
Post-holiday blues
2 stycznia 2026
Toksyczna męskość wg. badaczy – powszechność czy ułamek?
16 stycznia 2026
Transkrypcja tekstu:
Od początku roku minęło już ponad tydzień, co oznacza, że w wielu przypadkach większość postanowień noworocznych można odłożyć sobie do kolejnego roku, bo początkowy zapał właśnie gaśnie lub zgaśnie na dniach. Może zatem to dobry moment, żeby w miejsce tej postanowieniowej wyliczanki ustalić jedno. Ale za to dotyczące problemu, z którego rzadko kiedy zdajemy sobie sprawę i którego pozbycie się, jeśli w nas występuje, mogło by w potężny sposób odmienić nasze życie. Pokażmy to na przykładzie. Oto poznajemy Franka. Taki trochę wyciszony nerd, ale jak trzeba to mocno wygadany. No i oto problem z naszym Frankiem jest taki, że – jak u większości ludzi – pewne rzeczy za które się zabiera idą mu łatwo, a pewne trudniej. Najłatwiej zaś idzie mu to, za co się nie może zabrać. Otóż okazuje się, że Franek ma dar opowiadania wielopiętrowych historii, poszukiwacza opowieści, ciekawość odkrywcy i łatwość posługiwania się słowem. Nie tylko mówionym, ale również pisanym. Gdybyśmy zostali poproszeni o tygodniową obserwację Franka i wydanie werdyktu, czym Franek powinien się zajmować, to większość z nasz powiedziałaby że gdyby się Franek wziął za napisanie książki, to byłaby to najlepsza możliwa przygoda jego życia. Kryminał, sensacja, powieść szpiegowska – tu już nie zanurzajmy się tak głęboko, bo o tym co kręci Franka wie tylko Franek. W każdym razie to urodzony autor – wystarczy dać mu metaforyczne pióro i równie metaforyczny papier a efekt będzie murowany: za rok zobaczymy czytelniczy szał, rankingowe podium i atak Netflixa na zdobycie prawa do ekranizacji. Jednak jest jeden szkopuł – Franek nie pisze książki, ani nawet do jej pisania się nie zabiera. Dlaczego? Ponieważ podobnie jak wielu ludzi cierpi na kompleks Jonasza. Żeby zaś wyjaśnić o co chodzi musimy najpierw oddzielić od siebie dwa kompleksy Jonasza. Pierwszy to termin, który podpowiedział Abrahamowi Maslowowi profesor Manuel, kiedy Maslow szukał określenia do właśnie okrytej strategii zachowania. Drugi kompleks pojawia się w tekstach chrześcijańskich opisujących rodzaj zazdrości o Boga i jak powiadał papież Franciszek „hipokryzji pokładającej zaufanie tylko w swojej osobistej sprawiedliwości i w swoich dziełach”. Ten drugi sobie odpuścimy – nie odbierajmy zabawek biblistom i teologom. Ten pierwszy zaś stał się osobistą zagwozdką Maslowa w przerwach pomiędzy odpuszczaniem sobie zainteresowań psychologią na rzecz koncepcji transpersonalnej. Jak podaje dr. Edward Hoffman, biograf Maslowa, sam Maslow podejrzewał u siebie kompleks Jonasza, kiedy u szczytu swojej sławy często zastanawiał się, że wciąż stara się zaakceptować swoją misję przekształcenia psychologii w naukę ratującą świat. Tu zacytujmy samego Maslowa podając za Hoffmanem: „Każdy z nas jest powołany do określonego zadania (w życiu), do którego nasza natura nam odpowiada. Uciec od tego, bać się go, stać się połowicznym lub ambiwalentnym (może powodować) klasyczne neurotyczne, a nawet psychosomatyczne objawy wszelkiego rodzaju… generując kosztowne i paraliżujące mechanizmy obronne.” Wg. Maslowa zaś ucieczka od tych powinności podarowanych przez los czy naturę lub też zrejterowanie od własnych talentów czy też unikanie własnego przeznaczenia osadza się na trzech przyczynach. Po pierwsze na strachu przed utratą kontroli. Bo przecież kiedy zaangażujemy się w coś, czego dotąd nie robiliśmy a dodatkowo w coś wielkiego, o wyraźnym kontekście celu i imperatywie opartym wyłącznie na własnej intuicji robienia tylko tego, do czego czujemy się stworzeni, to możliwe, że nie będziemy w stanie kontrolować swych działań w taki sposób w jaki kontrolujemy swoje dotychczasowe życie. I ta wizja możliwości utraty kontroli nie jest zbyt obiecująca. Po drugie – tak kombinujemy sobie wg Masłowa – prawdopodobnie będziemy się musieli zmierzyć z otoczeniem, która nie zaakceptuje naszej nowej aktywności a być może również zaatakuje nas zazdrością to co, że się na to zdecydowaliśmy i że możemy rzeczywiście w tym nowym wyzwaniu wiele osiągnąć. Po trzecie możliwe też że przeraża nas przyszła pozorna arogancja, która niczym w syndromie oszusta, może zostać finalnie obnażona i wyda się, że tak naprawdę jedynie oszukujemy innych i siebie i że się do tej nowej aktywności w istocie nadajemy.
