Higiena emocjonalna

Jak odbudować pewność siebie?
19 września 2025
Pogarszający się „stan umysłu”
10 października 2025
Jak odbudować pewność siebie?
19 września 2025
Pogarszający się „stan umysłu”
10 października 2025

Transkrypcja tekstu:
Kiedy zaglądniemy na karty historii higieny, czyli inaczej mówiąc sztuki zdrowia, to znajdziemy tam nie tylko rytuały ablucyjne, przemywanie rąk, nóg, czy całego ciała, które miało je oczyścić by przygotować na kontakt z żywnością, drugim człowiekiem czy Bogiem. Nasi starożytni poprzednicy rozumieli czystość ciała dużo szerzej niż wynikałoby to z naszej współczesnej definicji. Na przykład Hipokrates już w piątym wieku przed naszą erą polecał nie tylko mycie ciała w celach uzyskania odpowiedniego poziomu czystości, ale też wskazywał, że kąpiel skomponowana tak, by na przemian zanurzać się w zimnej i gorącej wodzie jest najskuteczniejszym sposobem na to by zrównoważyć humory. Przy czym pamiętajmy, że to co Hipokrates rozumiał pod terminem humory, dzisiaj definiujemy jako emocje. Być może to właśnie podejście Hipokratesa przyświecało przez kolejne tysiąc lat, na przykład Rzymianom, którzy kąpiele urządzali często i gęsto. Niestety, kiedy dali się zniknąć germańskiemu wodzowi Odeakerowi, co zapoczątkowało średniowiecze, regularna kąpiel stała się przedmiotem chrześcijańskich dociekań, czy czasem na spowoduje ona nadmiernego zainteresowania własnym ciałem, prowadzącego do nieuchronnej męki piekielnej. Przestrzegał przez takimi bezeceństwami na przykład św. Hieronim utrzymując, że gorąca kąpiel pobudza namiętności seksualne, a do tego przecież wiadomo że czyste ciało prowadzi do nieczystej duszy. Światełko w tunelu zaczęło się pojawiać dopiero za sprawą św. Benedykta, który wprawdzie mnichom nakazywał kąpiel wyłącznie trzy razy do roku i to w zimnej wodzie, ale to właśnie on zaczął dostrzegać w kąpieli właściwości terapeutyczne. Jak widać higiena na kartach historii miała czasem nieco pod górkę, a w raz z nią nie tylko samo dbanie o czystość ciała, ale również o czystość w wielu innych obszarach, bo sztuka zdrowia na cielesnej czystości wcale się nie kończy. Co zatem stanowi to higienicznej rozszerzenie? Pokażmy to na prostym przykładzie. Oto o poranku wychodzisz z domu i ruszasz w swoje obowiązki dnia. Jedziesz metrem, czy autobusem do pracy gdzie równoważąc podskoki i wychylenia kurczowo trzymasz się tej śliskiej rurki biegnącej pod sufitem twojego pojazdu. Wychodzisz na ulicę i zauważasz, że dziwnym trafem twoje klucze z domu wypadły ci z kieszeni u utknęły w sporej górce błota i śmieci na poboczu chodnika, której ja dotąd nikt jeszcze nie uprzątnął. Wygrzebujesz więc z niej klucze i przy okazji trafiasz na papier po czyimś śniadaniu z resztkami masła i majonezu, którym się oczywiście koncertowo brudzisz. Klniesz więc zamaszyście poddając pod wątpliwość porządne prowadzenie się matki tego, kto ten syf tu zostawił. No cóż, takie życie. Ruszasz dalej by już w pracy od razu natknąć się na wściekłego szefa, który postanowił właśnie na tobie wyładować swoją frustrację, za to że już w jego przypadku trzecia coraz młodsza żona zrobiła mu poranną burę za wystający bebech. No może nie tak obfity jak w „Chłopakach z baraków” ale i owszem coraz trudniejszy do ukrycia. Na koniec podajecie sobie ręce na znak chwilowej zgody i ruszasz w obowiązki dnia, oznaczające przerzucenie tony starych mocno zakurzonych faktur, które szef kazał ci posegregować. A ty marzysz tylko o jednym – o chwili wytchnienia, która powinna pojawić się wraz z porą na drugie śniadanie, które zazwyczaj jadasz zamknięty w kamerliku na mopy, żeby nikt ci przez ta kilka minut nie przeszkadzał. Uf… wreszcie przyszła pora drugiego śniadania. Sięgasz do torby, po zawinięte w celofan kanapki i tu zatrzymajmy tę opowieść by zadać ci proste pytanie. Czy przed ujęciem kanapki w dłonie umyjesz ręce? Dotykałeś nimi podsufitowej rurki w metrze czy autobusie, grzebałeś w śmieciach, witałeś się z szefem i odkurzałeś faktury. Umyjesz, czy też zamierzasz razem z kanapkę wszamać cały ten brud z twoich dłoni? Podejrzewam, że twoja odpowiedź będzie oczywista, bo na samą myśl o tym, czego dzisiaj dotykałeś robi się niedobrze, prawda? A teraz prześledźmy ten sam początek dnia pod względem emocji. Najpierw pojawiło się delikatne obrzydzenie po dotknięciu rurki w metrze, potem spore auto wkurzenie na upuszczone w śmieci klucze i dodatkowy wybuch gniewu, kiedy pobrudziłeś się majonezem i masłem. Potem wisienka na torcie tego poranka i sfrustrowany szef, którego najchętniej byś przełożył przez kolano i serią sążnistych klapsów przywitał w dorosłości. A to tylko kilka emocji z repertuaru tych niezbyt chcianych i przyjemnych, których dzisiaj doświadczyłeś. Czy wobec zaś tego doświadczenia – podobnie jak w naturalny sposób przyszło ci na myśl umycie rąk – pomyślałeś o tym, by oczyścić z tego syfu twój emocjonalny system?
