Destrukcyjny lęk przed ciszą

Święta wojna światów i racji
15 kwietnia 2021
Międzypłciowy wymiar stalkingu
29 kwietnia 2021

Transkrypcja tekstu:

Jednym z jak dla mnie najcenniejszych aspektów nowej wiedzy o człowieku i jego współczesnym psychosomatycznym funkcjonowaniu, jest możliwość odkrywania połączeń pomiędzy wydawało by się drastycznie odległymi obszarami naszego funkcjonowania, a jednak mającymi na to funkcjonowanie znaczący, a w omawianym dzisiaj problemie druzgocący wpływ. Żeby zaś pokazać te połączenia musimy i dzisiaj uciec się do kilku przykładów. Oto mała Ola obserwująca sposób rozgrywania sprzeczek jej rodziców, a dokładniej mówiąc to, jaką strategię konfliktową przyjmuje jej ojciec wobec jej matki, kiedy dochodzi pomiędzy nimi do nieporozumień. Otóż ojciec Oli, kiedy coś idzie nie po jego myśli, czy też kiedy uznaje się za zranionego karze matkę Oli milczeniem. Po prostu zaczyna milczeć i potrafi utrzymać te epizody milczenia naprawdę długo. Raz nawet nie odzywał się przez dwa tygodnie, po czym, kiedy emocje w końcu pozwoliły mu się odezwać okazało się, że poszło o jakieś zdanie wypowiedziane przez matkę o jego zawodowej karierze. Zdanie wydawało się niewinne i nie miało nikogo skrzywdzić, jednak w odwecie za urażone ego cała rodzina została ukarana dwutygodniowym milczeniem. Zresztą cisza w ich domu to było ulubione narzędzie kary, a słowa „siedź cicho”, „nie waż mi się odezwać”, oraz „zamilcz” pojawiały się w narracji ojca bardzo często. Ilekroć zaś matka próbowała protestować w stylu: „skąd mam wiedzieć co zrobiłam nie tak, skoro nic nie mówisz a więc nawet nie dajesz mi szansy by to naprawić” były jedynie kwitowane milcząco karzącym spojrzeniem, które oznaczało „powinnaś wiedzieć, bo to twoja wina, że nic nie mówię”.
Teraz przenieśmy się do szkoły małego Jasia. No może już nie tak małego, bo to w końcu kilkunastolatek, który zabiega o akceptację swoich rówieśników. Raz pytał kolegów o możliwość zagrania z nimi w meczu, ale jedyne co usłyszał w odpowiedzi to milczenie. Kiedy napisał smsa do Anki, która mu się podoba i którą chciał zaprosić do znajomych w necie, w odpowiedzi otrzymał jedynie milczenie. Teraz siedzi w domu, w swoim pokoju i próbuje grać w komputerową grę, ale nie może się skupić, bo przecież za tym milczeniem, którego co chwilę doświadcza w swym kilkunastoletnim życiu nie może się kryć nic dobrego. W trzecim przykładzie udajemy się na nasiadówę on-line organizowaną w jednej z firm, na której Anita prezentuje swój nowy pomysł i po której to prezentacji słyszy komentarz dwóch koleżanek, które przez pomyłkę nie wyłączyły jeszcze swoich mikrofonów: „wiesz, niektórzy to jakoś nie mogą skorzystać z okazji, żeby siedzieć cicho”. Teraz śledzimy budowlanego majstra, który zmierza na plac budowy i któremu już się gębą śmieje, bo trzy przecznice dalej usłyszał ryk radia budowlańców. A jak radio słychać na dzielni to przecież znaczy, że praca wre. I ostatni przykład – Stefan wraca do domu z zakupów i mimo, że po Grażynie nie zostało śladu po wejściu mówi na głos w swoim pustym mieszkaniu do jedynej pozostałej tam bratniej duszy – nastroszonego chomika, który właśnie zaliczył półmaraton w swoim metalowym kółku: „A co tu taka grobowa cisza jakby ktoś umarł – trzeba puścić ci chomuś, jakiś telewizor czy coś!”
