Jak odbudować pewność siebie?

Paradoks „ości” w relacjach
12 września 2025
Higiena emocjonalna
3 października 2025
Paradoks „ości” w relacjach
12 września 2025
Higiena emocjonalna
3 października 2025

Transkrypcja tekstu:

Zacznijmy od przykładów. Oto Monika, która już po kilkunastu miesiącach od rozstania ze swoim partnerem wciąż nie może się pozbierać. Przecież to miał być tej spełniony związek, który miał trwać po wsze czasy. Mieli się pięknie wspólnie zestarzeć, a tu jeszcze długo przed czterdziestką okazało się, że to jednak pomyłka. A to dlatego, że były partner Moniki Andrzej miał dosyć specyficzną, jednakże prostą strategię na radzenie sobie z przeciwnościami losu. Ilekroć bowiem z czymś sobie nie radził, to jechał po Monice. To jej się obrywało za jego zawodowy stres, za jego traumy z dzieciństwa i ciągle udowadniania już nie żyjącemu ojcu własnej wartości. Problem w tym, że to budowanie siebie u Andrzeja odbywało się kosztem deprecjacji wartości Moniki. Makabryczną wisienką na torcie tej relacji zaś okazał się romans Andrzeja ze sporo młodszą koleżanką z pracy. Trwający jak się okazało dwa lata, w których Monika nie miała o niczym pojęcia. W efekcie poczucie własnej wartości Moniki zanotowało gwałtowny spadek, a co za tym idzie po pewności siebie – która akurat nigdy nie była jakoś specjalnie wysoka – teraz już nie zostało ani śladu. Oczywiście Monika – zgodnie z programowaniem Andrzeja – zaczęła również obwiniać siebie w myśl ulubionej przez mroczno triadowców zasady – może gdybym była inna to sprawy potoczyły byś się inaczej. Efekt jest taki, że Monika już nie ufa ludziom, ale przede wszystkim nie ufa też sobie.
Przykład drugi. Roman bardzo się zaangażował w pracę, szczególnie kiedy kilka lat temu awansował i tym samym dostał się do małego zadaniowego zespołu, o pracy w którym zawsze marzył. Jednak szybko okazało się, że najbardziej wymagający w tej pracy jest kontakt z szefową, która przy byle okazji nie zostawiała na Romanie suchej nitki. Zawsze było coś nie tak, zawsze szukała dziury w całym, a jak już znalazła to stosowała swoją ulubioną technikę. Tak manipulowała zespołem, żeby Romek mógł doświadczyć na własnym przykładzie na czym polegają cztery czerwone flagi toksyczne grupy. Przypomnijmy je sobie dla lepszego zrozumienia sytuacji Romka. I tu posłużymy się ich streszczeniem pochodzącym z prac dr Erin Leonard, autorki m. in. książki „Emocjonalny terroryzm”: W pierwszej fladze grupa zaczyna mówić negatywnie o tobie za twoimi plecami i jednocześnie oficjalnie udaje, że wszystko jest ok i dopóki się nie zorientujesz, to ten stan może trwać miesiącami. Druga flaga pojawia się wówczas, kiedy wszystko wydaje się ok dopóki nie starasz się dołączyć do dyskusji – niezależnie od tego czy zawodowej czy prywatnej. Wtedy zawsze dziwnym trafem dyskusja się szybko kończy, zmieniany jest temat rozmowy, czy też wszyscy nagle mają coś do zrobienia. W trzeciej fladze nagle okazuje się, że w dawnych spotkaniach grupy, w których zawsze uczestniczyłeś już nie bierzesz udziału. A to nikt cię nie poinformował, a to wyznaczyli ci akurat inne zadanie w tym czasie, albo też tak zmieniono harmonogram spotkań i składy podgrup zadaniowych, że żadna nie uwzględnia ciebie. Czwarta i ostatnia flaga pojawia się wówczas, kiedy rozmawiasz z kimś kogo uważasz za najbardziej zaufanego, ale okazuje się, że ta osoba natychmiast przekazuje wszystko co powiedziałeś grupie, co oczywiście wywołuje ich negatywną reakcję wobec ciebie. Pora wrócić do przykładu przygód Romana – otóż bohater tej opowieści doświadczył w swojej pracy wszystkich czterech flag i to niejednokrotnie. Cała jego przygoda zawodowa została właśnie w ten sposób oflagowana i to właściwie bez ani jednego dnia przerwy. Romek stracił zaufanie do ludzi, do pracy, do szefowej i do tego, że jego życie zawodowe mogło by się jeszcze jakoś ułożyć. Wraz zaś z utratą zaufania poleciało w dół poczucie pewności siebie. To już nie to co kiedyś, po dawnym animuszu nie zostało właściwie śladu.
