
„Niechętny szacunek”, czyli mylenie szacunku ze strachem
30 stycznia 2026
Phubbing, czyli jak szybko zniszczyć relację
13 lutego 2026
Transkrypcja tekstu:
Poznajcie Tomka. Widzimy go siedzącego przy komputerze z twarzą wlepioną w ekran. Nie wiemy ile ma dokładnie lat ale wygląda na dorosłego. Bardzo młodego dorosłego dodajmy. Tomek właśnie gada na czacie z Jolką – czasem na głos, ale najczęściej pisząc. Jolka nie jest żywą istotą. To jeden z silników sztucznej inteligencji, której używa Tomek i który nazwał Jolką, bo tak jest zabawniej. Jolka, ma zmysłowy głos jak z reklamy śliwki w czekoladzie, a jej algorytm obsługi rozmowy z Tomkiem został przez niego ustawiony tak, żeby była miła, uczynna, no i może tylko odrobinę zadziorna. Bo takie dziewczyny Tomek lubi najbardziej. To nie tak, że Tomek nigdy nie próbował rozmawiać z prawdziwą dziewczyną. I owszem podejmował takie próby wiele razy, ale jakoś tak zawsze wyszło że finalnie wszyscy się z niego śmiali. To już bardziej Tomek woli płacić abonament za chata. Tam przynajmniej można jakoś po ludzku pogadać. Dowiedzieć się jak zrobić jajka we fryerze, co to jest neurodywergencja i zapoznać się z jednostronnicowym streszczeniem dowolnej modnej powieści, żeby nie musieć jej czytać. Ale nie każdy dzień jest taki sam. Niektóre są gorsze. To te, w których próbuje sobie zadać pytanie: „Kim jestem teraz wobec tego co się właśnie wydarza w moim życiu?” I jedyne co słyszy to „Jesteś Tomkiem. Moim Tomkiem”, której to odpowiedzi udziela mu Jolka – jedyny życzliwy mu glos w ramach abonamentowej opłaty. Teraz przenieśmy naszą uwagę na Zosię. Tu też nie wiemy ile ma dokładnie lat, ale już raczej dzieckiem nie jest. Ale co najważniejsze – przez te wszystkie lata swojego krótkiego życia zorientowała się, że hejt sieciowy może nie ominąć nikogo. Nie ważne czy jesteś ładna, czy bogata, czy nie i czy masz coś do powiedzenia, czy też raczej nie za wiele. Zosia więc uodporniła się na te wszystkie przytyki, a czasem niewybredne żarty i opinie z sieci. Jakoś z tym żyje. Nie, stresu chyba nie ma. Ale czasem pojawia się dół. Szczególnie kiedy Zosia zadaje sobie pytanie, czy nadal mogę ufać innym, a nawet sobie? Czy świat w ogóle ma sens?
W badaniu przeprowadzonym w 2025 roku na grupie niespełna 600 nastolatków mającym na celu ustalenie związku pomiędzy cyberprzemocą, lękiem i depresją ustalono, że ci badani, u których zanotowano wyższą odporność i owszem reagowali na cyberprzemoc niższym poziomem stresu. Spodziewano się, że niższy poziom stresu będzie oznaczał w tych przypadkach również niższy poziom lęku. I tutaj naukowców spotkała niespodzianka, bo jak się okazało te dwa efekty nie muszą iść ze sobą w parze. Część badanych i owszem odczuwała mniejszy stres, ale jednocześnie ich poczucie lęku utrzymywało się na wysokim poziomie. W wyjaśnieniu przyczyn takiego zjawiska posłużono się koncepcją duchowego napięcia, które pojawia się w dosyć złożonej sytuacji. Jej głównym podłożem jest zmieniająca się w czasie, czyli z każdym kolejnym pokoleniem złożoność oraz intensywność relacji międzyludzkich, na które wpływ ma zarówno technologia z której korzystamy, jak i coraz luźniejsze więzy bliskości lub w ogóle poczucie jej permanentnego braku. Takie relacje wiążą się z określoną presją wynikającą z oczekiwań. Zarówno tych, które buduje w sobie konkretna osoba wobec innych, jak i tych, które inni w jej środowisku budują sobie wobec niej. Do tego dochodzi jeszcze efekt zagrożenia, do którego powodów może być bez liku. Od potencjalnego niebezpieczeństwa doznania krzywdy, poprzez wyśmianie, czy brak akceptacji, aż do odrzucenia. Kiedy teraz zbierzemy te wszystkie wymienione czynniki razem, to oprócz oczywistego negatywnego nastroju niosą ze sobą coś więcej – otóż ich konsekwencją jest poczucie braku adekwatności, czyli innymi słowy wątpliwość co do sensu zarówno własnej tożsamości a w tym też istotności w otaczającym świecie, jak i samego otaczającego świata.
