Męski prekariat, czyli klątwa niepewności

Backstage II, czyli dwieście piątków
2 czerwca 2021

Transkrypcja tekstu:

Na początek wymyślmy sobie stado nowych ssaków – chodzą na dwóch tylnych kończynach, w miarę wyprostowani, mają sympatyczne futerka i zaokrąglone brzuszki. Nazwijmy je Gajanami i prześledźmy – oczywiście w skróconej formie – życie i troski jednego z przedstawicieli tego gatunku niejakiego Stefajana. Nasz mały bohater przychodzi na świat jako jedna z wielu pociech dość sporego stada i od razu zostaje odpowiednio zaprogramowany, żeby wypełniać swym życiem to czego stado od niego oczekuje, w tym stosowanie się do dość prostych i jasnych reguł. Jedną zaś z podstawowych reguł jest to komu w stadzie i za jakie zachowania należy się podziw, a komu niechęć. Tak więc mały Stefajan dowiaduje się, że na przykład kiedy jakiś dorosły samiec z jego stada jest agresywny i dominujący, to najlepiej mu nie wchodzić w paradę, trzymać się z dala i mieć się na baczności, bo nieopatrzna konfrontacja może się okazać dla Stefajana bolesna. A zatem duży, silny i władczy samiec powinien być raczej traktowany w kategoriach wroga i lepiej się go wystrzegać. Inaczej jest w przypadku innego dużego samca, który regularnie zaopatruje najbliższych Stefajana w owoce kaki, a to ulubiony przysmak Gajanów. Zatem do przynoszącego kaki nastawienie powinno być życzliwe i przyjazne. Teraz przyjrzyjmy się regułom dotyczącym samic. Stefajan zostaje nauczony, że tu również powinien wykształcić w sobie dwie postawy. Jeśli jakaś samica jest miła, otacza ciepłem i jest odpowiednio uległa oraz podporządkowana społecznym wytycznym, to w zamian należy jej się życzliwość – w końcu to właśnie z pośród samic o tego typu cechach przyszły Stefajan będzie się rozglądał za partnerką. Jeśli jednak w okolicy pojawi się samica żądna władzy, nieposłuszna, czy co najgorsze manipulująca innymi, to należy ją traktować z należną jej wrogością i niechęcią. Ale to nie wszystkie reguły. Kolejne dotyczą sposobu na stanie się tzw prawdziwym Gajanem, czyli osobnikiem, który zasługuje na to, by w gajańskiej społeczności zająć odpowiednie miejsce. Żeby to było możliwe trzeba przejść trudną i bolesną inicjację – najpierw odosobnienie, potem testy wytrzymałości i odporności aż wreszcie będzie można stać się prawdziwym Gajanem a i tak inni przedstawiciele stada będą co jakiś czas dopytywać czy aby na pewno Stefajan na miano prawdziwego Gajana zasługuje. Bo w tej społeczności osiągnięcie tej roli jest trudne, za to bardzo łatwo taki status utracić, a wtedy już nie ma dla Stefajana najmniejszej nadziei. Ani nie będzie w stanie postawić własnego szałasu ani też zainteresować sobą, jakąś miłą i układną Gajankę. Żeby więc nie utracić statusu prawdziwego Gajana Stefajan musi – czy chce czy nie chce – reagować agresywnie, na wszelkie próby zakwestionowania jego prawdziwości. Musi przez cały czas rywalizować o swój status i zawsze mierzyć wysoko. Bo przecież celem jest zostanie Wielkim Gajanem, czyli samcem podporządkowującym sobie całą resztę stada – zarówno samice, jak i pozostałych samców. To zaś wymusza z jednej strony stałą potrzebę walki – najpierw o zdobycie, a potem o powiększanie i ochronę statusu w stadzie, a z drugiej strony stałe napięcie, które wynika z