
Relacyjny św. Graal
19 grudnia 2025
Kompleks Jonasza
9 stycznia 2026
Transkrypcja tekstu:
W 2025 roku mieliśmy w Polsce 14 dni ustawowo wolnych od pracy. Wydaje się niezbyt dużo jeśli porównamy tę liczbę z liczbą wszystkich dni powszednich od poniedziałku do piątku w roku, bo wówczas okazuje się, że to zaledwie nieco ponad pięć procent. Jednak 10 z tych 14 dni to dni wypadające w taki sposób, by przy odrobinie sprytu i wykorzystaniu niezbyt dużej ilości urlopu zapewnić sobie tzw długi weekend, co w sumie w samym tylko 2025 roku dało nam aż 10 długich weekendów. Fajnie, nie? No właśnie problem w tym, że w punktu widzenia naszego psychicznego funkcjonowania niezbyt fajnie, bo jak się okazuje, każdy z takich dłuższych okresów wytrącenia z rytmu codziennego funkcjonowania wiąże się ze zjawiskiem zwanym post-holiday blues, co moglibyśmy luźno przetłumaczyć jako poświąteczne przygnębienie. Oczywiście to zjawisko nie jest jednakowo uciążliwe przez cały rok, bo mają na nie wpływ również takie czynniki jak pogoda, warunki atmosferyczne i przedświąteczna gorączka, która przecież nie zdarza się przed każdym długim weekendem. Ale kiedy w końcu przychodzi grudzień, to możemy być pewni, że post-holiday blues zagra nam głośno, wyraźnie i z potężnym przytupem. Profesor Hajk Arakelian, z Uniwersytetu Medycznego w Tokyo podaje, że jednym z najczęstszych objawów stresu powakacyjnego jest obniżenie wydajności i zjawisko to dotyka aż 69% osób. Czy zatem to efekt ponadkulturowy i niezależny od tego jakich świąt czy też rodzaju dni wolnych od pracy dotyczy? Wszystko wskazuje na to, że i owszem, bo kiedy przyjrzymy się wymienianym przez profesora przyczynom poświątecznego przygnębienia to wymienia wśród nich zarówno gorączkę przedświątecznych przygotowań, trudności finansowe utrudniające organizację urlopu czy świąt na bezstresowym poziomie, napięcia relacyjne – obecne szczególnie w okresie świąt pomiędzy dalszą rodziną, z którą widujemy się właściwie jedynie przy takich okazjach, nostalgię za przeszłymi świętami, które chcemy odtworzyć dokładnie w zapamiętanej z dzieciństwa formie, co nigdy nie jest do końca możliwe i co najważniejsze zawiedzione oczekiwania wynikające ze stawiana przed sobą zbyt wygórowanych celów. I tutaj warto sięgnąć do lektury książki Kevina Moora „Dobrostan i kultura aspiracji”, w której znajdziemy trop wyjaśnienia od czego tak naprawdę zależy poziom odczuwanego poświątecznego bluesa. Autor jest profesorem Uniwersytetu Lincolna w Nowej Zelandii, gdzie od 2009 roku prowadzi zajęcia z psychologii społecznej i dobrostanu, a od trzydziestu lat zajmuje się badaniami nad psychologią teoretyczną, dobrostanem i rekreacją. W swej książce stawia dwie tezy – pierwsza dotyczy kultury aspiracji, w której wrastamy niezmiennie od dziesięcioleci, a druga wskazuje, że tworzymy nasze osobowości wchodząc w interakcję z otaczającą nas kulturą, co jest głównym czynnikiem rozwoju osobowości. Spróbujmy teraz połączyć kropki począwszy od zarejestrowania prostego spostrzeżenia dotyczącego kultury obchodzenia świąt w zachodnim świecie i rozpocznijmy od próby dopowiedzi na pytanie na jak wcześnie przed świętami sklepy zaczynają zmieniać swoje wystroje na świąteczne, by skoncentrować naszą uwagę na zbliżającej się potrzebie świątecznych zakupów. Otóż uznaje się, że w tej materii prym wiedzie słynny londyński dom towarowy Harrods. W tym zaś roku Harrods uruchomił swój dział świąteczny w ostatnim tygodniu sierpnia. Dużo młodszy, bo istniejący od zaledwie 35 lat The Range wystawił świąteczne ozdoby już w połowie sierpnia. Za nimi poszły oczywiście inne sklepy, w tym również polskie. Może nie aż tak szaleńczo wcześnie jak brytyjskie, ale możemy przyjąć że święta kłuły nas w oczy z sklepowych witryn na conajmniej kilka jak nie kilkanaście tygodni wcześniej. Następnie po kolei dołączają do nich inne obszary komunikacyjnej ekspozycji – artykuły prasowe, materiały internetowe, podcasty i w końcu również stacje telewizyjne z ich flagowymi programami śniadaniowymi. Atmosfera świąt w otoczce kolorowych światełek, sklepowych witryn zawalonych kolorowymi pakunkami prezentów, lecących z głośników kolęd i zgranych świątecznych przebojów i wielu innych świątecznych atrybutów w końcu rusza z kopyta i to na wiele dni przed wigilią. Czyż nie powinniśmy połączyć tych kupek z aspiracją wskazywaną przez profesora Moora? Oczywiście, tym bardziej, że aspiracja do spędzenia świąt w narzuconym społecznym szymelu staje się silnym przedświątecznym