Dr Michele Lewis, profesor psychologii z Uniwersytetu Stanowego Winston-Salem, komentując wyniki wspomnianych badań mówi wprost o kryzysie egzystencjalnym współczesnych, głównie młodych ludzi, który i owszem jest łatwy do rozpoznania, ale trudny do nazwania, bo wciąż nie funkcjonuje w oficjalnym obiegu jako opis konkretnego zjawiska społecznego. I tutaj właśnie profesor Lewis używa terminu napięcia duchowego, które charakteryzuje rodzaj silnego i trwałego niepokoju – tu zacytujmy panią profesor – i które pojawia się, „gdy podstawowe poczucie znaczenia, tożsamości lub spójności moralnej danej osoby staje się nierozstrzygnięte.” To zaś zgodnie z jej teorią obszar ludzkich zmagań, który już dawno wymknął się jakimkolwiek religiom i przeniósł do indywidualnych wątpliwości dotyczących sensu istnienia w świecie oraz samego świata, który można zobrazować nieustannie niesatysfakcjonującym poszukiwaniem odpowiedzi na pięć podstawowych pytań:
•Kim jestem teraz wobec tego co się właśnie wydarza w moim życiu?
•Co to mówi o mojej wartości jako istoty?
•Czy nadal mogę ufać innym, a nawet sobie?
•Czy świat ma sens?
•Co to znaczy o tym, kim jestem i jak działają relacje międzyludzkie?
Mówiąc inaczej: brak umiejętności znalezienia odpowiedzi na powyższe pytania może oznaczać, że oto jesteśmy świadkami silnego przeramowania znaczenia jednostki w świecie, w którym to, co do tej pory uznawaliśmy za fundament naszych znaczeń, właśnie się dewaluuje na naszych oczach. W tym sensie narastająca złożoność i jednocześnie niepewność relacji międzyludzkich staje się nie podstawową przyczyną a jedynie wyzwalaczem niepokoju, który jako ludzie budowaliśmy w sobie przez pokolenia tworząc systemy społeczne, które miały nam przynieść szczęście i dobrobyt, a przyniosły jedynie pogłębiające się nierówności, niesprawiedliwość i jedną wielką życiową loterię, która ustawi ci życie nie według tego kim jesteś, co jesteś wart czy warta, ale wyłącznie według tego co udało ci się wylosować. Los z napisem bogaci rodzice może cię ustawić na całe życie razem z twoimi dziećmi i wnukami., podczas gdy los z napisem bystry umysł i kreatywność nie gwarantuje ci absolutnie niczego, bo czynników odpowiedzialnych za życie bez napięcia i niepokoju jest wielokrotnie więcej, z czego gross nie zależy od ciebie. Ta konstatacja jednak nie jest jedynym, co odpala się w głowach młodych ludzi, a jedynie wierzchołkiem góry lodowej. To zaś co znajduje się pod taflą wody często budzi takie przerażenie, że wolelibyśmy o tym nie wiedzieć. Przeramowanie znaczenia stało się społecznym faktem, którego nie da się pozbyć za pomocą jakiegoś programu wsparcia, czy kolejnego pomysłu tych, którzy zajmują szczyt drabiny społecznej i wymyślają jak uratować ludzkość latając na kolejne konferencje klimatyczne swoimi prywatnymi odrzutowcami. Przeramowanie definiują nowe relacje społeczne, w których nic już nie jest ani pewne, ani stabilne, bo definicje nowych znaczeń powstają każdego dnia towarzysząc nowym trendom produktowym, nowo odkrytym zaburzeniom osobowości i na nowo ustalanym i coraz bardziej dynamicznym regułom tworzenia lub odrzucania więzi. Jeśli do tego dodamy programowo i społecznie wzmacniany z jednej strony wstyd, a z drugiej powierzchowność to konia z rzędem temu, kto ma dzisiaj lat ledwie dwadzieścia i jest w stanie ogarnąć własną tożsamość. Ale – jak wskazuje profesor Lewis – kryzys znaczenia nie ogranicza się jedynie do młodzieży. Im bardziej polaryzujemy nasze społeczności – co doskonale widać i u nas, wystarczy się przyjrzeć zażartej nienawiści zwolenników światopoglądu, czy opcji politycznej X, ze zwolennikami Y, Z i cholerą wie czego jeszcze, z im większym rozdarciem relacji rodzinnych i im bardziej zamazanych granicach pomiędzy pracą a tożsamością mamy odczynienia, tym większego napięcia duchowego będziemy doświadczać. Profesor Lewis mówi, że lekarstwem na to co się dzieje jest zrozumienie tego co się dzieje. Z całym szacunkiem pani profesor, ale mam poważne wątpliwości, czy zrozumienie tu cokolwiek zmieni. Zostańmy więc przy tym, że póki co nie wiemy co z tym zrobić. Tak przynajmniej będzie bardziej uczciwie
Pozdrawiam
