Ghosting #130

Błędna interpretacja sygnałów emocjonalnych #129
20 stycznia 2020
Wprowadzenie do medytacji, Warszawa, 7.03.2020
25 stycznia 2020

Transkrypcja tekstu:

Sieć przewartościowała sposób, w jaki inicjowane są relacje. Dzisiaj pierwszy kontakt z nowo poznaną osobą podejmowany jest za pośrednictwem internetu, a nie na żywo. Najpierw więc, tak naprawdę, mamy styczność lub jak można by powiedzieć: doświadczamy ekspozycji awatara danej osoby, a dopiero później, jeśli w ogóle, wchodzimy z tą osobą w interakcje w rzeczywistym świecie. To pociąga za sobą szereg konsekwencji – jak na przykład sławetne błędy atrybucji, w których odnosimy się nie do rzeczywistych zachowań i komunikatów innych, ale do wzorców naszych wyobrażeń, które stworzyliśmy na czyjś temat. I jeśli trafiamy na sprytnego kreatora awatarów, to nasze wrażenie nie dotyczy tego, kim nowo poznana osoba jest w rzeczywistości, ale jedynie tego, jak precyzyjnie i profesjonalnie stworzyła swojego sieciowego awatara. To zaś powoduje, że weryfikacja takiej znajomości w rzeczywistym świecie może być bardzo bolesna, a w najlżejszych wypadkach kończy się sporym rozczarowaniem. Sieć pod tym względem jest wygodna, bo w nowo tworzonych relacjach pozwala nam ukryć prawdę o samych sobie i eksponować tylko te cechy, czy właściwości, którymi chcemy się pochwalić. Co wyraźnie widać na przykład na portalach randkowych – jak prezentowane tam zdjęcia, bardziej lub mniej, różnią się od rzeczywistego wyglądu danej osoby, a jej zainteresowania okazują się jedynie modną prezentacyjną strategią, a nie rzeczywistością itp.
Jednak inicjowanie relacji poprzez sieć ma zarówno swoje wady (to te sytuacje, które negatywnie weryfikują nasze oczekiwania), ale też zalety. Bo mimo, iż czasem bardzo chcemy ukryć niewygodne informacje na własny temat, nasze sieciowe zachowania potrafią jej zdradzić. Trzeba tylko umiejętnie patrzeć i starać się odpowiedzieć sobie na pytanie: czego tak naprawdę mogę się dowiedzieć o nowo poznanej osobie dzięki jej specyficznym sieciowym zachowaniom? A okazuje się, że możemy się dowiedzieć całkiem sporo i współcześni badacze z zapałem zaczęli śledzić nowe relacyjne zjawiska, starając się odkryć ich przyczyny.
Dzisiaj spróbujemy się przyjrzeć zaledwie jednemu z takich zachowań, ale za to takiemu, które w obiegu fachowej literatury ma już swoją nazwę. Ale najpierw posłużmy się przykładem: oto Kaśka poznaje Zdziśka – oczywiście poprzez internet. Może to być portal randkowy czy inna platforma sprzyjająca kojarzeniu ze sobą ludzi. Pomiędzy tymi dwoma sieciowymi awatarami na tyle zaiskrzyło, że zaczyna nawiązywać się między nimi relacja. Najpierw są to długie, ale sporadyczne rozmowy spod znaku „och, jak dobrze się z tobą gada”, czy „och, nareszcie mogę z kimś pogadać na ten temat”, potem kontakt zaczyna przybierać na częstotliwości i sile. Ważne tematy życiowe, eksplorowanie wartości i idei ustępuje miejsca bardziej przyziemnym sprawom, ale wciąż tej parze znakomicie się ze sobą rozmawia. I tak trwa ta sieciowa relacja przez jakiś czas. I kiedy Kaśka jest już gotowa do następnego kroku i zaczyna się powoli zdobywać na to, by zaproponować przeniesienie tej relacji do rzeczywistego świata i umówić się na spotkanie ze Zdziśkiem, w realu nagle i niespodziewanie ten przestaje odpowiadać na jej wiadomości. Kaśka sprawdza jego profil na Facebooku, Instagramie, i gdzie się tylko da, ale wszędzie tam od kilku dni Zdzisiek nie jest aktywny. Kaśka zaczyna podejrzewać, że może coś się stało, może zachorował, może wyjechał służbowo nagle i niespodziewanie w takie miejsce na ziemi, gdzie nie ma sieci. Bo jak inaczej wyjaśnić takie niespodziewane zniknięcie i i brak jakiegokolwiek kontaktu? Mocno zdezorientowana i przejęta Kaśka zaczyna szukać Zdziśka gdzie się tylko da i okazuje się, że zamilkł na dobre i od kilku dni po prostu „wyparował” z sieci. W końcu Kaśka, już naprawdę przejęta, zwierza się ze swego zmartwienia swojej koleżance Eli. „Zdzisław zniknął? – odpowiada zaskoczona Ela – No coś ty, przecież gadałam z nim przez skypa niecałą godzinę temu”.

