
Phubbing, czyli jak szybko zniszczyć relację
13 lutego 2026
Potrzeba zamknięcia poznawczego
27 lutego 2026
Transkrypcja tekstuW odcinku 121 zatytułowanym „Atakowanie posłańca”, który opublikowałem ponad sześć lat temu przyglądaliśmy się mechanizmowi napięcia generowanego w sytuacji, w której w danej osobie – na przykład w widzu oglądającym jakiś youtubowy materiał pojawiają się dwie przeciwstawne siły związane z konkretnymi pakietami informacyjnymi. Podawałem wówczas przykład kogoś, kto oglądając jakiś materiał orientuje się, że zachowuje się w omawiany negatywny sposób i jednocześnie nie potrafi sobie z tym poradzić lub do tej pory nie widział w tym nic złego albo udawał że nie widzi. To na przykład sytuacja, w której jakaś osoba ogląda podcast, w którym jeden z rozmówców podaje przykłady destrukcyjnych dla otoczenia zachowań narcystycznych i jednocześnie odkrywa, że sama się w ten sposób zachowuje. Mamy więc pierwszy pakiet informacji zawierający przekaz „to zachowanie jest uznawane jako nieodpowiednie, złe czy wiąże się z czynieniem komuś krzywdy” oraz drugi pakiet informacji zawierający konstatację „ja sam się tak zachowuję i nie dość że to nieodpowiednie, to jeszcze inni oglądając ten samą rozmowę, mogą się zorientować, jaki jestem”. Użyłem w tamtym odcinku przykładu trzymanej w rękach żarówki, która rozpala się dzięki prądowi wytwarzanemu przez napięcie powstałe pomiędzy tymi przeciwstawnymi ładunkami. Żarówka zaczyna mocno świecić więc też przy okazji się mocno rozgrzewa. Jednym zaś ze sposobów uzyskania ulgi, jest przerzucenie tej żarówki na posłańca, czyli tego kogo wypowiedź wywołała to dyskomfortowe napięcie. Niech teraz żarówka poparzy jego, żeby zobaczył jak to jest poczuć ból oparzenia. Temu zaś celowi służy bluzg lub hejt wymierzony w posłańca na przykład w komentarzach pod oglądanym filmem z rozmową. „Co to za debil. Przecież nie ma pojęcia o czym mówi. Po co kogoś takiego zapraszać. Przecież nie ma czegoś takiego o czym on mówi” I tak dalej i tym podobne. Żarówka przerzucona na posłańca przestaje parzyć tego, kto doświadczył napięciowego problemu i powinna teraz poparzyć autora wypowiedzi, która wywołała ten mechanizm. Zemsta się dokonała, dotknięty wypowiedzią się lepiej poczuł i nie ma już potrzeby, żeby zastanawiać się nad własnym zachowaniem. Oczywiście wielu posłańców otrzymuje w ten sposób niesprawiedliwe uderzenia i część z nich kiepsko sobie z nimi radzi. Ale wystarczy poznać motywację tych ataków, by zorientować się, że tak naprawdę z posłańcami nie mają nic wspólnego, ale za to w pełni odsłaniają mechanizm nieradzenia sobie z trudną prawdą o sobie.