innej walki – tym razem wewnętrznej, którą toczy Stefajan i która dotyczy nieustannego uczucia niepewności i potrzeby udowadniania przed innymi i samym sobą przypisanej mu społecznie roli. By tę wewnętrzną walkę z samym sobą wygrywać Stefajan w końcu wybuduje dużo większy szałas niż w rzeczywistości jest mu potrzebny zadłużając się po znajomych na owoce kaki. Będzie też prężył muskuły, żeby inni widzieli, że nie ma z nim żartów oraz na wszelki wypadek zacznie się otaczać coraz to młodszymi samicami, bo przecież w ten sposób tworzy wizerunek silnego, zasługującego na miano prawdziwego Gajana. Jednak w środku Stefajana siedzi mały, niepewny i mający tak naprawdę wszystkiego dosyć nieszczęśliwy jegomość, który kiedy nikt nie widzi coraz częściej pluje sobie w brodę z westchnieniem „co mnie podkusiło, żeby się urodzić w tym syfie!” I tutaj w sumie moglibyśmy zakończyć tę historię, która wydaje się nie mieć szczęśliwego zakończenia. Bo nawet nie trzeba być przebiegłym antropologiem, żeby się zorientować, że Stafajan cierpi z powodu systemu, który to system sam swoimi działaniami wspiera. Śmiała teza? No to zostawmy stado Gajan i przyjrzyjmy się badaniom opublikowanyn w marcu tego roku, które to badania zostały wykonane w 62 krajach świata i objęły 33 osób i za którymi to badaniami stoją naukowcy z Uniwersytetu w Gdańsku. Wyniki zaś tych badań są obecnie szeroko dyskutowane na świecie. Ja się o nich dowiedziałem z artykułu profesora Lawrence’a White’a z Uniwersytetu Wisconsin, który zamieścił dość szczegółową relację na łamach Psychology Today. Przedmiotem badań był niepewne przekonania co do statusu męskości, które konfrontują męskość i kobiecość w perspektywie statusu społecznego, który jest trudny do uzyskania oraz łatwy do stracenia i który cechuje potrzeba udowadniania, czyli kwalifikującej ekspozycji społecznej. Teza badaczy była dość prosta: chciano sprawdzić, czy poczucie męskiej niepewności, definiowanej już w psychologii jako męski prekariat ma związek z funkcjonującymi w danym społeczeństwie stereotypami płci oraz poziomem społecznego rozwoju danej społeczności. Podstawą zaś były odkrycia dr Gilmora ogłoszona w 1990 roku po międzykulturowych badaniach męskości jako osiąganego statusu, zgodnie z którymi wiele współczesnych społeczeństw wykazuje uniwersalną tendencję do żądania od swoich męskich członków społecznego dowodu statusu męskości. A to z kolei powoduje u mężczyzn dużo wyższy poziomu lęku społecznego. I tutaj pojawia się podstawowy paradoks: im większa tendencja społeczeństw do udowadniania statusu męskości, tym ten status staje się trudniej osiągalny i łatwiej go utracić. Kobiet to już zdaje nie dotyczyć, bo jeśli nawet uznamy, że istnieje coś takiego jak status prawdziwej kobiety (jako odpowiednik statusu prawdziwego mężczyzny) to jest on osiągany jako rodzaj nieuniknionego procesu biologicznego i nie podlega takiemu społecznemu kwestionowaniu, jak się to dzieje w przypadku mężczyzn. I w ten właśnie sposób społeczeństwa o predykacie męskiej dominacji, „międzymęskich” stosunkach społecznych opartych na hierarchii i współzawodnictwie, przy okazji pięknie wyprowadzonym ciosem z półobrotu walą prosto w mężczyzn nakładając na nich destrukcyjną klątwę niepewności, czyli opary męskiego prekariatu.
