Cykl złości i gniewu #93

Medytacja. Sposób na lepsze życie, Warszawa, 24.02.2019
14 stycznia 2019
CPS, czyli czego uczyć dzisiaj dzieci…, #94
25 stycznia 2019

Transkrypcja tekstu:

Zdarzyło ci się kiedyś zezłościć, czy też rozgniewać na ukochaną osobę? Albo też doświadczyłeś, czy doświadczyłaś jej, czy też jego złości skierowanej w twoją stronę? Czy cała akcja nie skończyła się czasem konfliktem? I to takim, który z każdą wymianą zdań zaczynał przybierać na sile nierzadko kończąc się awanturą? Jeśli tak – a domyślam się, że nie są to przecież pojedyncze, incydentalne wydarzenia – to najprawdopodobniej wspólnie wzięliście udział w fascynującym, a jednocześnie destrukcyjnym zjawisku nazywanym cyklem złości i gniewu. Zanim jednak przyjrzymy się mechanizmowi jego powstawania pokażmy to na przykładzie. Mamy więc Aśkę i Edka tworzących romantyczny związek, zakochanych w sobie ludzi. Od jakiegoś czasu mieszkają razem dzieląc wspólne życie zorganizowane według tej samej logistyki relacji: wspólnego spędzania czasu, dzielenia trosk i radości, miłości i seksu, wspólnego prowadzenia domu, finansów i spełniania podstawowych życiowych potrzeb. Pewnego dnia Edek w swojej zawodowej pracy ponosi porażkę. Nie dość, że nie otrzymał oczekiwanej podwyżki, to jeszcze na dodatek firma w ramach oszczędności nieco obniżyła mu pensję. Po prostu od najbliższego miesiąca Edek będzie zarabiał mniej. To powoduje, że wraca do domu w dość kiepskim nastroju – co tu dużo mówić, jest rozżalony i zmartwiony rychłym pogorszeniem kondycji finansowej. Kiedy przekracza próg mieszkania zastaje w nim Aśkę siedzącą na kanapie, która na jego widok wstaje, okręca się dookoła własnej osi z dumą demonstrując nową, właśnie kupioną sukienkę. „Popatrz – woła radośnie Aśka – podobam ci się w tej nowej kiecce? Była akurat wyprzedaż i udało mi się ją kupić za 500 złotych. Wiesz, takiej okazji nie mogłam przepuścić!”. Na ten widok w głowie Edka powstaje – delikatnie mówiąc – emocjonalny huragan. „To on traci dochody, zastanawia się jak to wpłynie na ich finansową płynność i z czego w przyszłym miesiącu trzeba będzie zrezygnować, a ta se kiecki kupuje. I to za pięć stów. Co ta kiecka, ze złota jest czy co?”. Oczywiście wzburzenie Edka po nim natychmiast widać. Co więcej nie potrafi się on powstrzymać od złośliwej uwagi: „No pięknie, pięknie szastasz naszymi pieniędzmi”. Teraz przenieśmy się do głowy Aśki. Tam również zaczyna się rozpętywać burza. Przecież tak się cieszyła zdobyczą i tak bardzo chciała się spodobać Edkowi. Przecież wiele razy marudził, że chodzi w spodniach ukrywając zgrabne nogi. Więc teraz, ta kiecka dla niego, A ten cham i burak, w ogóle tego nie potrafi docenić. Aśka więc wypala bez zastanowienia: „To że matka cię wychowała jak kocmołucha, bez gustu i ubierającego się jak ostatnia fleja nie oznacza, że każdy musi wyglądać tak obciachowo jak ty!”. Już wiemy co się stanie w głowie Edka, prawda? Za każdym razem uwaga dotycząca zarówno jego matki, jak i jej metod wychowawczych rozgrzewa go do czerwoności. Oczywiście nie musimy kontynuować tego przykładu, by zorientować się jak to wszystko się skończy. Awantura wisi w powietrzu i z każdym kolejnym wypowiedzianym do siebie kąśliwym zdaniem staje się coraz bardziej oczywista. Kiedy wybuchnie oboje zakochani powiedzą sobie kilka gorzkich słów, których oczywiście później będą żałować. Potem będą musieli przejść przez ciche dni, później przez próby pojednania, przeprosiny i jeśli wszystko dobrze pójdzie sprawa zakończy się w sypialni, zaś jeśli źle spakowaniem walizek i wyprowadzką jednej ze stron. Oczywiście powyższy przykład mógłby zostać skonfigurowany odwrotnie – to Aśka mogła wracać z pracy z wisielczym humorem po utracie wyczekiwanej