
Krótki poradnik stawania się kimś innym
13 marca 2026
Poczucie wyjątkowości jako utknięcie w cierpieniu
27 marca 2026
Transkrypcja tekstu:
O tym fenomenie opowiadałem już w wykładzie 371, gdzie cytowałem przypadek Nadean Coll z 1997 r., która w sprawie przeciwko swojemu psychoterapeucie wygrała ugodę o błąd w sztuce na kwotę 2,4 miliona dolarów. Udowodniono wówczas, że psychoterapeuta stosując techniki sugestywne wmówił jej wspomnienia doświadczonych traum, mimo że nic takiego nie miało miejsca, zaś celem tego procederu było przedłużenie terapii, żeby zapewnić sobie stałego, przynoszącego regularne dochody pacjenta. Cały proceder trwał pięć lat, aż wreszcie pacjentka uznała, że twierdzenia terapeuty o demonach, aniołach i kaczkach sterujących jej myślami chyba jednak nie są prawdziwe. Kiedy po upublicznieniu przypadku Coll przeprowadzono badania w USA i Wielkiej Brytanii, by oszacować skalę zjawiska wyszło na jaw, że aż 25% psychoterapeutów przyznało się do stosowania sugestywnych technik mających na celu odzyskiwanie tzw. „tłumionych wspomnień” swoich pacjentów.
Tym razem jednak przeniesiemy naszą koncentrację z gaslightingu w relacji psychoterapeuta pacjent, na relację romantyczne, bo oto mamy nowe badania, które rzucają sporo światła na ten obszar relacji. Ale najpierw zacznijmy od przykładu. Oto wyobraź sobie kilkuletnie małżeństwo Izy i Maćka, w którym po kilku latach wspólnego życia Iza zaczyna odkrywać, że nie wszystko co jej Maciek opowiadał o sobie jest zgodne z prawdą. Do tej pory była przekonana, że jej mąż – mimo że obecnie zajmuje się prowadzeniem franczyzy małego sklepu jest z zawodu psychologiem, bo przecież z taką pasją potrafi opowiadać o różnych zaburzeniach osobowości i diagnozować je u wszystkich dookoła. Tymczasem spotkała ostatnio koleżankę Maćka ze studiów i przy okazji też swoją dawną znajomą, od której dowiedziała się, że i owszem Maciek zaliczył dwa semestry ale później pożegnał się z uczelnią zniechęcając się do studiów po kilku oblanych egzaminach. „Wiesz Maciek” mówi Iza „to oczywiście nic wielkiego, ale nie wiedziałam, że miałeś problemy ze studiami, myślałam że mówimy sobie wszystko, a ty to zataiłeś”. „No coś ty – odpowiada Maciek – opowiadałem ci o tym już na pierwszym naszym spotkaniu. No może niezbyt wylewnie, bo nie ma się czym chwalić, ale mówiłem dokładnie jak to było”. „No nie pamiętam – odpowiada Iza, a przecież naszą pierwszą randkę pamiętam doskonale” I tutaj zróbmy stopklatkę w tej rozmowie, żeby zapowiedzieć procedurę instalacji paradygmatu zgodności pamięci, którą właśnie zaobserwujemy w strategii Maćka. Zacznie od aktualizacji fragmentu wspomnień mówiąc mniej więcej coś takiego: „Pamiętasz że miałem wtedy na sobie niebieski garnitur?”. „No pewnie – dopowiada Iza – ten co potem miał plamę, której już się nie dało wyczyścić”. „No właśnie – potwierdza Maciek – i jak pamiętasz ta plama pojawiła się w śmiesznej sytuacji, kiedy sięgnąłem po kartę dań i”. „Tak, przypominam sobie – ożywia się Iza – i wtedy przewróciłeś lampkę czerwonego wina i się tym winem oblałeś i tak zabawnie próbowałeś zakryć tę plamę”. „No właśnie – podpowiada Maciek – i ta przewrócona lampka wina przerwała nam rozmowę, a dokładnie to jak ci opowiadałem o studiach. I ty wtedy powiedziałaś: nie przejmuj się to, się każdemu mogło zdarzyć”. „No to pamiętam, odpowiada Iza” na co słyszy wyjaśnienia Maćka: „I to twoje <nie przejmuj się> dotyczyło mojej opowieści o kłopotach na uczelni, przerwanej przez tę moją nieszczęsną niezdarność z winem”. Teraz Iza próbuje w swojej głowie poukładać to co pamięta z tym czego nie pamięta, ale przecież opowieść Maćka ma spore prawdopodobieństwo. No rzeczywiście mogła mu powiedzieć, żeby się nie przejmował, bo pewnie by tak powiedziała, kiedy usłyszała o studiach. To może faktycznie to nie dotyczyło wylanego wina, tylko sytuacji Maćka, a tylko ona sobie to tak zapamiętała, bo ta akcja z winem była na tyle zabawna, że zdominowała całe to wspomnienie.
