Dlaczego system społeczny nas denerwuje?

Psychopata w pracy
10 października 2020
Jak zmienić zazdrość w empatię?
23 października 2020

Transkrypcja tekstu:

Gdybyśmy wyszli z mikrofonem na ulicę i przeprowadzili uliczną sondę pytając pierwszych sto przypadkowo napotkanych osób, czy są zadowolone z tego w jakim społeczeństwie żyją, to istnieje spore prawdopodobieństwo, że zdecydowana większość odpowiedziała by nam stekiem wulgaryzmów. Usłyszelibyśmy takie odpowiedzi jak „panie, jak ja już mam dosyć tych skurczybyków”, „ten świat jest idiotycznie wymyślony”, „w takim społeczeństwie trudno być uśmiechniętym i szczęśliwym”. Z tych odpowiedzi wynika jedna podstawowa konkluzja – coś tu musi być grubo nie tak, skoro na nasze życie społeczne reagujemy w ten sposób. Zasadnicze zaś pytanie brzmi co tak naprawdę jest źle poukładane? Wielu respondentów wskaże tutaj winę tych, którzy aktualnie nami rządzą. Ale czy aby na pewno problem dotyczy jakiegoś konkretnego ugrupowania, konkretnej siły politycznej, czy konkretnej strony politycznego sporu. A gdybyśmy taką sondę uliczną przeprowadzali sukcesywnie co roku od 30 lat – czy aby na pewno jest tak, że jak rządzi nami konkretna opcja to jesteśmy społecznie bardziej usatysfakcjonowani, a kiedy inna opcja to mniej? Obawiam się, że niezależnie od tego, kto jest na wierzchu, to na dole zawsze można usłyszeć „panie, jak ja mam dość tych skurczybyków!”. Może więc błąd tkwi nie w konkretnych ludziach ale w samym systemie społecznym? Może jego konfiguracja jest po prostu wadliwa i to właśnie ona powoduje ten rodzaj społecznego niezadowolenia i rzucania mięsem w każdych czasach. Skoro zaś już na świecie słychać coraz donośniejsze głosy tzw, ludzi ulicy że czeka nas przewrót, rewolucja i kompletne przewartościowanie dotychczasowego świata, to może najwyższy czas zastanowić się co należało by zmienić. Ja tam nie znam się na polityce i znać nie zamierzam. Bardziej mnie zajmują relacje społeczne i konsekwencje psychologiczne tych relacji, z którymi się borykamy. I zdaje się że tutaj właśnie jest pies pogrzebany, a tak przynajmniej zaczyna uważać coraz szersza rzesza specjalistów zajmujących się tzw. krzywą WR-WS. Coż to za cholerstwo? Pokażmy to na przykładzie. Oto mały oddział dużej firmy, a w nim szef oddziału Roman oraz jego kilkunastu podwładnych. Wśród nich oprócz ciebie jeszcze kilka osób i Kaśka. Kaśka jest sympatyczna i ma w swej dziedzinie sporą wiedzę. To dzięki niej rozwiązałeś, czy rozwiązałaś kilka poważnych problemów. Ale to że Kaśka jest wysokiej klasy specjalistką nie odebrało jej człowieczeństwa – jest po prostu ok. Jak może to pomoże, nie strzela fochów i generalnie ogólnie nie jest męcząca. Niestety jednak Kaśka, ze swoją wysoką specjalizacją i pogodnym usposobieniem kariery w firmie nie robi. Dalej siedzi przy tym samym biurku od dziesięciu lat i dalej jest – podobnie jak pozostali – zdana na premiową łaskę managera Romka. Ten zaś w przeciwieństwie do pozostałych nie ma wiedzy specjalistycznej. Generalnie zdaje się, że w ogóle nie posiada jakieś specjalnej wiedzy z żadnego obszaru. Posiada za to talent do awansu i podnoszenia wszystkim ciśnienia. W Sevres pod Paryżem gdzie wystawiony jest wzorzec metra właśnie rozważają, czy obok nie umieścić wizerunku Romka jako wzorca szui i kanalii w jednej osobie.
Pewnego dnia udajecie się w delegację dwoma samochodami. W pierwszym siedzi Romek z Kaśką, w drugim ty z całą masą delegacyjnych gratów. Jest ślisko, pada deszcz ze śniegiem, a Romcio nie należy do tytanów szosy. No i benc. Wypadek. Samochód, w którym jechali Romek i Kaśka uderza w drzewo po czym wpada do głębokiego wykopu. Zatrzymujesz błyskawicznie swój samochód i biegniesz na pomoc. Nie wiesz czy coś się komuś stało, nie wiesz kto mógł ucierpieć bardziej. Zarówno od drzwi kierowcy roztrzaskanego samochodu, jak i od drzwi pasażera dzieli cię teraz ta sama odległość. Czyje życie i zdrowie sprawdzisz w pierwszej kolejności? Kaśki, czy Romka?
Tak właśnie działa społeczny matrix, którym zarządza krzywa WR-WS. Coż oznaczają te skróty. WR oznacza wartość relacyjną mierzoną docenieniem i zauważeniem danej jednostki w społeczeństwie. Czynnik ten odpowiada za to, jak ktoś jest znany, szanowany i cenionych przez innych, które to efekty przekładają się na priorytet poświecenia, rozumiany jako wartość, którą inni są skłonni poświecić dla jakiejś osoby. Tą wartością mogą być zarówno pieniądze, ale również uwaga, energia i czas. Im zaś wyżej kogoś cenimy, dobrze znamy i lubimy, to istnieje duże prawdopodobieństwo, że będziemy bardziej skłonni na przykład pomóc takiej osobnie w sytuacji zagrożenia, czy ją wesprzeć wówczas, kiedy o takie wsparcie nas poprosi, czy kiedy sami uznamy, że takie wsparcie jest jej potrzebne. Taka osoba ma zatem wyższy wskaźnik WR czyli po prostu wyższą wartoś relacyjną.