Przykład numer dwa. Tym razem Edek poznaje Izę. Najpierw w sieci, ale relacja na tyle szybko się rozkręciła, że nowo poznani, mający się ku sobie ludzie, przenoszą ją do realu. W realnym już świecie Edek wybacza Izie, że nie wygląda tak apetycznie, jak jej internetowy awatar, ale to wybaczenie przychodzi mu o tyle łatwo, że jemu samemu też jest co wybaczać: zamiast brzusznego sześciopaka jest mięsień piwny, a wiek metryczny mocno się różni od deklarowanego. Ale mimo to para uznaje, że relacja jest obiecująca, bo wciąż świetnie im się ze sobą rozmawia. Mają to same poczucie humoru, uwielbiają ten sam rodzaj sarkazmu i jak się okazuje, w szczenięcych latach czytali te same komiksy i zbierali takie same samochodziki i przebierali w sukienki te same lalki. To znaczy Edek przebierał Kena, a Iza Barbie. Czy na odwrót – w każdym razie wszystko wskazuje na to, że coś z tego będzie. W końcu nadchodzi ten historyczny moment i oboje lądują w sypialni, gdzie wbrew wcześniejszym obawom i niepokojom wszystko wydaje się do siebie pasować, a oczekiwania i szczypta szaleństwa nie przekraczają wspólnie postawionych granic. I tak trwają te relacyjne fajerwerki, uwalniając całe hektolitry oksytocyny. Ale wszystko, co dobre, kiedyś się kończy. Szalony weekend w Zakopanem również. Następnego poranka Edek dzwoni do Izy, by się z nią umówić na popołudniową kawę, ale ta nie odbiera telefonu. No to może messenger? Też cisza. No, OK – mówi sobie Edek – pewnie jest zajęta i obrabia się w robocie po weekendzie. Jednak tego samego dnia wieczorem dalej cisza w słuchawce. I następnego dnia również. Iza jakby zapadła się w czarnej dziurze – nie ma jej nigdzie. Nie pisze postów, nie publikuje zdjęć, nie komentuje nawet zdjęć ślubnych swojej najlepszej przyjaciółki. Nic. Cisza i mrok. Edek zaczyna się poważnie martwić, bo przecież na pewno musiało się coś stać. W końcu, po paru dniach spotyka na ulicy ich wspólną znajomą Elkę (wiem, że już była w poprzedniej historii, ale niech się pojawi po raz drugi) „Jak to zniknęła? – wykrzykuje roześmiana Ela – No coś ty, przecież właśnie dzisiaj rano byłyśmy razem na kawie.”

Co łączy te dwa powyższe, oczywiście całkowicie zmyślone przeze mnie przykłady? Zjawisko nazywane w psychologii relacji ghostingiem, które stało się w ostatnim czasie przedmiotem całkiem sporej ilości badań. Cóż oznacza ghosting? Dokładnie to, co sugeruje jego nazwa – zamienienie się w ducha. Odejście bez słowa, zerwanie wszelkiego kontaktu bez najmniejszej próby wyjaśnienia tego przyczyn. Temu zaś unikaniu zazwyczaj towarzyszy również kilku lub kilkunastodniowa nieobecność w sieci. Znikający duch nie pozostawia śladu swojego istnienia, jakby chciał jeszcze bardziej podkreślić: „znikam z twojego życia i wszelkie próby nawiązania ze mną kontaktu czy też namierzenia mojej obecności, z góry skazane są na przegraną. Nie szukaj mnie, zrezygnuj z jakichkolwiek prób ustalenia mojej aktywności. Zaś im szybciej to zrobisz, tym szybciej będę mógł czy mogła wrócić znowu do sieci.”
