„Niechętny szacunek”, czyli mylenie szacunku ze strachem

Zarażenie emocjonalne on-line
23 stycznia 2026
Napięcie duchowe: destrukcyjny efekt nowoczesnych relacji
6 lutego 2026
Zarażenie emocjonalne on-line
23 stycznia 2026
Napięcie duchowe: destrukcyjny efekt nowoczesnych relacji
6 lutego 2026

Transkrypcja tekstu:

Zacznijmy od przykładu. Oto Kazik. Manager w dużej firmie zarządzający kilkunastoosobowym zespołem. „Ludzie mnie szanują” – mówi Kazik, kiedy go pytamy o wypracowany przez niego sposób zarządzania – „Przez wiele lat wypracowałem sobie taką pozycję, a nie była to łatwa droga. Nauczyłem ludzi, że wzajemny szacunek jest najważniejszy i wiele razy, kiedy nie potrafili tego zaakceptować z powodzeniem sięgałem do odpowiednich metod, które zawsze przynoszą oczekiwane efekty. Jak na przykład ktoś podważał hierarchię to szybko się orientował, że to mu się finansowo nie opłaca. Albo jak ktoś nie potrafił się podporządkować, to skutecznie się go tego oduczało na przykład przesuwając do mniej wymagających zadań albo ograniczając samodzielną decyzyjność takiej osobie.” – Tutaj Kazik zawiesza głos i po chwili z satysfakcją wzdycha: „U mnie wszystko i wszyscy chodzą jak w zegarku”. Następnie zaglądamy do biura, w którym siedzą zarządzani przez Kazika ludzie i próbujemy ich spytać o to, jak wyglądają ich relacje z szefem. I nagle nikt nie ma czasu żeby z nami porozmawiać. Wszyscy są zajęci lub czmychają jak najdalej. Czy można udzielić odpowiedzi o szacunku do szefa poprzez ucieczkę przed taką odpowiedzią? Jak widać można. Jednak udaje nam się w końcu dorwać jednego z pracowników i nakłonić do anonimowej odpowiedzi. Pytamy go więc o definicję szacunku do Kazika i w odpowiedzi słyszymy, że temu rodzajowi szacunku towarzyszy również silne przekonanie, że najlepiej się przy okazji nie narażać.
Teraz przyjrzymy się pewnej wesołej gromadce siedzącej akurat przy kawiarnianym stoliku. Pośrodku wianuszka koleżanek siedzi Iwona i to właśnie wokół niej gromadzi się to towarzystwo adoracji. Niestety nie wzajemnej, bo adorowana jest wyłącznie Iwona. To ona bowiem ma układy, znajomości, jest znana i rozpoznawała ale też dosyć majętna. Wszystko to sprawia, że z Iwoną jest się dobrze znać, bo zawsze część splendoru może skapnąć na wianuszek przyjaciółek. A to pod postacią załatwienia intratnego zlecenia, a to pod postacią sfinansowania wakacyjnego wyjazdu, a to pod postacią znalezienia się w świetle reflektorów, kiedy na charytatywny bal przyjechała filmować Iwonę miejscowa telewizja. „Jestem powszechnie szanowana” mówi Iwona „to dlatego tak wielu ludzi zawsze się do mnie garnie”. Czy aby na pewno? A może rzeczywistym konstruktem tego pokazowego szacunku jest lęk przed utratą, odstawieniem od korzyści niezależnie od tego, czy to korzyść finansowa, wizerunkowa, towarzyska czy dowolna inna.
Cindy Watson, autorka książki „Sztuka kobiecych negocjacji” zwraca tutaj uwagę na związek domniemanego, czy też eksponowanego szacunku z samoobroną, w której dane jednostki postrzegają jakiś rodzaj zagrożenia dla ich pozycji, korzyści czy poczucia kontroli. Wtedy uruchamia się stan reaktywny oparty na strachu, co oznacza, że zachowania wobec drugiej osoby są bardziej napędzane przez instynkt, a mniej przez intencję. To na przykład sytuacja, w której ktoś awansuje społecznie – otrzymuje posadę, która, dzięki pozyskiwanym nowym dochodom odmienia jego życie. Następuje wiec przeskok stratyfikacyjny z niższego poziomu na wyższy, co powoduje, że to co dawniej było poza finansowym zasięgiem – na przykład wynajmem większego, bardziej komfortowego mieszkania, kupno lepszego samochodu, czy organizacja wakacji teraz stało się już możliwe. Ten nowy stan szybko zostaje uznany za jedyny właściwy, bo przecież do lepszych warunków życia człowiek się błyskawicznie przyzwyczaja. Załóżmy teraz, że utrzymanie tego stanu zależy od szefa czy szefowej w tej nowej pracy, którzy w ramach nawet kaprysu mogą taką osobę zwolnić, co będzie jednoznaczne z utratą dotychczasowego poziomu życia i wymuszonym powrotem na niższy. Wówczas właśnie jednym z motywatorów ochrony jest instynkt i to właśnie on – działając w samoobronie przed utratą stanie się regulatorem szacunku dla szefowej czy szefa. Tyle, że ten szacunek nie wynika z autorytetu, rzeczywistego uznania, czy oceny. Jest elementem strategii przetrwania i gwarantem ochrony przed utratą. W rzeczywistości jego motywacją jest strach, bo gdybyśmy w tym relacyjnym układzie zlikwidowali zależność, to wraz z tą likwidacją szacunek pryska jak mydlana bańka. Taki