
Moda na diagnozy
15 sierpnia 2025
Pułapka porównawcza, jako forma manipulacji
1 września 2025
Transkrypcja tekstu:
Wyobraźmy sobie taką oto czteroosobową rodzinę: rodzice Anna i Bogdan i dwójka dzieci Asia i Michaś. Anna i Bogdan są oczywiście najlepszymi rodzicami na świecie, a przynajmniej dosyć często tak o sobie mówią, a ich rodzina jest po prostu idealna, co również wiemy z ich własnych zapewnień. Ich zdaniem idealna jest Asia, która podobnie jak rodzice lubi błyszczeć, zbierać pochwały i być stawiana na piedestale społecznego wzornictwa. Trochę gorzej jest z Michasiem, nie dość że jakiś taki wyciszony, to jeszcze ewidentnie pozbawiony rodzinnej nadaktywności ruchowej. W każdym razie rodzina sobie tak funkcjonuje, żeby było maksymalnie fajnie, wzorowo i chwalebnie. Jak na przykład mama urządza przyjęcie z okazji imienin Asi to wiadomo, że jest to najlepsze przyjęcie w historii, no może nie całej ludzkości, ale na pewno tej rodziny. Jak tata organizuje wakacje, to wiadomo, że będzie szałowo, rozrywkowo i popisowo, no bo przecież jakżeby inaczej. Niestety czasem, a nawet często okazuje się, że życzeniowe wizje wspaniałości egzystencji rozmijają się z rzeczywistością, w której jak coś może pójść nie tak, to niestety zawzyczaj pójdzie. I co tu teraz z tym zrobić – przyjęcie miało być cudowne, a ciasto własnoręcznie pieczone okazało się zakalcem. Punktem kulminacyjnym wakacji, miała być noc pod chmurką z rodzinnym liczeniem spadających perseidów, ale okazało się, że były chmury i nic nie było widać a do tego do śpiworów powłaziły mrówki. Jak tu wybrnąć z takiego impasu, w którym zapowiedzi wszelkich wspaniałości trzeba zderzyć z rzeczywistą porażką. I tu pojawia się podpowiedź, która możemy mi. in. znaleźć na witrażach katedry Lincolna w środkowo wschodniej Anglii, która wskazuje proste rozwiązanie – to wszystko przez Michasia. Bo jak mama piekła ciasto to się kręcił koło niej zupełnie ją rozpraszając, a jak tata organizował wakacje to gdyby nie Michał odciągający go od tej organizacji, mógłby się lepiej skoncentrować. I to właśnie przestawiają witraże w katedrze Lincolna. Widzimy tam rytuał, opisywany w Księdze Kapłańskiej, ale pochodzący najprawdopodobniej ze Starożytnej Syrii i dobrze również znany w Starożytnej Grecji. W tym rytuale dana społeczność chcąc pozbyć się poczucia winy za własne grzechy i wymazać je z własnych uczynków wybierała dwie kozy. Jedną z nich przeznaczano na ofiarę Bogu, w którego dana społeczność aktualnie wierzyła, co zazwyczaj oznaczało rytualne i natychmiastowe uśmiercenie ze złożeniem na ołtarzu. Drugą kozę czekał nie lepszy los. Otóż główny kapłan wiązał na jej rogach czerwoną wstążkę (tu kolor i wstążki zmieniały się w zależności od kultury uprawiającej ten proceder), po czym wyprowadzał kozę na pustynię, by zrzucić ją z urwiska, co miało zapewnić społeczności, że wraz z kozą pozbywa się ona wszystkich występków, grzechów, czy niepowodzeń. W ten sposób tworzono rodzaj oczyszczenia, w którym kluczową rolę z czasem grało przeniesienie odpowiedzialności za własne czyny na kozła. Z czasem ten zwyczaj przerodził się w sprytny psychologiczny proces, który do przekonania „to wszystko nie moja wina” dodawał jeszcze mantrę „to wszystko wina kozła”. Co więcej to mechanizm, który skutecznie utrzymuje przekonanie, że dana społeczność nie tylko nie ma sobie niczego do zarzucenia, ale jest również dobrze, wręcz wzorcowo zarządzana. Przywódca, czy przywódcy zrzucają winę na kozła zawsze kiedy może istnieć choć cień podejrzeń, że sytuacja zarządzanej przezeń grupy wskutek ich decyzji się pogorszyła. W ten sposób można utrzymywać przekonanie – zarówno reszty społeczności, jak i własne – o swojej wspaniałości, nieomylności, czy perfekcji. Dowód tej tezy znajdziemy m. in. w badaniach naukowców z Australijskiego Uniwersytetu Narodowego przeprowadzonych w 2022 roku, w których wykazano, że rola kozła ofiarnego narzucona dziecku w rodzinie często skorelowana jest z narcystycznymi rodzicami. Okazało się, że jeśli w danej rodzinie oboje rodziców wykazywało się cechami narcyza wrażliwego lub też ojciec wykazywał się cechami narcyza wrażliwego a matka wspaniałego, to taka narcystyczna konfiguracja zazwyczaj towarzyszyła mechanizmowi roli kozła ofiarnego nadawanej jednemu z dzieci. Jeśli nie pamiętacie czym różnią się te dwa typy narcyzmu odsyłam do książki Narcyz, w której opisuję je pośród innych odmian. Wróćmy jednak do badań, których wyniki pokazują, że rola kozła ofiarnego w rodzinie staje się niezwykle ważną zmienną, za pomocą której narcystyczni rodzice regulują dysonans, który powstaje pomiędzy snutą przez nich wizją własnej wspaniałości, a brutalną rzeczywistością, która tej wizji przeczy. Wtedy dziecko w roli kozła ofiarnego przejmuje