Dlaczego zatem profesor Manuel uznał, że najlepszych opisem tego kompleksu będzie historia Jonasza? Otóż kiedy Bóg nakazuje Jonaszowi udać się do Niniwy, by poinformować jej mieszkańców, że wkurzyli Boga i jak się nie nawrócą to może być niewesoło, Jonasz wystraszył się tej misji i schował się na okręcie płynącym w przeciwną stronę. To nieco rozeźliło Boga więc rozpętał na morzu sztorm i stakiem zaczęło rzucać na wszystkie strony. Przerażeni żeglarze w końcu zaczęli łączyć kropki i nabrali podejrzeń, że przez Jonasza (który akurat ukrył się pod pokładem) ich łajba tego sztormu nie przetrzyma. Sam Jonasz zresztą przyznał się przed nimi, że to pewnie o niego z tym sztormem chodzi. Wywlekli go więc na pokład i bez większych ceregieli i na wyraźną sugestię samego Jonasza wywalili za burtę. Wtedy morze się uspokoiło, co nie znaczy że uspokoił się Bóg. Dalej wkurzony na Jonasza przysłał wielką rybę, która natychmiast go połknęła i tym samym uwięziła w swym wnętrzu. Przez trzy dni Jonasz modlił się w brzuchu wielkiej ryby, w czym wielu wielbicieli tej historii widzi jego przemianę i nawrócenie i w końcu został wypluty na brzeg. Nie trzeba być Sherlockiem Holmsem żeby się domyśleć, że był to brzeg Niniwy, gdzie w końcu Jonasz podreptał by wypełnić swą misję. Mamy tutaj więc historię unikania własnego przeznaczenia dyktowanego rodzajem strachu przed możliwością udźwignięcia własnej wielkości. I dokładnie ten sam model strategii zachowań przykuł uwagę Maslowa, który odkrył takie zachowanie również u samego siebie. Dzisiaj uważa się, że tak rozumiany kompleks Jonasza pojawia się w nas dosyć często i to nie tylko wówczas kiedy stoimy przed wielkimi wyzwaniami ale również na przykład wówczas kiedy stoimy przed koniecznością lub możliwością zmiany pracy, przeprowadzki do innego mieszkania czy miasta, sporego awansu związanego z nową pozycją i nowymi, dużo trudniejszymi wyzwaniami. Uznaje się, że w takich sytuacjach możemy doświadczać strachu przed przyjęciem na siebie nowej odpowiedzialności, nie tylko przed światem ale też przed samymi sobą. Bo skoro rzucam się w nowe wyzwanie to jaką opowieść będę musiał stworzyć przed samym sobą, kiedy okaże się że to wyzwanie mnie przerasta, albo że jednak źle oceniłem swoje predyspozycje, talent czy też potencjał i de facto rzuciłem się z motyką na słońce. Kolejny lęk towarzyszy pytaniu, czy to nowe odmienne i być może niezwykle w stosunku do poprzedniego życie, nie okaże się finalne zbyt odmienne i niezwykłe co spowoduje, że ludzie, któryż mnie dotąd otaczali i którzy odradzali mi podjęcie tego wyzwania finalnie nie będą mieli racji. Nie dość więc że zmiana którą im tym moim nowym życiem zafunduje będzie dla nich nie do przyjęcia, to jeszcze jedynie potwierdzą sobie swoją ocenę, którą mi wystawili i w której mieli rację przekonując bym się za to nie brał. Kolejny strach może dotyczyć tego, że moja zmiana, przed którą stoję może de facto oznaczać, że podejmując ją czynię to jedynie egocentrycznie, myśląc wyłącznie o sobie, a więc przed innymi i samym sobą okazuję się arogantem, który nie bierze pod uwagę