
Wysoki podbródek kontra schowana szyja
8 maja 2026
Transkrypcja tekstu:
Zacznijmy od przykładu. Oto Alicja poznaje Olę. Dwie młodę kobiety zaczynają ze sobą rozmawiać i im dłużej ich rozmowa trwa, tym się orientują jak wiele je łączy. Miały dokładnie takie same problemy w pracy – nieznośną wykorzystująca szefową, która zamieniła życie obu kobiet w koszmar, co skończyło się rezygnacją z pracy mimo niespłaconych kredytów i rozpoczęcia usilnych starań o nowe zatrudnienie. Obie więc z pracy w korporacyjnym świecie wyniosły jak najgorsze doświadczenia mimo, że ich firmy znajdowały się w innych miastach, miały inny kapitał i działały w zupełnie innej branży. Ale efekt jest taki, że zarówno Alicja, jak i Ola uważają, że duże firmy promują wyłącznie lizusów, wykorzystują naiwność i uczciwość swoich pracowników i awansują wyłącznie narcyzów, którzy w potrzebie budowania własnej wielkości i chwały nie wahają się niszczyć życie innym. Tyle podobnych ale przecież oddzielnych doświadczeń, tyle podobnych obserwacji, tyle prawie że identycznych przekonań sprawia, że Alicja zaprzyjaźnia się z Olą. Odtąd będą się spotykać dosyć często, bo przecież dobrze jest znaleźć bratnią duszę, z którą tak świetnie się rozumiemy. Drugi przykład: tym razem śledzimy losy nowo poznanej pary Andrzeja i Weroniki, którzy szybko znaleźli wspólny język. Oboje są jedynakami i oboje mają – jak to sami mówią – wyjątkowo szurniętych rodziców. A na dodatek tak się jakoś porobiło że nie znoszą tych samych rzeczy: wstawania rano, śniadaniowych telewizji i chodzenia do pracy. Zresztą lista rzeczy, których nie znoszą jest na tyle długa, że ich cytowanie zajęło by wieczność, a przecież kiedy się tej parze bliżej przyjrzeć odkryjemy, że tych wspólnie znienawidzonych aspektów życia przybywa im właściwie codziennie. Karmią się więc narzekaniem na ludzkość, głośnym wyrażaniem negatywnych opinii na czyjś temat i wspólnym szukaniem powodów do kolejnych niechęci. Ich znajomi – nieliczni ale wciąż jeszcze istniejący – coraz częściej się zastanawiają, jak oni w ogóle w otoczeniu tak wielu negatywów mogą funkcjonować. Okazuje się, że mogą i to nawet całkiem nieźle. I jest to zjawisko dużo szersze niż może się wydawać. Zasada ta bowiem dotyczy każdej relacji, w której więź jest konstruowana na posiadaniu wspólnego wroga. Przy czym wróg ten wcale nie musi być spersonifikowany, bo może to być dosłownie wszystko. Jeśli chcielibyśmy zastosować tutaj znaną w socjologii relacji regułę wspólnych wartości, to okazało by się, że w przypadku wartości negatywnych sprawdza się ona równie dobrze. Relacja bowiem jest spajana przez wspólna niechęć dużo szybciej i bardziej trwale niż poprzez to, co moglibyśmy nazwać wspólną chęcią. Działa tu bowiem również reguła systemu propulsyjnego, w której to czego chcemy uniknąć staje się dużo silniejszym motywatorem naszych działań i postaw, niż to, do czego chcielibyśmy dążyć. A to z kolei oznacza, że pary związane wspólnym wektorem wskazującym kierunek „od” czują się sobie bliższe od par związanych wspólnym wektorem „do”. Bo związanie negatywnym nastawieniem do tych samych przejawów rzeczywistości przekłada się na realne relacyjne korzyści. Wspólna niechęć czy identyfikacja zagrożenia ożywia dialog, buduje zainteresowanie i sprawia, że zawsze jest się nad czym wspólnie pochylić w mniej więcej podobnym markerze emocjonalnego poruszenia. Kiedy bowiem na polu bitwy dwoje wojowników walczy z tym samym smokiem, to sam akt posiadania tego samego wroga nie tylko skłania ich do zaangażowania w te samą taktykę walki, bo wtedy sukces wygranej staje się bardziej prawdopodobny, ale też automatycznie zaczyna ich zbliżać do siebie. I wtedy pojawia się przeskok na tę samą stronę barykady, po której są nasi i zwrócenie się przeciwko tej stronie barykady, po której znajdują się „nie nasi”. Tutaj pojawia się odnalezienie wspólnego frontu uwalniania napięcia. Wystarczy mały zapalnik odpalający konkretne fajerwerki, by znaleźć natychmiast poparcie i w ten właśnie sposób uzyskać ulgę w problemie, z którym inaczej ciężko by było sobie poradzić. Wtedy to, że fajerwerki nie są prawdziwą bronią, więc nie mogą skutecznie pokonać wroga schodzi na drugi plan. Najważniejsze że robią dużo huku, który to hałas cieszy duszę wojownika przekonując go, że dużo dobrego