Okazuje się, że zrywanie relacji „na ducha”, czyli ghosting, jest dużo bardziej powszechne, niż nam się wydaje. W 2018 roku na łamach „Journal of Social and Personal Relationship” opublikowano wyniki badań Ukrytych Teorii Związków przeprowadzonych w USA na 1300 osobach, które wykazały, że aż jedna czwarta tej grupy doświadczyła w przeszłości ghostningu od swoich relacyjnych parterów, zaś jedna piąta sama w ten sposób zakończyła jakąś relację.
Kolejne badanie przeprowadzone przez kolejne zespoły naukowców wskazują, że te liczby mogą być dużo większe. Jednak co istotne, w badanym zjawisku ghostingu wyróżnia się kombinacja dwóch technik – z jednej strony jest to strategia unikania kontaktu, czyli zniknięcia, a z drugiej strony dodatkowo stosowany jest element komunikacyjny: osoba kończąca w ten sposób relację, na jakiś czas zawiesza swoją aktywność w internecie, co ma dodatkowo poinformować drugą stronę relacji, że zniknięcie jest ostateczne i odwieźć ją od podejmowania prób ponownej komunikacji.
Co więcej, to zamilknięcie na portalach społecznościowych trwa tak długo, dopóki ghost nie upewni się, że porzucona przez niego osoba nie zrezygnuje z poszukiwań. I ten zabieg stosowany jest celowo – ma dodatkowo wzmocnić komunikat: „zniknąłem czy zniknęłam i najlepiej się z tym szybko pogódź”. W ten właśnie sposób powstała współczesna strategia zamykania relacji. Pora odpowiedzieć na pytanie czy ghosting lub inne zjawiska w nowej psychologii relacji, takie jak zombieing, breadcrumbing czy meaningless hookups (do których będę jeszcze wracał późniejszych wykładach) są na pewno nowe. Otóż nie – ludzie w ten sposób zachowywali się w relacjach od zarania dziejów. Nowa jest jedynie skala tego zjawiska, która jest następstwem łatwości zastosowania jej w sieci. Pora zatem odpowiedzieć na pytanie jakie są konsekwencje ghostingu dla obu stron relacji – zarówno tej strony, która w ten sposób relację kończy, jak i tej, dla której takie zakończenie relacji jest sporą niespodzianką?
Ale zanim odpowiem na to pytanie, musimy przyjrzeć się powodom takich zachowań, co również było przedmiotem badań. Otóż okazuje się, że ludzie którzy posługują się strategią zrywania relacji poprzez ghosting, czynią tak z kilku podstawowych powodów. Po pierwsze takie zerwanie wydaje się być najwygodniejszą z opcji, bo zwalnia delikwenta z potrzeby stanięcia twarzą w twarz z drugą osobą i powiedzenia jej prosto w oczy, iż uznał, że ta relacja mu nie odpowiada lub nie spełnia jego oczekiwań. Dzięki temu nie trzeba się mierzyć z emocjami odrzucanej w ten sposób osoby, a przecież będzie ona nie tylko rozemocjonowana, ale też będzie domagała się wyjaśnień, będzie podejmowała próby ratowania relacji itd. Zamienienie się w ducha w tej sytuacji wydaje się więc najmniej uciążliwym wyjściem.
Po drugie sam ghosting jest powiązany z powodem rozpoczęcia relacji. Kiedy jest on oparty na atrakcyjności awatara – zarówno fizycznej, ocenianej po publikowanych w sieci zdjęciach, jak i osobowościowej po deklarowanych atutach, to taka relacja w mózgu lokowana jest w szufladce „łatwa, nietrwała, a więc mniej zobowiązująca niż normalna”. To ułatwia podjęcie decyzji o zakończeniu jej właśnie w ten sposób.
