Soft Socializing

Kocham cię, stary!

10 kwietnia 2026

Życie bez słów

24 kwietnia 2026

Kocham cię, stary!

10 kwietnia 2026

Życie bez słów

24 kwietnia 2026

Transkrypcja tekstu:
Tym razem zamiast przykładu zacznijmy od pewnego rodzaju gry. Będzie polegała na tym, że ja podam kontekst sytuacyjny, a twoim zadaniem będzie przypomnieć sobie filmy, w których wykorzystano ten schemat. Oto mamy zatem taką historię – on i ona spotykają się zupełnie przez przypadek. Są sobie obcy, nie poznali się wcześniej i generalnie na pierwszy rzut oka nic ich nie łączy. Rożne osobowości, różne temperamenty i różne perspektywy widzenia świata. Okazuje się jednak że dzięki niezwykłemu zbiegowi okoliczności oboje nie ze swojej winy znaleźli się w samym środku jakichś przykrych wydarzeń. Na przykład takich, jak z piosenki Bukartyka, w której lecą bombowce i walą się wieżowce. Albo z morza wychodzi Godzilla i zjada co bardziej wypasione wille na przedmieściach. Albo na miasto napadają kosmici, którzy wprawdzie przypominają galaretkę owocową z obowiązkową wisienką w miejscu głowy, ale za to są rządni krwi i dziewic płci obojga. Akcja jest wartka, wszystko się sypie łącznie z dotychczasowym życiem bohaterów tej historii. I w końcu – dzięki równie niezwykłym zbiegom okoliczności ta para jakoś ratuje się z opresji, jakoś przeżywa trzęsienie ziemi, porwanie autobusu, powódź, atak nosorożców i uderzenie promienia z Saturna. I co się dzieje teraz? Teraz drodzy państwo pan i pani się całują. Mimo, że jeszcze półtorej godziny temu byli sobie zupełnie obcy i raczej do siebie nie pasowali, teraz już wiadomo że na buziaku się nie skończy, bo zapowiada się również kolacja ze śniadaniem. My zaś obserwujemy tę scenę i akceptujemy to, że tak hardcorowe wydarzenia, których doświadczyła ta para są zupełnie wystarczające, by pojawiła się pomiędzy nimi bliskość, intymność, zaufanie i pociąg ku sobie. Co więcej akceptujemy przekonanie, że im bardziej ich wspólne doświadczenia przebiegały w wersji hard, tym bardziej będą się po ich zakończeniu mieli ku sobie. A co w takim razie z wersją soft? Z takim wspólnym wydarzeniem, w którym pan i pani siedzą na tej samej ławce – po obu jej skrajach i czytają książkę. Nie tę samą. Każde własną, a ich jedyna interakcja polegała na powiedzeniu sobie dzień dobry. Po czym wstali z ławki i sobie poszli. Każde w swoją stronę. Czy z takiej interakcji może cokolwiek wyjść, bo co do tego, że nie będzie po niej nie tylko wspólnej kolacji, o śniadaniu już nie wspominając raczej nie mamy wątpliwości… Czy zatem by osiągnąć bliskość musimy przejść przez wspólny huragan? Jeśli tak, to czy na naszej biednej planecie wystarczy huraganów, żeby ludzie mogli się mieć ku sobie i by wobec braku odpowiedniej ilości traumatycznych wspólnych przeżyć ludzkość nie wyginęła? A może jednak wystarczy że po prostu pobędziemy ze sobą? W listopadzie 2025 roku ukazała się książka profesora Andy’ego Merolla, z Uniwersytetu California oraz profesora Jeffreya Halla z Uniwersytetu Kansas zatytułowana „Biom społeczny. Jak codzienna komunikacja nas łączy i kształtuje.” Stawiają w niej tezę i przekonująco jej bronią, zgodnie z którą szerokie wzorce relacyjne formułują się z mirkopołączeń obecnych w naszych codziennych interakcjach. Innymi słowy: by powstała relacja nie musimy oddawać się wspólnemu przeżywaniu trzęsienia ziemi, bo rzeczywista relacyjna intymność nie powstaje w efekcie pojedynczej, nawet najbardziej intensywnej chwili wspólnych ekstremalnych emocjonalnie doznań. Relacja wraz ze swoją docelową intymnością jest efektem często rutynowych, przyziemnych interakcji, podtrzymywanych regularnie i komunikacji. Czegoś co moglibyśmy określić wspólną dostępnością w tej samej przestrzeni i w tym samym czasie, w której znaczenie mają nawet najmniejsze momenty połączenia. Wystarczy kontakt wzrokowy, poczucie czyjejś obecności i zanurzenie w akceptującej energii, która z jednej strony emanuje otwartością na spędzanie razem czasu, czy wykonywanie drobnych czynności w tym samym miejscu a z drugiej strony niekoniecznie musi być energią zawłaszczającą przestrzeń, czy ingerującą w czyjąś prywatność