premii, a Edek siedzieć na kanapie z drinkiem w ręku. To bez znaczenia. Znaczenie ma tutaj jedynie mechanizm cyklu złości i gniewu, w który oboje się nawzajem wkręcili. Jak to działa? Tutaj posłużmy się przykładem amerykańskiego psychologa Arasha Emamzadeha na łamach Psychology Today. Mamy więc związek osoby X z osobą Y. Kiedy osoba X doświadcza gniewu, w jego efekcie zaczyna się destrukcyjnie zachowywać w stosunku do osoby Y. Ta zaś jest oczywistym odbiorcą destrukcyjnych zachowań X, więc sama reaguje gniewem. W jego efekcie tym razem osoba Y zaczyna się destrukcyjnie zachowywać w stosunku do osoby X. Teraz X rejestruje destrukcyjne zachowanie Y wymierzone w jego stronę i w reakcji na to reaguje większym gniewem, który motywuje osobę X do kolejnych, tym razem intensywniejszych destrukcyjnych zachowań. W ten oto sposób powstaje cykl złości i gniewu, który zaczyna napędzać sam siebie i prędzej czy później stanie się na tyle duży, że coraz trudniej będzie go przerwać. Co więcej, w efekcie tego cyklu zarówno osoba X, jak i osoba Y będą się zachowywać względem siebie coraz bardziej irracjonalnie. Pojawią się wyolbrzymione celowo problemy, nie do końca słuszne oskarżenia i podejrzenia oraz przepotężna dawka negatywnych emocji, z tendencją do wzajemnej energetyzacji. Pojawią się komunikaty, których później obydwie strony będą żałować i co tu dużo mówić – również się wstydzić. Potem pojawi się poczucie krzywdy i winy jednocześnie oraz cała masa kolejnych destrukcyjnych psychologicznie efektów. Ego po każdej ze stron strzeli w górę swoimi fajerwerkami włączając nieadekwatne mechanizmy obronne, z których z biegiem czasu będzie się coraz trudniej wycofać. Pojawi się konflikt z tendencją do wybuchania na nowo przy każdej nadarzającej się okazji. Zaś załagodzenie tej sytuacji będzie wymagało od obu stron dużej emocjonalnej wstrzemięźliwości, rezygnacji z podszeptów własnego ego i sporych ustępstw. A i tak pamięć konfliktu zostanie zakodowana w tym związku. I jak mówi David Rock pojawi się nadwyrężenie zaufania, które można porównać do potłuczonego porcelanowego talerzyka. I owszem po pierwszej awanturze można go jeszcze skleić by nawet nieźle wyglądał. Ale z każdą kolejną awanturą ten ciągle tłuczony talerzyk będzie coraz trudniej posklejać, aż pojawi się taki moment, w którym roztrzaska się na tak drobne kawałeczki, że jego sklejenie przestanie być już możliwe. Przyciężkawa wizja, prawda?
W 2018 roku przeprowadzono badania siłami trzech uniwersytetów – z Kopenhagi, Marryland i Południowej Karoliny chcąc się dowiedzieć, czy konkretne cechy osobowościowe takie jak ugodowość, czy też zaangażowanie partnerów w swój związek są w stanie osłabić rozwój cyklu złości i gniewu w relacjach. Przebadano 96 heteroseksualnych par z czego 14% stanowiły małżeństwa, zaś pozostali pozostawali w ścisłych związkach dzielących wspólne mieszkanie. Niestety wynik badań dobitnie pokazał, że taka cecha jak ugodowość jednej ze stron i owszem ma wpływ na obniżenie natężenia cyklu złości i gniewu, ale wyłącznie w wypadkach, w których złość i gniew były na niskim poziomie. Kiedy jednak trafiały się sytuacje ze stosunkowo dużym poziomem złości czy gniewu ugodowość nie miała najmniejszego wpływu na powstawanie konfliktu. Podobnie rzecz się miała z zaangażowaniem w związek – okazało się że cykl złości i gniewu zbiera swoje negatywne żniwo również w tych związkach, w których oboje partnerów jest bardzo silnie w swój związek zaangażowanych. Zbadano też kwestie bycia miłym. Tutaj okazało się, że podobnie jak ugodowość, bycie miłym w reakcji na destrukcyjne zachowania partnera w sytuacji powstającego cyklu złości i gniewu działa również wyłącznie w trackie niskiego poziomu wzburzenia partnera.