Dane z badań zbierano od stycznia 2018 do lutego 2020, zaś wszyscy uczestnicy byli studentami, którzy zgłosili się do tychże badań na ochotnika. Wśród pytań zawarto zarówno te, które badały przekonania o niepewnej męskości, jak i te, które diagnozowały ambiwalentny seksizm. Zatem wśród pierwszej grupy znajdowały się tezy, których uczestnicy mieli ocenić w skali od 1 do 7, przy czym siedem punktów odpowiadało postawie „zdecydowanie się zgadzam”, zaś jeden punkt „zdecydowanie się nie zgadzam” i które brzmiały na przykład następująco: „inni ludzie często pytają, czy mężczyzna jest „prawdziwym mężczyzną”, oraz „niektórzy chłopcy nie stają się mężczyznami bez względu na to, ile mają lat”, czy „mężczyźnie dość łatwo jest stracić swój status mężczyzny”. Druga pula twierdzeń dotyczyła pomiaru tzw wrogości i życzliwości zarówno wobec kobiet, jak i wobec mężczyzn, czyli dokładnie tych reguł, które stado Gajan wpoiło małemu Stefajanowi. Tutaj tezy brzmiały na przykład: „kiedy kobiety przegrywają z mężczyznami w uczciwej rywalizacji, zazwyczaj narzekają na dyskryminację”, „mężczyźni są niekompletni bez kobiet”, „mężczyźni zachowują się jak dzieci, gdy są chorzy”, „kobiety starają się zdobyć władzę poprzez przejęcie kontroli nad mężczyznami”, „każda kobieta potrzebuje partnera, który będzie ją kochał” itd. Prawda że tyle wesoło, co wydawało by się niewinnie. A jednak wyniki badań nie pozostawiają złudzeń. Celowo podaruję sobie wynik osiągnięty w Polsce, bo jak nie pewnie domyślacie naprawdę nie ma się czym chwalić. Ale to co najważniejsze: we wszystkich tych społeczeństwach, w których dominują przekonania wypisz wymaluj z naszego stada Gajanów temu zjawisku towarzyszy również wysoki wskaźnik męskiego prekariatu, czyli głębokiej niepewności statusowej mężczyzn, która powoduje, że współczesnemu mężczyźnie z jednej strony coraz trudniej sprostać wymaganiom stawianym mu przez resztę społeczności oraz konkurować w systemie wspierającym agresywną dominację finansową, zawodową czy społeczną ułożoną w ścisłą hierarchię stosunków męsko męskich. Z drugiej strony zdobyty status, oceniany jako niezwykle trudny do utrzymania i tym samym łatwy do utraty wzmacnia postawy agresywne zarówno tych, którzy taki status zdobyli, do tych którzy po niego sięgają, jak i w drugą stronę. Im zaś większa niepewność i im większy rozdźwięk pomiędzy posiadającymi status i całą resztą, tym większa degradacja zdrowia psychicznego tak naprawdę po każdej ze stron. I oczywiście było by zbyt wielkim uproszczeniem stwierdzać, że to faceci wymyślili reguły, na których sami teraz cierpią, bo tego typu systemy są również aktywnie wspierane przez kobiety, które również i to w zdecydowanej większości uczestniczą w przestrzeganiu i w narzucaniu reguł. I to nie jest wyłącznie moja konkluzja ale wynik badań, które to potwierdzają. Zatem Stefan doświadcza destrukcyjnej niepewności w tym systemie, ale towarzysząca mu Grażyna zazwyczaj nie tylko go nie wspiera, ale też dokłada kilka sążnistych kopniaków, które tylko z nazwy są na opamiętanie.
Podobno pradawni mieszkańcy pewnej wyspy wyginęli, bo wrzucali do ujęć wody ofiary składane w imię pomyślności i dobrobytu. W końcu to co miało zapewnić im szczęście zatruło całą dostępną pitną wodę aż po tej dumnej społeczności nie zostało ani śladu. Szkoda, że ta historia nas niczego nie nauczyła, prawda?
Pozdrawiam