i prawo do niezakłócanego spokoju. Bo to co autorzy książki nazywają biomem społecznym, jest po prostu złożonym ekosystemem naszych codziennych interakcji, obecności we wspólnie dzielonej przestrzeni. Zwróćmy uwagę, jak dalekie jest to od powszechnego przekonania w którym narodziny silnej relacji kształtowane są we wspólnych intensywnych przeżyciach z dominującym silnym obciążeniem komunikacyjnym. To wiara, że relacje tworzy ciśnienie sytuacyjne, a kiedy tego ciśnienia nie ma lub jest zbyt słabe relacje się nie rozwijają. Tymczasem słabe ciśnienie, czyli czyli wspólnie przeżywana i jednocześnie bezstresowa sytuacja ma silny predyktor relacyjny.
Dr America Edwards, specjalistka od badań kształtowania relacji poprzez bezpośrednie interakcje z Uniwersytetu Kentucky – a jednocześnie jak sama mówi reprezentantka pokolenia Z – wskazuje, że relacyjne połączenia są budowane poprzez spójność a nie intensywność. A to oznacza, że można wspólnie sobie milczeć, spędzać czas w tych samych pomieszczeniach, być obecnym w tym samym miejscu i już samo to, będzie na tyle znaczącą formą interakcji, by w efekcie pojawiło się połączenie. Tyle, że bez presji, nacisku, oczekiwań czy celowej stymulacji. Wtedy relacja staje się jak drobna roślinka, która sobie po prostu rośnie. Jedyną zaś opieką, której wymaga jest obecność, drobne interakcje, czasem wypowiedziane do siebie nawzajem słowa. Coś, co Edwards nazywa miękkimi kontaktami towarzyskimi, które czasem nawet nie wymagają słów. Wtedy w dłuższej perspektywie powstaje relacja, która ma dużo większe znaczenie. Jest trwalsza i bardziej odporna na emocjonalne wstrząsy, bo powstała właściwie bez emocji a to dla samej relacji jest dużo bardziej naturalne jako środowisko wzrostu, niż wymuszona intensyfikacja doznań. Nie bez powodu zacytowałem wyznanie dr Edwards o byciu przedstawicielką pokolenia Z, bo to wiele tłumaczy, kiedy z naszej perspektywy wszystkich pokoleń starszych od Zetek próbujemy zrozumieć ich podejście do relacji i prawdę powiedziawszy jakoś słabo nam to zrozumienie wychodzi. Być może zostaliśmy stworzeni na bazie innych relacyjnych paradygmatów, w których przekaz kulturowy z bombowcami i walącymi się wieżowcami niezbędnymi do powstania szybkiej silnej relacji wciąż nie pozwala nam zobaczyć innego kontekstu. Ale przecież nie tylko podświadomie wiemy, że silne relacje powstałe w intensywnych przeżyciach są jednocześnie wyjątkowo niestabilne i krótkotrwałe. Widać to nie tylko po liczbie rozwodów we wszystkich pokoleniach ale chociażby po sequelach filmów z bohaterką i bohaterem, którzy w finalnej scenie pierwszej części przygód się obściskują, bo udało im się wyjść z opresji względnie cało. Kiedy jednak oglądamy sequel, czyli dalsze losy naszych dzielnych bohaterów to widzimy, że już dawno nie są razem, bo tak samo szybko jak mieli się ku sobie, tym razem się pokłócili uznając, że jednak ta relacja była grubą pomyłką. Wiemy to też z olbrzymiej ilości par, które się rozstały i obecnie szukają terapeutycznej pomocy, bo nie dość że już nie są razem to jeszcze toczy ich żal, zawód a często również zrujnowane systemy emocjonalne podsycane obecnym oskarżeniem z gatunku: „mój były to narcyz”, „moja była to psychopatka”. Aż chciało by się przypomnieć słowa babci „widziały gały co brały” ale to ich tylko dodatkowo wkurza i to po obu stronach. Czy czasem więc nie jest tak, że kiedy wchodzimy w intensywną relację będącą efektem wspólnych intensywnych przygód, to sam fakt występowania tej intensywności odbiera nam rozum, możliwość przewidzenia konsekwencji naszych decyzji czy też wybiela naszą potencjalną partnerkę czy partnera tak, byśmy nie dostrzegali tego, co z taką osobą może nas czekać. Może więc Zetki mają rację przedkładając budowanie relacji w wersji soft, nad relacjami które zawiązują się w wersji hard. Może to wspólne sączenie się naszej wzajemnej obecności, jest dużo bardziej naturalne i tworzy mikro połączenia w społecznym biomie, które w efekcie – powoli ale wytrwale – budują relacje o dużo większej jakości niż te które znamy z filmów i sal rozwodowych? Może warto się na chwilę zatrzymać i to przemyśleć?
Pozdrawiam