na siebie ciężar winy i wstydu niejako zdejmując tę samą winę i wstyd z barków swoich opiekunów. Co więcej, staje się również celem wyładowywania frustracji rodziców w tych wszystkich sytuacjach, w których sprawy przybierają nieoczekiwany obrót. Oczywiście kozioł ofiarny pojawia się nie tylko w rodzinach narcystycznych, ale tam możemy się go spodziewać z dużo większą pewnością. Kiedy tak się dzieje dziecko poddane tej relacyjnej dynamice otrzymuje etykietę kogoś z kim są wieczne problemy i kto sprawia wyłącznie kłopoty. Jednak samo obarczenie winą dziecka w rodzinach, w których nie ma ono rodzeństwa rodzi poważny problem. Bo jeśli jedyne dziecko sprawia kłopot, to oznacza, że ta rodzina ma nie potrafi sobie radzić z dziećmi. Problem ten, jednak łatwo jest rozwiązać w rodzinach z dwójką lub większą ilością dzieci. Wówczas rodzice narzucający rolę kozła ofiarnego jednemu dziecku jednocześnie gloryfikują inne, które ma stanowić przeciwwagę do tego obwinianego. Wtedy można chwalone dziecko demonstrować znajomym, rodzinie i sobie, jako wzór cnót wszelakich, bo za wszystko to co się nie udaje obrywa kozioł ofiarny. Rodzina wówczas za pomocą wychwalanej dziecięcej przeciwwagi chroni swój wizerunek, co pozwala jej uniknąć konfrontacji z prawdą i jednocześnie odsuwa podejrzenie, że tą rodziną jest coś nie tak. I właśnie o tym mają zaświadczać narracje rodziców o wspaniałości własnej oraz dziecka anioła. Coś nie tak w takiej sytuacji zrzucane jest na kozła ofiarnego i sprawa załatwiona. Ale to nie koniec problemów, których doświadcza tak stworzony kozioł ofiarny – okazuje się bowiem, że poprzez te samą narrację, w której rodzina chroni samą siebie jego rola eksportowana jest na zewnątrz i normalizowana przez resztę rodziny, otaczającą społeczność i wszelkie nowe kontakty, które co do istnienia takiej roli są otwarcie informowane. „Wiesz, z Michasiem tak zawsze, to zakała rodziny” informuje więc ciocia Henia swojego nowego męża na pierwszej wspólnej rodzinnej kolacji. I w ten sposób rola kozła ofiarnego zaczyna organizować mu całe życie towarzysząc mu nie tylko w rodzinie i wśród najbliższych, ale też często w szkole zarówno wśród nauczycieli, jak i rówieśników. Nie dość że osoba w roli kozła ofiarnego jest oskarżana o najgorsze, by wziąć na siebie winę za innych to bardzo często jej podstawowe potrzeby są albo ignorowane albo też odrzucane. I tutaj pewną ciekawostkę podaje dr Karen Stollznow, badaczka komunikacji międzykulturowej i lingwistyki stosowanej specjalizująca się w języku uprzedzeń. Otóż okazuje się, że kozły ofiarne postrzegane z racji swej roli jako słabsze, mniej zdolne do obrony i publicznie przez lata deprecjonowane buntując się przeciwko niesprawiedliwości oceny potrafią zdobyć się na niezwykle silną motywację, by przez udowodnienie swojej prawdziwej wartości finalnie utrzeć swojej rodzinie nosa. Jak pisze Stollznow: „Ich bunt przeciwko niesprawiedliwości, z którą się borykają, służy jako mechanizm radzenia sobie, a ich odporność jest napędzana przez głębokie pragnienie sprawiedliwości po latach złego traktowania.” Finalnie więc już w dorosłym życiu dawne kozły ofiarne osiągają dużo więcej niż cała ich rodzina razem wzięta, wliczając w to wychwalaną w przeciwwadze do kozła siostrę czy brata. Oczywiście same osiągnięcia nie niwelują problemu, bo dawny dziecięcy kozioł ofiarny już w swym dorosłym życiu będzie się musiał mierzyć z wciąż żywymi ranami zadanymi przez najbliższych, z których fałszywe oskarżenia wydają się jednym z mniejszych kalibrów. W rzeczywistości kozioł ofiarny czuje się zdradzony przez tych, których powinno się obdarzać najwyższym zaufaniem i do których chcemy się zwracać w trudnych chwilach po wsparcie. Takiego wsparcia kozioł ofiarny nie otrzymywał nigdy, bo w jego miejsce wszczepiano mu przekonanie, że jest z natury zły, gorszy lub wybrakowany. Czy da się jakoś poradzić sobie z taką przeszłą traumą. Dr Stollznow, pod czym i ja się podpisuję – mówi, że i owszem, ale najpierw musi zostać spełniony podstawowy warunek. Jest nim zrozumienie, że to czego doświadczył kozioł ofiarny wynika z dysfunkcji rodziny i jej zerowych umiejętności radzenia sobie z niepowodzeniami, emocjami i czy sytuacjami konfliktowymi. Zrozumienie, że kozioł był lekarstwem a nie przyczyną. A to oznacza, że przerzucana nań wina w rzeczywistości z jego zachowaniem, cechami osobowości czy czymkolwiek własnym nie miała niczego wspólnego, a służyła jedynie innym do tego, by z tą winą nie musieli się zmierzyć. To zrozumienie ma kluczowe znaczenie, bo bez niego wszelkie metody wsparcia, narzędzia czy techniki poprawy jakości życia dawnego kozła po prostu nie będą działać.
Pozdrawiam
Link do badań:
https://www.tandfonline.com/doi/full/10.1080/00223980.2022.2148088