zaś rodzaj relacji nazywamy „niechętnym szacunkiem”, bo w rzeczywistości najczęściej gdzieś na dnie skrywa niechęć do osoby, którą się oficjalnie szanuje. A niechęć wynika z prostej przyczyny – jest budowana przez strach i bezsilność, przez zdanie się na kaprysy osoby, od której się zależy – finansowo, pozycyjnie, czy społecznie. Wtedy instynkt karze znosić jej deficyty wiedzy, profesjonalizmu, intelektu czy dobrego wychowania. Instynkt karze przytakiwać, ale wewnętrzny moralny kompas podpowiada, że w istocie to obrzydliwe, niesłuszne i deprecjonujące. I tutaj następuje klasyczny dysonans poznawczy, który buduje napięcie pomiędzy tym, jak powinno być a jak jest, pomiędzy tym jak się dana osoba zachowuje wobec osoby od której jest w jakiś sposób zależna, a tym na jakie zachowanie wobec siebie ta osoba rzeczywiście zasługuje. Wtedy podwładny by uniknąć wewnętrznej niechęci do samego siebie, za to że płaszczy się przed szefem w ochronie przywilejów czy statusu życia, projektuje niechęć do tegoż szefa, co na planie wewnętrznym przynosi jakiś rodzaj ulgi pozwalającej przetrwać to upokorzenie. To dlatego właśnie kiedy mielibyśmy możliwość wysłuchania szczerych wypowiedzi koleżanek Iwony zorientowalibyśmy się, jak wiele z nich nie żywi do niej żadnego szacunku, a raczej w najlżejszym kalibrze niechęć, a w najcięższym nienawiść. I dokładnie to samo mogłoby zostać ujawnione, gdybyśmy mieli dostęp do szczerych wypowiedzi podwładnych Kazika.
Występuje też tutaj ciekawa zależność – otóż im więcej niechcianego szacunku w relacjach pomiędzy osobami zależnymi a osobą uzależniającą, tym większe prawdopodobieństwo wystąpienia tzw. ukrytej mikro zemsty. Pamiętam pewien przypadek z obszaru przywództwa organizacji, kiedy miałem okazję bliżej się przyjrzeć relacyjnym interakcjom w jednej z dużych firm. Była tam szefowa otoczona wianuszkiem pracowników oficjalnie eksponujących szacunek, a w rzeczywistości kierujących się niechętnym szacunkiem. Pewnego razu pani szefowa udzielała wywiadu jednemu z branżowych pism i zleciła swoim pracownikom przesłanie do redakcji pisma jej zdjęć ilustrujących ten wywiad. Po publikacji czasopisma ukazało się, że jako ilustracja wywiadu zamieszczono zdjęcie, na którym pani szefowa wyglądała wyjątkowo niekorzystnie, co oczywiście wywołało jej furię, bo bardzo liczyła, że ten wywiad będzie istotnym powodem do budowania własnego splendoru wśród pracowników nie tylko jej działu ale też reszty firmy. Oczywiście przeprowadzone skrupulatne śledztwo nie ustaliło jakim cudem akurat to zdjęcie znalazło się pośród innych przesłanych do redakcji, bo jak się domyślamy pracownicy byli na tyle sprytni, by zabezpieczyć się przed możliwością wykrycia, kto w rzeczywistości maczał w tym palce i wszystko wskazywało na nieszczęśliwy losowy przypadek. Nie udało się więc ustalić winnych, ale zdjęcia nie dało się już odzobaczyć. Kiedy zaś mogłem się przyjrzeć temu, jak pod nieobecność szefowej pracownicy przeglądali to pismo z wywiadem i jej okropnym zdjęciem mogłem zobaczyć na ich twarzach cichą, ale niedającą się ukryć satysfakcję. Oto dokonali cichej zemsty i było oczywiste, że to nie jest ich ostatnie słowo.
Niestety prawdopodobieństwo pojawienia się niechętnego szacunku jest zawsze spore wszędzie tam gdzie istnieje dowolny rodzaj zależności pomiędzy ludźmi – nie tylko w pracy, ale też w rodzinach, czy w towarzyskich koteriach. I najczęściej ten rodzaj relacji prowokowany jest przez tych, którzy uznają, że sam fakt bycia u władzy i decydowania o czyimś losie, zyskach, czy pozycji jest wystarczającym powodem do zbudowania szacunku. A uważają tak, bo to kusząco łatwe rozwiązanie. Niewymagające budowania rzeczywistego autorytetu za pomocą wiedzy, umiejętności czy przywództwa opartego na wsparciu a nie wyzysku. Łatwe rozwiązania zaś mają to do siebie, że trudno im zachować stabilizację na swoich krótkich nóżkach. Stąd kiedy istnieje podejrzenie, że dowolnej formie szacunku może towarzyszyć jakiś rodzaj lęku przed konsekwencjami posiadania własnego zdania czy sprzeciwienia się dyspozycjom, to jest to wystarczająco silna czerwona flaga dla obu stron takiej zależnej relacji. Dla tych u góry, bo otrzymują w ten sposób sygnał że ich zarządzanie innymi zostało zbudowane na wątpliwych fundamentach, które mogą się posypać przy byle okazji oraz dla tych na dole, że dali się omamić instynktowi przetrwania, którego konsekwencją jest nie tylko niechęć i brak szacunku do przywódcy, ale przede wszystkich finalnie niechęć i brak szacunku do samego siebie.
Pozdrawiam