Poczucie wyjątkowości jako utknięcie w cierpieniu

Subtelny gaslighting
20 marca 2026
Kocham cię, stary!
10 kwietnia 2026
Subtelny gaslighting
20 marca 2026
Kocham cię, stary!
10 kwietnia 2026

Transkrypcja tekstu:

Zacznijmy od przykładu: oto mamy dwie przyjaciółki, z których jedna zmaga się z niezaleczonym bólem po delikatnie mówiąc trudnym dzieciństwie i co rusz pakuje się w nowe relacyjne kłopoty, zaś druga usiłuje zaoferować wsparcie, pomoc czy też zrobić cokolwiek, by sprowokować zmianę na lepsze. Zatem Zosia przychodzi do Oli, żeby się wyżalić na świat i życie i oczywiście na narcyza, psychopatę i manipulatora w jednym, czyli męża który niszczy życie jej i jej dzieci i który wierzy, że najlepszą strategią osiągania swoich celów jest konflikt, do którego prowokuje przy każdej najmniejszej okazji. Ola jednak nie tylko wysłuchuje domowych historii Zosi, których nie powstydziłby się najbardziej szalony scenarzysta horrorów, ale również próbuje jakoś swojej przyjaciółce pomóc. Czyta więc książki, ogląda podcasty szukając podpowiedzi, co można w takiej sytuacji zrobić, by ratować siebie z dziećmi, by uniknąć emocjonalnej deprecjacji, która będzie się ciągnęła prze kolejne lata nawet po zerwaniu tej relacji. Cóż jednak z tego że Ola próbuje wskazywać Zosi, że istnieją wyjścia z tak dramatycznej sytuacji i że wbrew pozorom można coś zrobić i należy to zrobić jak naszybciej. Zosia bowiem za każdym razem ma ten sam argument, który można by podsumować w jednym zdaniu: „Nic nie wiesz o tym, co ja tak naprawdę przeżywam i twoje rady może by i zadziałały w jakichś innych przypadkach, ale mój przypadek jest zupełnie wyjątkowy i to co proponujesz nic tu nie da”. I tak trwa ta karuzela przemocy i wyniszczenia, bo za każdym razem – nawet kiedy Ola podsuwa Zosi książkę autorki, która ma pojęcie o czym pisze i tak słyszy od Oli: „Co ona tam może wiedzieć, nie ma pojęcia o mojej sytuacji i łatwo się jej gada, kiedy nie doświadczyła czegoś takiego jak ja”. I tu koło się zamyka. Szaleństwo trwa, tragiczna sytuacji Zosi się nie zmienia, a tylko Ola powoli traci zapał do udzielenia wsparcia, i pewnie już by go straciła gdyby nie dzieci Zosi, które nawet jako świadkowie tego co się dzieje, będą musiały zapłacić za swoje dzieciństwo tak samo wysokie relacyjne koszty, które ich mama ponosi właśnie teraz. Przypadek drugi.
Oto Michał, który od lat pracuje pod skrzydłami wyżywającej się na nim szefowej socjopatki. Jest wykorzystywany, mamiony obietnicami, oszukiwany i zastraszany. Pracuje po godzinach i w weekendy wykonując często nie swoje obowiązki byle tylko nie narazić się krwawej Maryśce, którą to ksywę pani szefowa nosi już od dziesięcioleci. Jest psychicznie wyniszczony, jego poczucie wartości i pewność siebie szorują po dnie. Jego plany już dawno wzięły w łeb, stał się samotnikiem, ma poczucie izolacji społecznej i w ogóle obecnie trudno do niego dotrzeć. Nie chce słuchać zatroskanych przyjaciół i przerażonej rodziny. Jest sam i tak już pewnie pozostanie, bo kiedy ktokolwiek z jego otoczenia próbuje chociażby dowiedzieć się czy może mu jakoś pomóc zawsze słyszy te samą śpiewkę, że i owszem wszelkie możliwe porady mogłyby zadziałać w innych przypadkach, ale przecież jego przypadek jest zupełnie wyjątkowy, a to sprawia, że nikt i tak nigdy nie zrozumie co on przeżywa i nikt nigdy nie będzie w stanie mu pomóc. I tak trwa ten koszmar, bez najmniejszego widoku na jakąkolwiek zmianę.