Po trzecie, jak deklarują badani, ghosting pojawiał się jako opcja w sytuacji, gdy w relacji pojawiały się negatywne interakcje. Na przykład wówczas, kiedy czyjeś zachowanie czy słowa z jakichś powodów nie przypasowały jednej ze stron. Wówczas, zamiast odważyć się na powiedzenie „nie pasuje mi to, jak się zachowujesz czy mówisz”, łatwiej uciec i zniknąć.
Po czwarte, w odpowiedziach badanych pojawia się rekalkulacja wymiany, co oznacza, że dana relacja zostaje przez jedną ze stron oceniana w kategoriach „za i przeciw”, na przykład w kontekście zysków i strat, niekoniecznie finansowych, ale emocjonalnych, mentalnych, dotyczących wzajemnego wsparcia, poświęcania uwagi, zrozumienia itd. Kiedy zaś ta kalkulacja wychodzi na niekorzyść kalkulującego, ten uznaje, że łatwiej jest zerwać relację, niż ją na nowo kontraktować, rekalibrując w niej sprawiedliwość wymiany.
I po piąte, badani deklarowali kwestie związane z przekroczeniem ich progu bezpieczeństwa. I to zarówno w sytuacji, gdy badany czuł zwiększenie niebezpieczeństwa, bo ktoś okazywał się dziwny, nieprzewidywalny lub nieodpowiedni, ale również wówczas, kiedy zdaniem badanej osoby relacja zmierzała ku przekroczeniu pewnego bezpiecznego progu, na które to przekroczenie dana osoba nie była gotowa. To na przykład sytuacja, w której jedna strona uznaje, że najwyższy czas na formalizację związku i podejmuje rozmowy o małżeństwie, a druga strona w ogóle nie uznaje, że ta relacja mogła by zajść aż tak daleko.
Jeśli teraz przyjrzymy się powyższym powodom ghostingu, to odpowiedź na pytanie o konsekwencje tego typu zachowań dla każdej ze stron zdaje się być oczywista. Jeśli więc wobec jakiejś osoby ktoś kiedyś się tak właśnie zachował, czyli zamknął relację bez słowa wyjaśnienia, jednocześnie wyciszył swoją aktywność w internecie, by dodatkowo wzmocnić efekt zniknięcia, to wnioskowanie jest wyjątkowo proste – z tej relacji i tak by nic nie wyszło, bo sam akt ghostingu wyraźnie wskazuje, że ktoś taki nie jest w stanie wziąć na siebie odpowiedzialności związanej ze szczerą i uczciwą rozmową. Tworzenie związku z kimś takim nie ma nic wspólnego ze szczęściem i spełnieniem – to droga przez piekło. Jeśli dana osoba doświadcza ghostingu ze strony swojego partnera czy partnerki, to jedynie czego może żałować, to tego, że owa sytuacja wydarzyła się tak późno.
Jeśli zaś ktoś uznaje, że kończenie relacji w ten sposób jest łatwiejsze i wygodniejsze dla jego emocjonalnego systemu, to cóż… niestety jest w błędzie. Wygoda i łatwość jest tylko pozorna i dotyczy krótkiego czasu. To, co się zacznie dziać w systemie w dużo dłuższej perspektywie czasowej będzie miało miało swoje negatywne skutki. Osoba korzystająca ze strategii ghostingu tworzy w ten sposób furtkę do unikania odpowiedzialności. A z tą furtką jest taki problem, że infekuje cały system, a nie jedynie przestrzeń naszych relacji. To z kolei oznacza, że ghostowi będzie coraz trudniej przyjąć odpowiedzialność za inne sfery swojego życia, a stąd już tylko krok do psychologicznego schematu ofiary. Co więcej, kiedy ghost odrzuca kogoś bez słowa wyjaśnień, zadaje tej osobie dość dotkliwy psychologiczny ból oraz stres związany z usiłowaniem znalezienia odpowiedzi na pojawiające się w takiej sytuacji pytania. Kiedy zaś system ghosta nauczy się, że istnieją tak proste wyjścia z relacji, zacznie je przenosić nie tylko na relacje damsko-męskie, ale również przyjacielskie, kumplowskie i zawodowe. To z kole spowoduje, że prędzej czy później ghost zacznie doświadczać deficytu zaufania, w czego efekcie sam również zacznie doświadczać społecznego odrzucenia. Bo w tej grze nic nie jest za darmo. Pozdrawiam