Jednak to zjawisko nie dotyczy jedynie sytuacji, w której ktoś się poczuł zaatakowany, bo usłyszał rozmowę z kimś, kto odsłania jego negatywne cechy osobowości lub brak umiejętności radzenia sobie z emocjami, czy tendencje do zachowań z palety mrocznej triady. Atak pojawia się również w odpowiedzi na ekspozycję treści niezgodnych z przekonaniami atakującego, coś co jest sprzeczne z jego wizją świata, czy aktualnym stanem wiedzy lub obszarem ignorancji. Wówczas również zaatakowanie głoszącego przeciwne poglądy, czy posiadającego wiedzę niezgodną z oczekiwaniami czy podważającą sposób myślenia przynosi ulgę. Ale temu zjawisku towarzyszy jeszcze jeden, niezwykle ważny aspekt – na co wskazuje profesor Sebastien Montel, autor kilku książek z zakresu neuropsychologii – to co zostało wypowiedziane jako internetowy komentarz do treści wywołujących sprzeciw już w rzeczywistym życiu, w kontakcie twarzą w twarz z konkretną osobą najprawdopodobniej nigdy nie zostałoby wypowiedziane. Profesor Montel wymienia tutaj kilka przyczyn tego mechanizmu. Pierwszą jest coś, co nazywa rozhamowaniem online. To innymi słowy „puszczenie hamulców”, czyli rozluźnienie kontroli impulsów rozumianej jako tłumienie emocji i zachowań. Taka utrata opanowania prowadzi do przekraczania norm społecznych, większej swobody wyrażania siebie i jednocześnie często błędnej oceny sytuacji. To przecież działanie w afekcie, w emocjonalnym poruszeniu, w którym na przykład złość zaczyna przejmować górę nad rozsądkiem – szczególnie kiedy w wersji on-line towarzyszy temu przekonanie o anonimowości czy też mniejsza świadomość konsekwencji swoich słów czy czynów. To porwanie emocjonalne, będące wynikiem zderzenia z czymś co jest odbierane jako sprzeczne z przekonaniami, poglądami czy wizją świata, zdaje się wyłączać racjonalizm i uwalnia wyrażanie emocji, słów, czy opinii, które bez tego poruszenia i jednocześnie bez anonimowości zostały by stłumione. Co więcej w odhamowaniu on-line – zgodnie z tezą profesora Montela – mamy również do czynienia z sytuacją, w której atakujący odrywa się niejako od emocjonalnej świadomości, jaki wpływ jego słowa, komentarze czy opinie mogą wywrzeć na innych. To wszystko zaś oznacza, że działania spod znaku odhamowania on-line w zdecydowanej większości nie są racjonalne i tak naprawdę nie są reprezentatywne dla rzeczywistych zachowań, które miałyby miejsce, gdyby w dowolnej rzeczywistej interakcji pojawiło się to samo wzburzenie. Bo gdyby tak było, to każda różnica zdań w realnym świecie kończyła by się zawsze stekiem wyzwisk, słowną nawalanką, czy też obrażaniem osoby, z którą dany delikwent czy delikwentka się nie zgadza. Kolejną przyczyną i to niestety taką, która z powodzeniem uzupełnia pierwszą jest deindywidualizacja, która odpowiada za utratę poczucia tożsamości w tzw tłumie on-line, co skłania do odważniejszego działania, nawet jeśli to działanie jest sprzeczne z indywidualnymi normami. Do tego dochodzi ukrywanie się za awatarami, nickami, czy pseudonimami, które przynosi efekt rozmycia indywidualnej odpowiedzialności, bo przecież aktywność wypowiedzi osadzona jest w tłumie komentujących, w którym istnieje zasada jedni przeciwko drugim. Skoro zaś wypełnia się rolę jednych, to jednocześnie indywidualna tożsamość rozpływa się w zbiorowości tych, którzy mają ten sam cel, przekonanie czy podzielają tę samą niechęć. Żeby to zilustrować posłużmy się przykładem krytyki w komentarzach pod artykułem o kinowej premierze nowego filmu. Wyobraźmy sobie teraz, że społeczność komentujących dzieli się na zwolenników i przeciwników, czyli tych, którym się film