się dzieje na polu bitwy. Tak działa pogrążenie się we wspólnym krytykowaniu problemu, które zastępuje jego skuteczne rozwiązanie. Bo rozwiązanie wymaga wysiłku, czasu i sprytu, a może też wielu prób i błędów zanim pojawi się odpowiednia skuteczność. Sama krytyka, wprawdzie nie rozwiązuje żadnego problemu ale przynosi solidną ulgę w napięciu, które jest doświadczane po obu stronach relacji, Jeśli więc jedna ze stron odkrywa fajerwerki krytyki jako katalizator chwilowej ulgi, to druga strona chętnie skorzysta z tego rozwiązania, by również taką ulgę sobie zaserwować. Wprawdzie ulga jest chwilowa, bo przecież problem nie znika, ale jest również rozwiązaniem, które można powtarzać w nieskończoność. Nic się nie zmienia, krytyka jedynie się z biegiem czasu wzmacnia, by dostarczyć systemowo większej ulgi, co zaczyna stanowić wspólną relacyjną strategię na wszystko co idzie nie tak. W takiej sytuacji trudno się dziwić, że wspólny wróg utrwala relację i właśnie to zjawisko nazwano Grim Keeping, co moglibyśmy przetłumaczyć jako utrzymywanie lub też karmienie ponuractwa i które to zjawisko wskazuje się jako coraz bardziej widoczny trend randkowy wśród pokolenia Z. To i owszem pokolenie, które pod wieloma względami ma przechlapane, bo wchodzą w dorosłość w świecie, który nie ma im zbyt wiele do zaoferowania a do tego zmienia się właściwie z miesiąca na miesiąc i nigdy nie wiadomo, do czego te ponure poniekąd zmiany mogą nas cywilizacyjnie doprowadzić. Trudno się więc dziwić, że dwie siedzące przy kawie Zetki mają całkiem sporo wspólnych powodów do narzekań, na czym jak już wiemy dosyć łatwo i szybko da się zbudować całkiem stabilną bliskość. Podobno grim kemping jest już stałym elementem komunikacji w aplikacjach randkowych, w których zamiast hobby czy pasji coraz częściej podaje się powody do irytacji, niechęć do jakiegoś przejawu rzeczywistości czy inny rodzaj negacji czegokolwiek. Bo jeśli poda się nawet najbardziej dziwaczną rzecz, na którą można wspólnie ponarzekać, to może to stanowić dobry powód by się sobą nawzajem zainteresować.
Ale czy to na pewno wyłącznie spaja relację i nie niesie ze sobą żadnych negatywnych konsekwencji. Niestety negatywne konsekwencje tego typu relacji wydają się być dużo większe niż moglibyśmy sądzić. Pomijając już fakt, że kiedy wyłącznie narzekamy – nawet wspólnie – na to, czego doświadczamy w życiu, to samo życie staje się ponurym, jednym wielkim powodem do narzekania, krytyki, niechęci czy stresu. Bo jak słusznie zauważa dr Lee z Uniwersytetu Nowojorskiego: jeśli twoją jedyną relacyjną rolą jest narzekanie na innych, czy też przytakiwanie, kiedy takie narzekanie uskutecznia twój partner czy partnerka, to musisz się liczyć z tym, że ten sam partner czy partnerka prędzej czy później zacznie również narzekać na ciebie. Kiedy zaś jedynie odpalacie fajerwerki negacji, które przynoszą i owszem ulgę, ale de facto nie rozwiązują żadnego problemu, to nie dziwcie się, że z biegiem czasu tych nierozwiązanych problemów zacznie wam przybywać. Wspólna niechęć do konkretnych przejawów rzeczywistości bardzo często w szybkim czasie zostaje uzupełniana wspólną niechęcią do konkretnych grup społecznych, a stąd już tylko krok do rasizmu, seksizmu czy faszyzmu i to pod różnymi, często zakamuflowanymi przejawami. A jeśli wyhodujecie w sobie poglądy z tego ponurego wachlarza to w szybkim czasie może się stać łakomym kąskiem dla rożnego autoramentu ekstremistów, nie dlatego że ma to jakiekolwiek ideologiczne znaczenie, ale wyłącznie dlatego, że z perspektywy wielu cwaniaków na waszej niechęci do konkretnych grup będzie można zarobić niezłe pieniądze. Ale nawet jeśli w tej całej ponurej oblepiającej wszystko mazi uda wam się jakoś dotrwać do sędziwego wieku, to na końcu czeka chyba najsmutniejsza konstatacja. Siądziesz sobie z wnusią na parkowej ławeczce i usłyszysz: „Popatrz dziadku. Tam ten dziadek ma psa, tamten ma motocykli i sobie na nim popyrkuje, tamten ma swoją babcię, z którą dalej chodzą po parku pod rękę. A co ty masz dziadku?” Wtedy jedyną uczciwą i prawdziwą odpowiedzią może być: „Wiesz wnusiu, ja mam zgorzkniałość”. Co warto zapamiętać jako konkretną przestrogę, bo przecież to wyłącznie od nas zależy czy do powodów do narzekań czasem nie warto dodać kilku powodów do afirmacji.
Pozdrawiam
