Medyczny gaslighting

Pułapka porównawcza, jako forma manipulacji
1 września 2025
Paradoks „ości” w relacjach
12 września 2025
Pułapka porównawcza, jako forma manipulacji
1 września 2025
Paradoks „ości” w relacjach
12 września 2025

Transkrypcja tekstu:

Dzisiaj musimy zacząć od historii, a dokładniej mówiąc od historii socjologii medycyny. Sięga ona prac niemieckiego lekarza Alfreda Grotjahna, który wprowadził termin higieny społecznej, dziedziny łączącej socjologię i medycynę, w której analizował na przykład korelację pomiędzy warunkami mieszkaniowymi, spożyciem alkoholu a świadczeniami opieki zdrowotnej. Był pierwszym naukowcem, który w 1912 r. habilitował się z nowej dziedziny, czyli higieny społecznej wprowadzając ją tym samym do świata nauki akademickiej. Jednak prawdziwy przełom w socjologii medycyny nastąpił za sprawą prac amerykańskiego socjologa Talcotta Parsonsa, który w 1951 roku opublikował dzieło „The Social System”, w którym wykazywał w jaki sposób medycyna staje się instytucją kontroli społecznej, w którym to systemie sam akt zgłoszenia się do lekarza uruchamia całą machinę społecznych konsekwencji, które między innymi mają chronić stabilność systemu i przejąć za pacjenta odpowiedzialność społeczną na wielu poziomach społecznego funkcjonowania. Dołącza do nich socjolog Eliot Freidson, doktor Uniwersytetu Chicagowskiego i profesor Nowojorskiego, ze swoją teorią choroby jako dewiacji społecznej. Freidson staje się pionierem perspektywy konfliktu, w której interakcja pacjent – lekarz jest zawsze konfliktem interesów dwóch oddzielnych systemów społecznych. Od tego też czasu zaczyna się pojawiać przekonanie, w którym zdrowie oraz choroba są wyłącznie produktami społeczeństwa, ponieważ ich pojawienie się oraz trwanie jest ściśle związane ze środowiskiem, stylem życia, interakcjami społecznymi, zagrożeniami itd. To zaś ewoluuje do perspektywy społecznego modelu choroby, w której bada się nie tylko pozycję w strukturze społecznej osoby chorej, czy warunki rodzinne oraz zdarzenia życiowe, ale przede wszystkim jej zachowanie wobec innych. I w ten sposób doszliśmy do kluczowego dla socjologii medycyny problemu, w którym procesem rozpoznania socjologicznego obejmuje się interakcje pomiędzy osobą zdiagnozowaną jako chora ze społeczeństwem i to w jaki sposób zarówno choroba, jak i sam fakt diagnozy na te interakcje wpływa i jakie konsekwencje społeczne ze sobą niesie. Oliwy do ognia dolał oczywiście słynny Erving Goffman, który w 1957 roku upublicznił ideę, w której dowodził, że szpital jest jedną z wzorcowych instytucji totalnych, w których ludzie znajdujący się w podobnym położeniu są celowo izolowani od społeczeństwa i pozbawiani praw obywatelskich, odbiera im się wolność, a wszystkie aspekty ich życia podporządkowuje autorytarnemu nadzorcy, którego mechanizmów i zasad nie rozumieją a więc w naturalny sposób się buntują i odmawiają pełnej współpracy. Uff.. Skoro już mamy za sobą telegraficzny skrót historii socjologii medycyny to wypada mi w tym miejscu pozdrowić pielęgniarki i położne, dla których przez kilka lat prowadziłem zajęcia z socjologii medycyny oraz w końcu przejść do sedna, czyli medycznego gaslightingu. Jak pamiętamy sam gaslighting to wyrachowana technika manipulacyjna, w której wmawia się ofierze, że zarejestrowane przez nią fakty nie miały w rzeczywistości miejsca, a są jedynie wynikiem jej przewidzeń, przewrażliwienia czy wręcz choroby psychicznej. Jak to się ma do medycyny? Otóż niestety grubo. W ankiecie przeprowadzonej przez serwis Health Central aż 94% respondentów wskazało, że lekarz w trakcie diagnozy ignorował ich objawy, a 61% respondentów przyznało, że kiedy próbowało przekazać lekarzowi, że z ich perspektywy diagnoza lekarza nie jest słuszna, zostali potraktowani jakby mieli problemy psychiczne fałszujące ich racjonalny osąd rzeczywistości. Innymi słowy, kiedy mówili lekarzowi, że ich objawy wskazują na coś zupełnie innego niż sądził lekarz w odpowiedzi słyszeli, że nie mają pojęcia o czym mówią, źle to rozumieją, są przewrażliwieni czy wręcz nie są zdolni do właściwej oceny własnego