podobał i tych, którzy nie podzielają tej opinii i uważają film za szmirę. Profesor Montel wskazuje, że działa tu wzmocnienie grupy, które deindywidualizuje opinię, bo kiedy nie zostawia się suchej nitki na ocenianym filmie, to dana wypowiedź traci swoją indywidualność na rzecz podzielania również głosów innych, którzy podobnie myślą. I tutaj zaczyna działać socjologiczna teoria rozbitych okien, którą omawiałem w odcinku 33. Każde pojawienie się hejtu wzmacnia potencjał hejtowania u kolejnych uczestników dyskusji, którzy w poczuciu wspólnoty ataku czują się dużo odważniej niż miałoby to miejsce, kiedy stanęli by indywidualnie twarzą w twarz, na przykład z reżyserem filmu, scenarzystą czy odtwórcami głównych ról. Do tego dochodzi jeszcze trzeci czynnik wymienny przez profesora Montela – to natychmiastowa satysfakcja, która jest efektem nie tylko tego, że w skutek ataku na drugą osobę obniżyło się napięcie pomiędzy dwoma pakietami informacji, o których mówiłem w kontekście ataku na posłańca, ale również tego, że dany negatywny komentarz zaczyna utrzymywać uwagę innych użytkowników, którzy nań odpowiadają. I to niezależnie czy pozytywnie czy negatywnie, bo sam fakt koncentracji uwagi winduje go w górę oglądalności czy klikalności, co komentującemu dodaje nie tylko odwagi, ale też sprawia przyjemność, której nie byłby w stanie doświadczyć w rzeczywistym świecie, w którym jego opinia na jakiś temat mogła by zostać uznana za na tyle nieistotną, że nie dość że nikt by się do niej nie odniósł ale też nawet nikt nie zwróciłby na nią uwagi. Internet niweluje takie zagrożenie, bo wystarczy skonstruować negatywną opinię w taki sposób, by działała jak wabik na innych, którzy również odczuwają satysfakcję z faktu przywalenia temu, kto ich samych irytuje.
Z tez profesora Montela wynika zaś jedna podstawowa konstatacja, która paradoksalnie może posłużyć nie tym, którzy atakują, ale tym którzy są atakowani. I by wyjaśnić ten mechanizm posłużę się przykładem – oto idziesz sobie spacerkiem wzdłuż płotu z ogrodzeniowej siatki. Za płotem na czyjejś posesji rządzi się mały york. Tak samo śliczny jak wkurzony. Znasz już tego pieska, bo sława jego ujadania niesie się po całej dzielnicy i wprawdzie domownicy mówią na niego Pimpuś, ale już sąsiedzi nadali mu ksywę Wścieklica. No i teraz ta Wścieklica biegnie wzdłuż płotu, tyle że po drugiej stronie siatki i drze mordę w szale nienawiści. Z oczu Pimpusia buchają płomienie żądzy uczynienia ci krzywdy, jak tylko cię dopadnie. I nagle zupełnie niespodziewanie zarówno dla ciebie, jak i Pimpusia Wścieklicy płot kończy się furtką, która o dziwo jest otwarta na oścież. Widzisz jak piesek orientując się, że oto konfrontuje się z tobą oko w oko i mordą w twarz bez żadnego oddzielającego was bezpiecznego płotu, staje jak wryty i przestaje szczekać. Rozgląda się dookoła i nijak nie może skumać, jak to się stało, że przestał być bezpieczny. Gdzie się podziała groźba odgryzienia ci nóg i rozwłóczenia twoich szczątków po całej okolicy? Gdzie jest teraz ta Pimpusiowo Wścieklicowa odwaga? Otóż otwarta furtka jak się okazuje zagięła psią przestrzeń i zmieniła rzeczywistość. Ty zaś stoisz i patrzysz na zdezorientowanego Pimpusia uświadamiając sobie, że gdyby to był twój internetowy hejter to właśnie obfajdał by sobie gacie.
Oczywiście to tylko gra wyobraźni, ale kiedy stajesz się obiektem hejterskich ataków, mowy nienawiści, deprecjacji przekonań, czy dowolnej agresywnej aktywności on-line to przypomnienie sobie Pimpusia stojącego w otartej furtce oczywiście nie rozwiązuje problemu, ale naprawdę bardzo pomaga.
Pozdrawiam