Co zatem zrobić? Jak poradzić sobie z takim konfliktem? Jak przerwać powstający cykl złości i gniewu? Niestety istnieje tylko jeden sposób i dokonać go może wyłącznie inicjator cyklu, czyli ta osoba, u której gniew wywołuje destrukcyjne zachowania w stosunku do partnera w pierwszej kolejności. Pamiętasz przykład Edka i Aśki. Edek wraca podminowany z pracy i widzi Aśkę chwalącą się nową sukienką. Ten widok zaś prowokuje Edka do destrukcyjnych zachowań skierowanych w jej stronę. I dokładnie tutaj znajduje się szczelina, która pozwala na powstrzymanie całego cyklu. To moment tuż przed reakcją Edka na zachowanie Aśki. I tylko w tym momencie można przerwać cykl i jedyną osobą, która w tej sytuacji może tego dokonać jest Edek. Zanim jednak to się wydarzy, to najpierw w Edku musi pojawić się świadomość tego, w jakim znajduje się stanie emocjonalnym. Wróćmy zatem do tej sytuacji i zobaczmy Edka na schodach, zanim jeszcze przekroczy próg swojego mieszkania. Sekwencja świadomości powinna być w tym wypadku następująca: „Zirytowała mnie ta wiadomość o obniżeniu dochodów – mówi sobie w myślach Edek – Spowodowała, że znajduję się w zupełnie innym emocjonalnym stanie, niż zazwyczaj. Jestem rozdrażniony, prawdopodobnie również rozżalony i roczarowany. Te emocje, które teraz obserwuję w sobie będą pewnie miały wpływ na moje zachowanie w stosunku do innych osób. A to oznacza, że najmniejsze przejawy ich zachowań, które mi się nie spodobają, będę obierał jako niezwykle drażniące i to będzie nakręcało we mnie skłonność do negatywnych reakcji.” Teraz dopiero, kiedy Edek jest w pełni świadomy swego emocjonalnego stanu, naciska klamkę i wchodzi do mieszkania. Kiedy zaś widzi uradowaną zakupem sukienki Aśkę zupełnie spokojnie odpowiada: „Wiesz, przepraszam, ale musimy na chwilę odłożyć radość z nowej sukienki i musimy pogadać o naszych finansach. Okazało się dzisiaj, że od przyszłego miesiąca będę zarabiał mniej. Trzeba jakoś ogarnąć wspólnie tę sytuację.”. Czy Edek w ten sposób odbierze radość Aśce? Czy spowoduje u niej pogorszenie nastroju? Oczywiście że tak, bo przecież Aśka nie była niczego świadoma kupując sukienkę. Więc teraz pojawi się w niej poczucie winy. Jednak świadomy emocjonalnie Edek przewidział i to, bo mówi: „Nie obarczaj się wyrzutami sumienia, przecież kupując sukienkę nie wiedziałaś o rychłym spadku naszych dochodów. Poza tym tak naprawdę ten problem nie pojawia się teraz, ale dopiero za miesiąc, więc mamy czas by wspólnie sobie z tym poradzić”. I tak dalej i tym podobne. Oczywiście oboje nie będą tego dnia tryskali humorem, ale jeśli Edek zachowa się w powyższy sposób, to na pewno się nie pokłócą i cykl złości i gniewu nie będzie miał szans, by się pojawić.
A teraz zostawmy Edka i Aśkę i skupmy się na samym mechanizmie. Czy przed osobą X stoi trudne zadanie? Powiedzmy sobie szczerze – bardzo trudne. Trzeba przecież poradzić sobie z wewnętrznym wzburzeniem i naszą naturalną tendencją do przelania za nasz zły humor odpowiedzialności jeszcze na kogoś innego, bo w ten sposób wydaje nam się, że ciężar spoczywający wyłącznie na naszych barkach będzie lżejszy. Ale to nieprawda. Nie dość że się go nie pozbywamy, ale pozwalając na eskalację cyklu złości i gniewu powodujemy, że jest nam jeszcze gorzej, Nie tylko nam, ale też osobie, którą przecież kochamy, prawda? Pozdrawiam