Teraz spróbujmy odpowiedzieć sobie na pytanie, na ile procent oceniamy to, że akcja z instalacją fałszywego wspomnienia zostanie kupiona przez Izę? Czy strategia Maćka, której właśnie byliśmy świadkami obniży u Izy poczucie pewności siebie? A może wpłynie na obniżenie jej poczucia własnej wartości? Czy też może pogorszy jej nastrój? Przecież to gaslighting w pełnej krasie, więc w jego efekcie wszystkie wymienione pogorszenia powinny się pojawić? Okazuje się, że jest inaczej niż możemy podejrzewać. I to właśnie pokazują badania, które przeprowadzili naukowcy z Wydziału Psychologii Uniwersytetu Sydney w Australii na osiemdziesięciu pięciu parach pozostających ze sobą w związku przez co najmniej ostatnie sześć miesięcy. Pośród tych par losowo wybrano osoby wytypowane do instalacji dezinformacji, po czym przeprowadzono szereg testów sprawdzających poziom pewności siebie, poczucia własnej wartości oraz subiektywną pamięć, czyli stopień w jakim dane jednostki doświadczają nieufności zarówno do swojej pamięci, jak i do pamięci partnera. Wszystko po to, by zdobyć dane do porównań stanu sprzed i po eksperymencie a więc ocenić poziom wpływu badania w wymienionych obszarach. W samym zaś eksperymencie w pierwszej sesji dana para wybierała cztery wydarzenia z ich wspólnego życia bez ich szczegółowego omówienia. Następnie badani już indywidualnie wypełniali kwestionariusz zawierający szczegółowe informacje zapamiętane z wybranych wspólnych wydarzeń. Druga sesja badawcza miała być przeprowadzona tydzień po sesji pierwszej, ale w czasie tego tygodnia wybrani instalatorzy dezinformacji działali już na podstawie instruktażu badaczy, którzy z opisanych zdarzeń wybrali konkretne szczegóły do zmiany. Zatem w tym tygodniu osoby z wytyczonym zadaniem dezinformacji we wspomnieniach wybranych kluczowych szczegółów opisywanych w pierwszej sesji wspólnych wydarzeń pracowali nad tym, by u swojego partnera zainstalować fałszywe wspomnienia dotyczące właśnie tych szczegółów. Kiedy więc w kolejnej sesji poproszono uczestników o ponowne indywidualne opisanie szczegółów tych czterech uprzednio wybranych wydarzeń można było ocenić, na ile skuteczna okazała się instalacja fałszywych wspomnień dokonana przez jedną osobę w związku na drugiej. Okazało się, że strategia zmiany zapamiętanych kluczowych szczegółów zadziałała aż u 26% badanych. I co znamienne – u tych uczestników, u których dokonano instalacji fałszywych wspomnień, czyli innymi słowy u ofiar gaslightingu jednocześnie nie zanotowano, by doświadczyli drastycznych zmian w pewności siebie, zaufaniu do własnych wspomnień, a co najważniejsze nie odnotowano u nich również ani spadku poczucia własnej wartości, ani też pogorszenia samopoczucia. Oczywiście ten efekt dotyczy jednorazowego eksperymentu i jak tłumaczą naukowcy stały, powtarzający się i regularny gaslighting z pewnością obniży te charakterystyki – i to zarówno pewności siebie, poczucia własnej wartości jak i samopoczucia, ale jednocześnie wynik tego badania wskazuje, że sprytny gaslighter może latami kontrolować umysł swojej ofiary, bo w wielu przypadkach okazało się że po całym procederze samoocena badanych wzrosła. Możliwe że to efekt finalnej zgody wynikającej z przekonania, że skoro zgadzamy się co do wspólnej pamięci zdarzeń, to oznacza że się dogadujemy, stanowimy zgraną parę, dobrze się nam ze sobą porozumiewa. I ten efekt może być również regulowany przez osoby stosujące gaslighting – po pierwsze przez dobór wprawdzie kluczowych szczegółów do zmiany, ale przecież nie wszystkich. Bo zmiana fragmentu wspomnienia z zachowaniem innych jego szczegółów bez ingerencji może oznaczać, że sam proces gaslightingu jest łatwiejszy do przeprowadzenia, bardziej skuteczny i usypia czujność ofiary na lata. Wystarczy jedynie wiedzieć które szczegóły zmienić by osiągnąć konkretną korzyść, by ten proceder mógł być uprawiany prawdopodobnie niezauważenie przez długi czas. Czy wynik tych badań powinniśmy traktować jako dowód na to, że mieszanie komuś w głowie wcale nie jest takie dla tej osoby destrukcyjne? Otóż dokładnie odwrotnie. Dowodzą one, że proces kontroli i manipulacji nad daną osobą może być prowadzony bezkarnie przez lata i jeśli gaslighter jest ostrożny i sprytny jednocześnie, to może osiągać swoje cele, korzyści czy inne profity kosztem drugiej osoby prawie niezauważenie, A to z kolei zmienia i to dosyć znacznie nasze pojęcie o gaslightingu, w którym uznajemy, że to operacja przeprowadzona za pomocą siekiery, co samo w sobie jest przyczynkiem do szybkiego ujawnienia sprawcy. Tymczasem gaslighting może być również przeprowadzany przy pomocy skalpela, z chirurgiczną wręcz precyzją, tyle że wtedy staje się jeszcze bardziej destrukcyjny i groźny, bo małymi przemyślanymi zabiegami przejmuje kontrolę nad życiem i sposobem myślenia drugiej osoby i to czasem na całe życie.
Pozdrawiam