motywatorem zakupowej gorączki. Bo przecież skoro wokół tyle świątecznych ekspozycji – kolorowych, wypasionych i błyszczących to stąd już tylko krok do tego, by zbudować w sobie oczekiwania by nasze święta również takie były. Aspiracja jednak musi się zderzyć z finansami, na co jak już wiemy wskazywał profesor Arakelian, a to oznacza, że nie każdy będzie mógł pozwolić sobie na wszystko to, co jest oferowane jako świątecznie niezbędne – w tym 60 calowy telewizor, na którym każda z trzech rywalizujących ze sobą grup będzie mogła obejrzeć swój ulubiony i obowiązkowy film. Socjologia nie ma dzisiaj wątpliwości, że społeczeństwo możemy pod tym względem podzielić na trzy konkurujące ze sobą frakcje – pierwsza ogląda wyłącznie „Kevina samego w domu”, druga pierwszą odsłonę „Szklanej pułapki”, a trzecia (to ta moja) wyłącznie „Witaj św. Mikołaju” czyli niezmordowane święta u Grisswoldów. Przy okazji dajcie w komentarzach znać, która z tych frakcji reprezentujecie, żebyśmy mogli zobaczyć jak silne są to reprezentacje na tym kanale. Ale wróćmy do telewizora i wspólnego problemu pojawiającego się niezależnie do frakcji – otóż nie wszystkich stać na nowy telewizor o powierzchni średniej szafy. Ale aspiracyjny rynek nie odpuszcza, bo problem w nowoczesnym marketingu stwarza wyłącznie okazję by zarobić, więc natychmiast pojawiają się smutni panowie oferujący ratalną sprzedaż. I nie ma znaczenia, że przygody Kevina, Johna MacClane’a czy Grisswolda trwają średnio półtorej godziny, bo raty trzeba będzie spłacać co najmniej przez kolejny rok. Jednak ta świadomość zostaje najczęściej skutecznie przykryta kolejnymi motywatorami aspiracji, które pojawiają się od przebudzenia aż do zaśnięcia coraz to szybciej i gęściej im mniej czasu zostaje do świąt. Mamy już zatem pierwsze kropkowe połączenie pomiędzy nadmuchiwaną nieustannie aspiracją a oczekiwaniem. Dodajmy do tego drugą sieć połączeń wskazywaną przez profesora Moora pod postacią interakcji kulturowej jako konstrukcji naszych osobowości, w której to interakcji jedną z zasadniczych ról odgrywa porównywanie. I tutaj można by wskazać wiele fundamentów, na których takie porównanie jest dokonywane. Jednym z nich jest oczywiście aspekt materialny, w którym pojawia się zależność uznania świąt za spełniające oczekiwania, jeśli sprostała im wartość prezentów, czy bogactwo świątecznego stołu. Kolejnym jest jakość świątecznych relacji pomiędzy domownikami oraz tymi, którzy w okresie świąt pojawiają się w domu w charakterze gości. Święta mają być przecież ciepłe, serdeczne i bezstresowe, ale niestety czasem kończą się pretensjami, wyciąganiem zaszłości czy przebijaniem wartości, życiowych pozycji, sukcesów, czy zdolności i talentów dziatwy, którymi przy świątecznym stole dobrze jest się pochwalić. Jeśli zaś towarzyszy temu alkohol a wciąż towarzyszy i to niestety w nadmiarze, to wystarczy mała iskra by podpalić konflikt. Kolejnym aspektem porównania jest model wewnętrzny – wskazywany przez tokijskiego profesora, który wspomina o nostalgii za dawnymi świętami, którą nosimy w sobie od dzieciństwa nie zdając sobie najczęściej sprawy z tego, że jest nie do odtworzenia. Nie dlatego, że jest jakaś szczególnie trudna do osiągnięcia, ale dlatego, że usiłujemy odtworzyć nie to co naprawdę miało miejsce, ale to co zapamiętaliśmy z użyciem dziesiątek indywidualnych filtrów, nałożonych na rzeczywistość, które w istocie zasłaniają to co naprawdę było tym, co chcielibyśmy zapamiętać jak było. Czy wystarczy już łączenia kropek? Chyba tak, bo przecież już widać to, o czym rozpisują się noworoczne wydania wielu specjalistycznych periodyków – im większe są te dwa faktory, czyli faktor aspiracji oraz faktor porównań, z tym większym poświątecznym przygnębieniem najprawdopodobniej będziemy musieli się zmierzyć. I pamiętajmy że nie dotyczy to wyłącznie Bożego Narodzenia – ten mechanizm działa również w wakacje – pojawia się w przygotowaniu do urlopu, czy w długie weekendy objawiając się w planowaniu jak bardzo w tym czasie uda się wypocząć, jak atrakcyjny wyjazd czy czas sobie zapewnić i jak cudownie go spędzić odpoczywając od roboty.
Czy jest zatem jakieś noworoczne światełko w tunelu? Tak – otóż post-holliday blues nie trwa w nieskończoność i zazwyczaj po kilku dniach po powrocie do naturalnego rytmu zajęć zupełnie ustępuje. Pamiętajmy jednak że możemy znacznie skrócić tę mękę albo nawet ogóle się jej pozbyć. Wszystko zależy od tego, jak bardzo poddamy się zarówno aspiracji, jak i porównaniom. Pozdrawiam