Skrót WS oznacza zaś wpływ społeczny, czyli zdolność danej jednostki do skłonienia innych, by zachowywali się zgodnie z jej interesami. Im więc ktoś dysponuje większymi możliwościami wywierania wpływu na innych (na przykład za pomocą władzy, pieniędzy, czy pozycji społecznej) by ci inni robili to co im każe i co jednocześnie przynosi mu jakieś korzyści, tym większym współczynnikiem WS, czyli wpływu społecznego ten ktoś dysponuje. W naszym przykładzie więc Kaśka ma wysoki współczynnik wartości relacji i raczej niski współczynnik wpływu społecznego, bo nie decyduje o zarobkach, nie wydaje poleceń i nie jest w stanie przymusić innych by pracowali dla jej korzyści. U Romka jest dokładnie odwrotnie – dysponuje on stosunkowo wysokim wpływem społecznym poprzez stanowisko, które zajmuje w tej firmie i dość niskim współczynnikiem wartości relacji, bo jego podwładni ani go nie cenią, a ni też nie lubią. Im zaś większą rozbieżność obserwujemy w naszym życiu społecznym pomiędzy tymi dwoma czynnikami, tym większej społecznej frustracji doświadczamy. Czyli mówiąc inaczej im bardziej jesteśmy zależni w naszym życiu prywatnym, czy też zawodowym od kogoś kogo nie cenimy i nie darzymy sympatią tym większą tendencję wykazujemy do niezadowolenia i uznawania, że z systemem społecznym coś jest nie tak, a na pewno my w nim nie najlepiej się czujemy. Im więcej Romków będzie się pięło po społecznych drabinach kariery i im więcej Kaś będzie z tych drabin wykluczanych tym bardziej fatalnie ze świadomością że tak właśnie jest będziemy się czuli. No to jak rozwiązać ten gordyjski węzeł krzywej WR – WS? Otóż nie jest to takie proste. Wprawdzie już za czasów wojen napoleońskich zauważono dziwną prawidłowość. Kiedy na polu bitwy ginął ten dowódca, który lubił znęcać się nad żołnierzami i którego za to znęcanie żołnierze nie znosili, to dziwnym trafem zazwyczaj powodem śmierci był strzał w plecy. I to za każdym razem w sytuacji, w której dowódca ten prowadził swoje wojsko szarżując na wroga. Niestety to rozwiazanie nie wchodzi w grę, nie możemy dokonywać egzekucji ludzi o wysokim poziomie współczynnika WS i jednocześnie niskim poziomie współczynnika WR. Ktoś powie, że błąd tkwi w samym mechanizmie awansu takich osób i że najlepiej by było, żeby zamiast je awansować na na przykład naszych liderów dokonywać w tym względzie demokratycznych wyborów. Czyli sprawić by Romek mógł zostać managerem jedynie wówczas kiedy zostanie na to stanowisko wybrany przez załogę demokratyczną większością głosów. Ale niestety – jednego Romkowi nie można odmówić – mimo że brak mu specjalistycznej wiedzy okazuje się w tym względzie niezłym cwaniakiem. A to oznacza, że przed takimi wyborami Romek będzie kupował głosy, zaś walutą w tych transakcjach staną się hojnie przez Romka składane obietnice. Temu obieca awans, temu podwyżkę, a tamtemu wypasioną służbową komórę. I niestety – chociaż to też jest bardzo irytujące – zawsze znajdą się tacy, którzy na te obietnice dadzą się Romkowi złapać, czyli uznają, że własna korzyść jest ważniejsza od możliwości uzdrowienia systemu. I w ten sposób Romek robi „hyc” i zanim się spostrzeżemy znowu siedzi w fotelu managera. Jak się już pewnie zdążyliście zorientować ten system nie dotyczy wyłącznie małych grup społecznych, ale jest obecny powszechnie nawet w największych strukturach co najlepiej widać w polityce i to nie jedynie naszej, ale tej ogólnoświatowej. I niestety – do czego doszli już specjaliści od wytyczania krzywych WR – WS – problem tkwi w samym systemie, który na całym świecie nastawiony jest na promowanie jedynie współczynnika Wpływu Społecznego, w którym to rozwiązaniu maksymalizuje się potrzebę jego zwiększania i jednocześnie marginalizuje się drugi czynnik, czy Wartość Relacyjną. Szacuje się też, że dopóki ta tendencja się nie odwróci nie ma się co spodziewać jakiejkolwiek ważnej światowej zmiany, bo zawsze – nawet jak odbierzemy stołek i władzę Romkowi, to w kolejce będzie czekać stu kolejnych Romków zasadzających się na to zwolnione właśnie miejsce, w którym póki co mile witani są wyłącznie ci z WS, a nie ci z WR. Dobrze, że taka systemowa dyskusja się właśnie rozpoczęła. Dobrze, że ktoś wreszcie dojrzał w czym leży problem. Wprawdzie póki co nie wymyślono jeszcze żadnego sensownego rozwiązania tej sytuacji i sposobu na zmianę systemu. Ale jedno jest pewne. Każda, nawet rewolucyjna zmiana zaczyna się od małego poruszenia na samym dole. Zaś żeby to poruszenie mogło przynieść efekt nie trzeba wcale dużego wysiłku. Wystarczy wspierać tych których naprawdę cenimy i przestać, świadomie czy nie, wspierać tych drugich. Pozdrawiam