stanu zdrowia. Nic dziwnego, że termin medyczny gaslighting zaczął się pojawiać w coraz większej ilości opracowań i raportów i wszystko wskazuje na to, że jest dużo częstszym zjawiskiem, niż można by było sądzić. W 2025 roku Emergency Care Research Institute w swojej liście zagrożeń opieki nad pacjentem wymienił zachowania lekarzy wobec pacjentów, którym przypisano tzw toksyczną dynamikę, żywcem wyjętą z definicji gaslightingu i jednocześnie wskazał, że w przebadanych przypadkach rzadko kiedy było to działanie intencjonalne. Najczęściej pojawiało się jako nieświadoma taktyka diagnosty wobec pacjenta, gdzie klinicysta wykazuje się głębokim zaangażowaniem w leczenie, a mimo to – jak podaje raport ECRI – to, że pacjent czuje się nie słyszany – tu cytuję: „zdarza się z niepokojącą częstotliwością”. W badaniach przeprowadzonych przez amerykański National Institute of Health w 2017 r. ustalono, że powodem medycznego gaslightingu są trzy główne czynniki. Pierwszy to brak odpowiedniej wiedzy diagnosty, który stara się uzupełnić te braki tym, co podpowiadają mu ogólne wzorce. Jeśli więc jakiś przypadek w takiej sytuacji spełnia choć jeden z warunków przypisywanych do obowiązującego wzorca rozpoznania jednostki chorobowej, jest mu przypisywana diagnoza właśnie tej jednostki, mimo iż inny specjalista o głębszej wiedzy postawiłby w tym przypadku zupełnie inną diagnozę. Drugi czynnik został przez badaczy nazwany niejawnymi uprzedzeniami, w efekcie których konkretny pacjent jest postrzegany jako reprezentant konkretnej grupy społecznej, którą diagnosta uznaje za typową dla konkretnej diagnozy, więc tym samym taką też diagnozę stawia pacjentowi. Trzeci – chyba najsmutniejszy czynnik – to arogancja, w której diagnosta – jak wskazują badacze – „zakłada wyższość lekarza w wiedzy klinicznej i podejmowaniu decyzji wynikającą z samego faktu praktyki medycznej”. Wtedy te informacje, które podaje pacjent, a które nie pasują do zakładanej medycznej wiedzy są po prostu odrzucane jako nieistotne lub w ogóle nie słyszane. To ostatnie wydaje się potwierdzać we wspomnianych badaniach Health Center gdzie aż trzy czwarte pacjentów doświadczyło sytuacji, w której lekarz wściekał się kiedy zadawano mu pytanie prowadzące do odpowiedzi uznawanej przez niego za sprzeczną z przyjętą taktyką leczenia. Kiedy w 2022 na łamach The New York Times ukazał się obszerny artykuł zatytułowany „Jak rozpoznać „Medyczny gaslighting” i co z tym zrobić.” dyskusja o na ten temat rozgrzała internety. Pojawiły się lawinowe opowieści pacjentów przytaczające historie ignorowania przez diagnostów swoich rzeczywistych dolegliwości i skłaniania na karb przewrażliwienia tego, co nie pasowało im do przyjętych diagnostycznych założeń. Hasztag „medical gaslighting” zaczął liczyć już kilkadziesiąt tysięcy umieszczeń, a zewsząd zaczęły pojawiać się głosy o medycznym oszustwie, w którym pewne schorzenia diagnozuje się celowo, by nakręcać rynek sprzedaży odpowiednich specyfików, co z rzeczywistą ilością schorzeń ma niewiele wspólnego. To zaś nakręca modę na auto diagnozowanie, bo jeśli nagle w przestrzeni społecznej, a więc również internetowej robi się głośno o jakimś schorzeniu – niezależnie od tego czy dotyczy ono zdrowia fizycznego czy psychicznego, to możemy być pewni, że wraz z tą modą całkiem spora liczba osób sama sobie przypisze podejrzenia o posiadanie właśnie tego schorzenia. W ten oto sposób prawidłowość diagnoz staje się problemem społecznym, w którym ci, którzy rzeczywiście zasługują na medyczną opiekę albo jej nie otrzymują, albo zmuszeni są do zmierzenia się z procesem leczenia, który ich tak na prawdę nie powinien dotyczyć. Autorytet medycyny musi na tym ucierpieć i to nie tylko dlatego że wizyta u specjalisty – i tak się dzieje nie tylko u nas ale też na całym świecie – często zostaje skrócona do 15 min, by zdążyć w jednym dniu obrobić kolejki z kilku przychodni. A kiedy wyparowuje autorytet otwierają to drzwi do diagnozowych spekulacji, w których z czasem rzeczywiste przypadłości – zarówno te w ciele, jak i w głowie, coraz bardziej przestają się liczyć.

Pozdrawiam