Kiedy przyglądamy się tym przykładom możliwe że myślimy sobie, że i w tym wypadku czas zagoi rany i w końcu pewność siebie wróci zarówno do Moniki jak i Romka. Niestety w kontekście pewności siebie nie działa to w ten sposób. Ona sama się nie odbuduje i trzeba się sporo napocić by jej w tym pomóc. Sam czas nie wystarczy by zagoić te ranę i to z bardzo prostego powodu. Poczucie pewności siebie na planie naszego życia nie jest stabilnie stałe – raczej przybiera formę fali. Raz znajdujemy się pod tym względem niżej, a raz wyżej – w zależności od tego w jaki sposób pozwalamy na to, by konkretne wydarzenia życiowe, sytuacja oraz nasza reaktywność w interakcjach z innymi na bieżąco konstruowały dwa podstawowe fundamenty pewności siebie: poczucie własnej wartości oraz zaufanie do siebie. I tu następuje zwrot akcji, bo o ile te dwa fundamenty można ustawić na stabilnym poziomie w taki sposób, by były trwale solidne, o tyle już zbudowanej na nich pewności siebie precyzyjnie ustabilizować się nie da. Wynika to z zasady niezależności, która w przypadku zarówno poczucia własnej wartości, jak i zaufania do siebie wskazuje, że obydwie te wartości mogą być wewnętrznie samostabilne, ale już w przypadku pewności siebie jest inaczej, bo wpływają na nią również czynniki zewnętrzne, które powodują, że nie możemy jej zamknąć w bańce wyłącznie wewnętrznego wpływu. Zachodzi tu jednak ważna zależność – im stabilniejsze poczucie własnej wartości i zaufanie do siebie, tym szybciej można odzyskać utraconą pewność siebie i sprawić by na powrót falowała w górnych rejestrach skali zamiast szorowania po dnie. Pierwszą zatem rzeczą, która jest do zrobienia przy utracie pewności siebie jest ustabilizowanie swojego poczucia własnej wartości i zaufania do siebie. A można to zrobić wyłącznie odrzuciwszy wszystkie te czynniki, które pochodzą z zewnątrz i którym nadajemy moc konstruowania naszej samooceny. Kiedy bowiem pozwalamy na to, by cokolwiek czy ktokolwiek z zewnątrz decydował o naszym poczuciu własnej wartości to jednocześnie oddajemy szacunek do siebie w zewnętrzne sterowanie, a wraz z nim wartość, która będzie mu towarzyszyła. Co więcej w takiej sytuacji, kiedy uzależniamy naszą wartość od czynników zewnętrznych, takich jak na przykład opinia drugiej osoby o nas samych, to jednocześnie uzależniamy tę wartość od bieżącej oceny nas samych dokonywanej przez tę osobę, która nie może być prawidłowa, bo po pierwsze jest zawsze dokonywana przez indywidualny filtr oczekiwań tej osoby wobec nas, a po drugie konstruowana przy znikomym dostępie do pełnych zasobów wiedzy, na podstawie której taką ewentualną ocenę można by stworzyć. Mówiąc inaczej: osoba którą cię ocenia nie wie o tobie wystarczająco dużo, by ta ocena mogła być rzetelna i adekwatna oraz dokonuje jej zawsze subiektywnie filtrując to co wie na twój temat pod dyktando własnej perspektywy, która nigdy nie jest wolna od na przykład błędów atrybucji i całej masy innych zanieczyszczeń. Z kolei kiedy tracimy zaufanie do innych – na przykład tych, którzy nas oszukali, wykorzystali, czy w ogóle zachowali się w stosunku do nas nie w porządku, to skutkiem ubocznym podpowiadanym przez nasze ego jest jednoczesna utrata zaufania do siebie, w myśl idei „skoro mi się to przytrafiło, to możliwe że ze mną jest coś nie tak”. Energetyzowanie takiego przekonania nadaje mu wystarczającą siłę, by w efekcie podważyć zaufanie do samego siebie, a jeśli proceder hodowli takiego przekonania trwa wystarczająco długo, to by finalnie je znacznie obniżyć. Jeśli zaś pozwoliliśmy na te dwie rzeczy, czyli powierzyliśmy poczucie własnej wartości w ręce innych i sami sobie przestaliśmy ufać, to w efekcie tej ekwilibrystyki nasza pewność siebie musi zanurkować. By zaś ją odzyskać trzeba odzyskać poczucie własnej wartości i zaufanie do siebie, a to z kolei jest możliwe tylko wówczas kiedy odrzucimy możliwość konstrukcji ich obu przy udziale zdarzeń zewnętrznych czy opinii i zachowań wobec nas innych ludzi. I owszem da się to zrobić, ale należy się przygotować na dość wymagający proces pracy z samym sobą, który nawiasem mówiąc opisałem w książce „Totem”. Dopiero po tym procesie nasze poczucie pewności siebie może wrócić do delikatnego, naturalnego falowania. Ale by radzić sobie z epizodami jej niestabilności musimy twardo stać na tych dwóch, wyłącznie wewnętrznie skonstruowanych fundamentach: zdrowym poczuciu własnej wartości i równie zewnętrzne niezależnym zaufaniu do siebie. Zawsze wysoko silna pewność siebie jest mitem – co zauważył już przed laty badacz fundamentów naszej samooceny Nathaniel Branden. Ona nigdy nie jest idealnie stabilna, bo w przeciwieństwie do poczucia własnej wartości i zaufania do siebie nie potrafi się do końca oddzielić od zewnętrznego świata i tego co napotykamy na swej drodze w danej chwili. Co więcej – jeśli pewność siebie ma być zdrowa, musi zakładać epizody niestabilności. Ale kluczem nie jest ich wykluczenie, ale zaakceptowanie w systemie i taka regulacja całości, by nie wyrządzały nam krzywdy.
Pozdrawiam