Pojęcie wyjątkowość lub też w niektórych tłumaczeniach unikalność terminalna, jeśli w ogóle jest znane to najczęściej wyłącznie z procesu wychodzenia z uzależnień i stosuje się go do opisu przekonania danej osoby o tym, że jej konkretna sytuacja jest wyjątkowa, co ma sprawić, że niezależnie od starań i tak nikt nie jest w stanie tej sytuacji zrozumieć, czy też zrozumieć z czym ta osoba w tej sytuacji się zmaga. To zaś nie tylko sprawia poczucie izolacji ale również staje się poważną przyczyną usprawiedliwiania siebie i swoich zachowań. Towarzyszy też temu poczucie, że standardowe metody leczenia mogą działać u innych, ale w tym konkretnym i wyjątkowym przypadku nie będą skuteczne, więc poddawanie się tym metodom nic nie da. Stąd zaś biorą się mechanizmy zaprzeczenia i oporu przed zmianą, co jednocześnie usprawiedliwia brak postępów w terapii i prowadzi do całkowitego zaniechania jakichkolwiek działań mających prowadzić do wyjścia z uzależnienia. W takiej sytuacji nawiązanie relacji z terapeutą staje się bardzo trudne, a często wręcz niemożliwe, bo osoba doświadczająca wyjątkowości terminalnej po prostu neguje konieczność kontaktu z terapeutą i wsparcia, które tą drogą mogłaby otrzymać. Czy jednak powyższy opis zachowań i oporu przed zmianą dotyczy wyłącznie osób zmagających się z uzależnieniami? Otóż Kaytee Gillis, autorka wielu książek, w tym bestsellerowej „Uzdrowienie po porzuceniu i zaniedbaniu ze strony rodziców” wskazuje, że to mechanizm obecny również wśród osób, które zmagają się z traumami z przeszłości. To sytuacja, w której pojawia się przekonanie o wyjątkowej głębokości doznanego cierpienia i krzywd, których się doświadczyło w przeszłości. Wraz zaś z tym przekonaniem budowane jest poczucie izolacji społecznej, w którym zakłada się, że inni nie są w stanie zrozumieć tego co się przeżyło i co nieustannie wywiera silny wpływ na sposób myślenia, strategie zachowań czy pakiety związanych z tym emocji. Skoro zaś nikt inny nie jest tego w stanie zrozumieć, to nie ma też sensu dzielić się tymi uczuciami z innymi, ani też oczekiwać od innych jakiegokolwiek wsparcia. W takiej sytuacji – jak przekonuje Gillis – osoby doświadczające tego mechanizmu często uznają, że podzielenie się swoimi problemami z innymi – niezależnie czy dotyczy to bliskich, czy terapeutów – wyłącznie tych innych obciąży nie przynosząc żadnego efektu, a jedynie dodatkowo pogarszając z nimi relacje. Pojawia się utknięcie w zamknięciu przed innymi i światem i pogrążanie się we wciąż powracających epizodach cierpienia w samotności, z coraz to większą zgorzkniałością i rozczarowaniem społecznym, które to efekty dodatkowo jedynie pogarszają ogólny stan psychiczny danej osoby. Mówiąc wprost – to sytuacja, w której ktoś na naszych oczach wciąż przeżywa przeszłe cierpienie i jednocześnie odmawia jakiejkolwiek pomocy uznając że cokolwiek byśmy nie zrobili nie jesteśmy w stanie takiej osobie pomóc. W swojej pracy z ludźmi zauważyłem, że to zjawisko nie dotyczy wyłącznie przeszłych traum, czy też wyniesionych z dzieciństwa programów cierpienia. Pojawia się również w sytuacji zmagania się z bieżącymi problemami, w których to zmaganiach skazuje się na samotność w izolacji niezrozumienia uznając, że ich