć to co ich zawsze dekonspiruje, czyli niespójność pomiędzy tym co mówią, a robią. Dobrze jest się zatem czasem temu bliżej przyjrzeć bez zadręczania samego siebie o bycie nieczułym na ludzką krzywdę, bo w ten sposób możemy oszczędzić naszą energię i środki pomocowe dla kogoś, kto naprawdę tego potrzebuje.
Pozdrawiam