w jaki sposób jego decyzje mogą pogorszyć życie innych. A więc być może będę musiał się z mierzyć ze świadomością własnego egoizmu, z którego trudno się będzie zarówno wytłumaczyć, jak i wydostać. I w końcu pojawia się kolejna bariera – to problem z wyobrażeniem sobie samego siebie w nowej, dużo większej roli związanej również z większą wspaniałością. Jakże to ja mam być tym, który wybił się ponad innych? Przecież ja nie pasuję do takiej roli. To tak jakbym się wybrał nagle na bal z samymi gwiazdami kina i telewizji. Nie będę się tam mógł dobrze czuć, bo przecież od razu będzie wiadomo, że ja tam nie pasuję. Nawet jeśli inni tego nie zauważą, to zauważę to ja, za co będę przecież musiał zapłacić poczuciem olbrzymiego dyskomfortu.
Tak mniej więcej wyglądają dylematy w głowie, które pojawiają się w kompleksie Jonasza i które w olbrzymiej ilości przypadków skutecznie odwodzą nas od podróży do naszej Niniwy i wykonania zadania, do którego tak naprawdę zostaliśmy stworzeni. Jak sobie z tym poradzić? Tutaj podpowiedzi udziela nie tylko Maslow ale też Carl Gustav Jung. Do których to podpowiedzi przejdziemy za chwilę, ale najpierw dorzucę własną. Otóż spróbuj skoncentrować swoją uwagę na wszystkich tych sytuacjach, w których w przypadku oceny innych łączysz ich rzeczywisty sukces z podejrzeniami o egocentryzm czy arogancję. Mówimy tu oczywiście o sukcesie wypracowanym samodzielnie, a nie takim, za którym stoi sponsoring czy układy mamusi i tatusia. Ilekroć bowiem łączysz perspektywę widzenia sukcesu osoby, która zdecydowała się w swoim życiu na to czego Jonasz się bał i przyklejasz jej łatkę aroganta, czy egocentryka to uczysz swój mózg łączenia kropek w taki właśnie sposób. Kiedy zaś mózg się tego nauczy, to będzie cię zawsze przestrzegał nie tylko przed arogancją mająca się skrywać za podążaniem własną ścieżką ale również przed negatywną oceną innych. Bo skoro sam takich ocen dokonujesz to uczysz się jednocześnie że muszą to też robić inni. Car Gustaw Jung podaje zaś następujący przepis: oto przyjrzyj się sobie, dostrzeż w swym wnętrzu dwa przeciwieństwa – na przykład pychę i pokorę, czy dowolną inną parę przeciwieństw, którą odpala ci się w kompleksie Jonasza i świadomie je zrównoważ. Nie odrzucaj ani jednej ani drugiej, bo i tak wróci ze zdwojoną siłą. Zamiast tego zaakceptuj to że są w tobie obie i spróbuj poszukać pomiędzy nimi równowagi. Maslow zaś mówi – weź człowieku czasem pośmiej się z samego siebie. Bo jeśli nauczysz się śmiać z robaka usiłującego zostać Bogiem to możesz również pozwolić sobie na odrobinę arogancji jednocześnie nie sprowadzając na siebie gniewu i niechęci innych. A jeśli to ci nie pomoże to możesz się kierować ciekawością i fascynacją. Bo kiedy podchodzisz do wszystkiego z niekłamaną fascynacją, otwartością, podziwem i czystą niewinnością, to jest to rodzaj przyznania się jednocześnie do małości, a wiec forma pokory, która zrównoważy lęk przed arogancją.
A zatem w Nowym Roku życzę wszystkim przepracowanie kompleksu Jonasza, bo przecież czasem odzywa się w każdym z nas, a z pewnością u większości.
Pozdrawiam