W 2019 roku podczas obchodów 550 rocznicy urodzin Nanak Dev-ji pierwszego guru Sikhów, na uniwersytecie jego imienia w Punjab w Indiach swój wykład wygłosił Dalajlama. Powiedział wówczas pamiętne słowa: „Często uczy się dzieci o higienie fizycznej, aby zachować ich zdrowie. W dzisiejszych czasach zalecam, abyśmy również nauczali higieny emocjonalnej, jak radzić sobie z destrukcyjnymi emocjami, które zakłócają nasz spokój.” Uznaje się wiec dzisiaj że autorem terminu higiena emocjonalna jest właśnie Dalajlama. Na czym ona polega? Otóż na prostym założeniu – tak jak ręce ubrudzone trudem dnia same się nie oczyszczą, tak samo głowa zainfekowana brudem emocji dnia również sama się nie oczyści. Tak jak myjemy ręce by uczynić je czystymi, tak samo powinniśmy zbudować w sobie nawyk emocjonalnego oczyszczenia. I tak jak w przypadku mycia dłoni czasem widzimy instrukcje zawieszone nad umywalkami w przychodniach zdrowia, tak samo higiena emocjonalna posiada również instrukcję, którą opracował dr. Mark Greenberg, profesor na Uniwersytecie Stanowym Pensylwanii. Po pierwsze więc rozpoznaj emocje, naucz się je obserwować i rozróżniać, ale co najważniejsze i co również podawałem w filmie z przed 9 lat, naucz się je prawidłowo nazywać, bo inaczej twój mózg nie otrzyma dostępu do odpowiednich zdolności operacyjnych by nimi zarządzać. Po drugie przyjrzyj się bodźcom. Temu, co wywołuje twoje emocje. Naucz się rozpoznawać co lub kto jest twoim emocjonalnym wyzwalaczem i jakie emocjonalne relacje w tobie wywołuje. Dzięki temu nabierzesz dystansu, nauczysz się perspektywy obserwatora, w której zmienia się układ sił – już nie tylko doświadczasz emocji, ale również obserwujesz to doświadczenie. I tutaj nie ma lepszej analogii jak fizyka kwantowa, w której sam akt obserwacji zmienia wynik pomiaru. Tutaj również przejście na perspektywę obserwatora łagodzi emocjonalne doświadczenie i otwiera możliwości operacyjne. Po trzecie, jak mówi Greenberg, połącz się ze swoim ciałem, by odkryć połączenia pomiędzy konkretnymi emocjami a tym, jak i w którym miejscu reaguje na nie ciało. Gdzie się pojawiło napięcie, jak zmienił się oddech, czym konkretnie twoje ciało obsługuje daną emocję. Kiedy odnajdziesz tę reaktywność po prostu ją obserwuj, co pozwoli ci przejść do czwartego punktu, czyli zarządzania tymi reakcjami. A pierwszym sposobem jest wstawienie szczeliny czasowej pomiędzy emocją a reakcją, bo zarządzenie nie oznacza koniecznie zmiany działania, ale również powstrzymanie się od niego. Po piąte dostosuj swój nowy sposób emocjonalnego funkcjonowania do rzeczywistości w której funkcjonujesz i nieustannie ucz się siebie. Ćwicz umysł i ciało, bądź cierpliwy i życzliwy wobec siebie. To wprawdzie niełatwe zadanie, bo trzeba po drodze pokonać sporo nawyków i przyzwyczajeń, ale kiedy pojawią się pierwsze efekty odkryjesz niezwykle transformującą moc higieny emocjonalnej. To zaś powinno być zaledwie początkiem drogi w nowej sztuce zdrowia. Bo kiedy odkrywamy jakie możliwości kryją się za higieną emocjonalną nie chcemy już na tym poprzestać – dokładamy do tego hienę snu, higienę aktywności fizycznej oraz higienę odżywiania. Gdybyśmy dysponowali możliwościami podróżowania w czasie, to po odwiedzeniu średniowiecza i przyjrzeniu się higienie średniowiecznego mnicha, kąpiącego się jedynie trzy razy w roku i to w zimnej wodzie, nie mielibyśmy raczej wątpliwości, że tym sposobem sam sobie skraca życie. Pukalibyśmy się w czoło i najprawdopodobniej strofowali naszego mnisiego nowego znajomka słowami: „co ty gościu wyprawiasz”. Skoro tak, to wyobraźmy teraz sobie, jak mocno pukałby się w czoło nasz potomek za pięćset lat, który korzystając z podróży w czasie odwiedziłby nas teraz i zobaczył, jak my dzisiaj stoimy na bakier z higieną emocjonalną.
Pozdrawiam