wyjątkowość jest tak szczególna, że siłą rzeczy nikt inny nie jest w stanie nawet pojąć z czym się dana osoba właśnie mierzy. Gdybyśmy posłużyli się jedną z metafor empatii, a mianowicie wejściem w cudze buty, to moglibyśmy powiedzieć, że osoba w mechanizmie wyjątkowości na jakąkolwiek próbę pomocy odpowiada stałą reakcją: „Nawet nie próbuj wejść w moje buty, bo są na ciebie na tyle zbyt duże, że w nich utoniesz”. To z kolei rodzi nieunikniony konflikt interakcyjny pomiędzy tym, kto zmaga się z problemem, a na przykład bliskimi, którzy starają się z całych sił pomóc i jednocześnie widzą, jak ich starania są konsekwentnie odrzucane. I dzieje się tak najczęściej w relacjach rodzinnych, kiedy na oczach rodziców dorastające dziecko przeżywa swoje problemy jednocześnie izolując się od jakichkolwiek prób pomocy w ich rozwiązaniu, czy starzejący się osamotniony rodzic, duszący w sobie coś z czym sobie nie radzi jednocześnie uznając, że do końca życia jest już skazany na samotność w swoim bólu. To zjawisko ma również miejsce w związkach romantycznych, kiedy jedna że stron skrywa w sobie problemy z przeszłości i nie pozwala się do siebie w tym względzie zbliżyć i przyjąć pomoc w ich rozwiązaniu. Ale to nie koniec problemów w interakcjach z takimi osobami. Prawdziwy problem zaczyna się wówczas, kiedy ten sam efekt jest wykorzystywany nie tylko do usprawiedliwienia braku jakichkolwiek działań, które mogły by prowadzić do zmiany, ale również do usprawiedliwiania swoich zachowań, w którzy krzywdzi się innych. Wtedy powstaje konstrukt: „Ja już tak mam, zmagam się z problemami które cię przerastają, i których nie rozumiesz, więc nie rozumiesz też, że to jak się wobec ciebie czasem zachowuję jest silniejsze ode mnie i nic z tym nie da się zrobić”. To właśnie wtedy pojawiają się wszelkie możliwe formuły zaprzeczenia ofert pomocy: „Co ona tam może wiedzieć, o tym z czym się zmagam”, „Nie ma sensu o tym rozmawiać, bo to i tak niczego nie zmieni”, czy „Nikt i tak nie zrozumie mojego bólu”. A stąd już tylko krok, by dawna ofiara zamieniła się w oprawcę i zaczęła w swojej usprawiedliwionej wyjątkowości krzywdzić innych.
Czy istnieje wyjście z tej sytuacji? Oczywiście, ale pierwszym krokiem nie jest w tym wypadku praca nad przeszłością, doświadczeniem cierpienia, czy wlokącego się od lat poczucia krzywdy. W pierwszej kolejności trzeba się zająć rozbrojęniem poczucia wyjątkowości. A to nie jest łatwe, bo wiele osób w takiej sytuacji na wieść o tym, że przeżywane przez nich problemy są udziałem wielu innych, nie tylko nie są wyjątkowe, ale w swej większości wręcz matrycowo wzorcowe, reaguje rozczarowaną złością często obracającą się przeciwko posłańcowi przynoszącemu takie nowiny. Nie mniej jednak można ten efekt pokonać i wbrew temu, co wskazuje Gillis terapia grupowa i dzielenie się swoim bólem z innymi nie koniecznie jest jedyną drogą. W terapii transpersonalnej mamy na to inne sposoby. Ale niezależnie od tego jaką drogę wyjścia z tego impasu się wybierze ważne jest by w ogóle jakąś wybrać, bo poczucie wyjątkowości tylko pozornie przynosi ulgę w cierpieniu, W rzeczywistości do tegoż cierpienia dokłada swój ciężar powodując, że całe cierpienie finalnie staje się większe.
Pozdrawiam