Co łączy wszystkie powyższe przykłady? Otóż to przeświadczenie – pochodzące oczywiście z różnych źródeł – że w ciszy skrywa się coś negatywnego. Kiedy się pojawia, to zaczyna jej towarzyszyć jakiś rodzaj niepokoju. Jakaś niepewność. Może przetransportowane na dorosłe życie doświadczenie Oli, że cisza jest karą? Może trauma już dzisiaj dużego Janka, że cisza oznacza odrzucenie? A może bezproduktywność, jak w przypadku majstra, czy uruchomienie bolesnych wspomnień jak u Stefana?
Jeśli zaś przy ciszy stawiamy ujemny znak oznaczający coś, co wiąże się raczej negatywnym programem – niezależnie od tego kto i kiedy nas tak zaprogramował, to konsekwencją takiego oprogramowania będzie postawienie przeciwnego znaku po stronie dźwięków. I nie ma to znaczenia jakie to dźwięki, czy grający sobie a muzom telewizor, czy disco polo z radia na budowie. Znaczenie ma jedynie to, by dźwiękami przykryć nieznośną ciszę. Bo przecież kiedy znajdujemy się w nowej sytuacji, w której nie znamy ludzi, którzy nas otaczają, czy też nie do końca wiemy jak się zachować, to cisza to ostatnia rzecz, której chcielibyśmy doświadczyć. Nie bez powodu przecież te momenty nazywamy krępującą ciszą, co tylko dodatkowo utwierdza nas w przekonaniu, że raczej należy od ciszy stronić.
I tutaj pojawia się problem, bo to nie cisza nam szkodzi, ale właśnie jej brak. Z raportu przygotowanego w 2020 roku przez Europejską Agencję Ochrony Środowiska wynika, że aż 20 % mieszkańców Europy jest obecnie narażonych na poziom hałasu przekraczający dopuszczalne zdrowotne normy, wynoszące 55 decybeli dla naszej aktywności dziennej i 50 decybeli w nocy. Szacuje się, że zanieczyszczenie hałasem powoduje kilkanaście tysięcy przedwczesnych zgonów, a z roku na rok te liczby mają się wyłącznie powiększać. Nadmierny hałas powoduje też zmianę funkcjonowania naszych organizmów – pracując w warunkach o zawyżonym poziomie hałasu jesteśmy mniej wydajni i szybciej się męczymy. Pojawia się większy potencjał rozdrażnienia, co powoduje dużo większe prawdopodobieństwo tendencji konfliktowych. Co przenosi się również na nasze życie rodzinne – usiłujemy przykryć dźwiękiem potrzebę odbycia niewygodnej rozmowy, zagłuszamy własną paplaniną ciszę, kiedy odczuwamy jakiś dyskomfort, czy podnosimy poziom głosu by wyegzekwować to co chcemy od naszych domownikach. Hałas staje się stałym elementem rzeczywistości. Badania przeprowadzone przez czasopismo Heart z 2006 roku wykazały, że istnieje bezpośredni związek pomiędzy poziomem hałasu a poziomem stresu – natężenie dźwięków uwalnia kortyzol, który w swoim stałym działaniu traci epizodyczną funkcję ochronną i zaczyna siać spustoszenie w organizmie. W kolejnym badaniu – tym razem z 2013 roku – wykazano, że to cisza a nie dźwięki stymulują przyrost masy szarej w mózgu, szczególnie w ośrodkach odpowiedzialnych za uczenie się oraz pamięć. Zresztą nie trzeba badań, by dostrzec, że cisza taka naprawdę – o czym lubimy zapominać – pojawia się w naszym życiu jako trwały komponent jego najpiękniejszych chwil. Kiedy jest ten moment, w którym uznajesz, że twój związek dostąpił odpowiednio głębokiego poziomu bliskości? Otóż wtedy, kiedy potraficie ze sobą milczeć i żadne z was nie czuje potrzeby by to wspólne romantyczne milczenie przerwać. Żadne z was już nie doświadcza niezręczności ciszy i to jest najlepszym i istniejącym od tysięcy lat wskaźnikiem tego, czy pomiędzy dwojgiem ludzi pojawia się bliskość, w efekcie której będą chcieli spędzić ze sobą resztę życia. Spójrz co się dzieje wówczas, kiedy doświadczamy zachwytu. Oto stoisz na klifie i po wielogodzinnej podroży możesz podziwiać zachód słońca nad oceanem. Rozkoszujesz się tym widokiem w ciszy, prawda? To nie najlepszy moment, żeby ją przerywać. Dokładnie tego samego doświadczamy kiedy zostajemy unieruchomieni pięknem – sztuki, krajobrazu, czy jakiejkolwiek przestrzeni. Wówczas to doświadczenie, by mogło być kompletne i pełne wymaga ciszy. A teraz wyobraź sobie, że stoisz na tym klifie z ukochaną osobą, doznajesz zachwytu właśnie odkrytym nowym poziomem bliskości i jednocześnie rozciągającym się po horyzont widokiem. Nagle staje koło ciebie Stefan i mówi: „ty, puszczę ci z telefonu nowego Zenka, bo taka cisza jakby ktoś umarł”, po czym zanim Stefan zdąży zapodać bit po twojej drugiej stronie pojawia się majster z budowy z ochlapanym zaprawą radiem i odkręca regulator głośności ile fabryka dała jednocześnie krzycząc: „jest muza, jest fajnie, co nie!”. I tyle wystarczy, by doświadczenie bliskości i zachwytu zamieniło się w chęć dokonania morderstwa poprzez zapodanie sążnistego kopa zarówno Stefanowi, jak i majstrowi by spadając z klifu mogli sobie nawzajem przybić piątaka.
Czy istniej wyjście z tej patowej sytuacji, w której z jednej strony dla własnego zdrowia zarówno fizycznego, jak i psychicznego potrzebujemy epizodów ciszy, a z drugiej strony borykamy się z bolesnym przeszłym oprogramowaniem, zgodnie z którym w ciszy mogą skrywać się jedynie demony rozpaczy, bólu, odrzucenia, czy niepokoju? Otóż istnieje – zaś rozwiązanie znajduje się w poprzednim zdaniu. Bo to, że nasze doświadczenie ciszy wiąże się z czymś nieprzyjemnym, to jedynie program, który na różnym etapie życia otrzymaliśmy od ludzi, którzy nie potrafili sobie radzić z emocjami, którzy straszyli nas ciszą, bo nie umieli inaczej i którzy karali nas ciszą, nie radząc sobie z własnymi lękami. A skoro coś jest obcym oprogramowaniem, to samo okrycie tego obcego kodu – świadomość że został nam zaimplementowany z zewnątrz – jest pierwszym i zarazem niezbędnym krokiem by tego obcego oprogramowania się pozbyć z systemu. Wystarczy sobie uzmysłowić, że kiedy usiłujesz zagłuszyć ciszę, która napawa cię niepewnością i niepokojem to tak naprawdę usiłujesz terapeutyzować nie swoje lęki i niepokoje. A ich się nie da zagłuszyć – nie dlatego że masz zbyt ciche radio, czy cały system nagłośnieniowy, ale wyłącznie dlatego że nie są twoje. I nie idzie tu o to, by nagle z jednej skrajności wskoczyć w drugą i zrezygnować w ogóle ze świata dźwięków, ale wyłącznie o to by dostrzec, że piękno dźwięku bierze się z ciszy pomiędzy dźwiękami. Tak jak piękno muzyki – gdyby nie odstępu pomiędzy nutami muzyka nie mogła by istnieć. Tak jak my na dłuższą metę nie możemy przetrwać, jeśli nie zapewnimy sobie czasem uzdrawiających epizodów ciszy.
Pozdrawiam