Mentor, Dementor, Tormentor, czyli jak rozpoznać toksycznego szefa?

Fałszywa nadzieja, czyli klątwa stłuczonego talerzyka
1 sierpnia 2025
Moda na diagnozy
15 sierpnia 2025
Fałszywa nadzieja, czyli klątwa stłuczonego talerzyka
1 sierpnia 2025
Moda na diagnozy
15 sierpnia 2025

Transkrypcja tekstu:
Kiedy przed kilku laty Helen Patterson, autorka książki „Wykreuj kulturę mentora” wstawiła przed słowo „mentor” przedrostek „de” wyglądało to jedynie na zręczną zabawę słowną, w której autorka przyrównała toksycznych mentorów, czyli tych liderów, których wszyscy w naszej pracy mamy serdecznie dosyć do mrocznych widmowych postaci z książek o Harrym Potterze zwanych Dementorami. Ten słowny zabieg w dosyć sprytny sposób oddawał mroczną stronę relacji przełożony podwładny, w której – podobnie jak w „Więźniu Azkabanu” – tu zacytujmy Rowling: „Dementorów ciągnęło do dużych skupisk ludzkich, w szczególności jeśli zgromadzeni odczuwali silne emocje, ponieważ dla tych stworzeń stanowiło to zapowiedź uczty” oraz „Stałe przebywanie w obecności dementorów mogło doprowadzić do trwałych zmian w osobowości oraz psychice (od łagodnych postaci depresji nawet do skrajnych postaci szaleństwa), jak w przypadku długoletnich więźniów Azkabanu”. Cytując kolejnego klasyka, czyli tym razem dr. Travisa Bradberry’ego powiedzielibyśmy, że Dementor w pracy to taki rodzaj szefa, który kiedy pojawia się w biurze, to od razu „robi się tam ciemno, ludzie marzną i zaczynają przypominać sobie najgorsze wspomnienia”. Dementor w pracy zamraża rzeczywistość, nigdy nie wiadomo co powiedzieć, bo każde nieopatrznie wypowiedziane słowo może pogorszyć i tak już nie najlepszą sytuację pracownika. Nigdy nie wiadomo też czego się spodziewać, po tym lodowatym draniu. Przy czym dodajmy – używam formy męskiej bo została ona użyta w powieści Rowling, co nie oznacza, że w przepastnych korporacyjnych przestrzeniach nie hasają równie obficie dementorki, równie lodowate i zawzięte, jak ich męskie odpowiedniki. Ale zdecydowanie najgorsza umiejętność dementorów, to wyrażana pocałunkiem kradzież duszy. Kiedy bowiem dementor składa swój pocałunek, oznacza to że wraz z tym aktem z dawnego życzliwego innym pracownika zostaje jeno pusta skorupa, rodzaj zombie, w pełni sterowalny mechaniczny twór, który wykona każdy rozkaz, posunie się do każdego obrzydlistwa byle tylko zatrzymać posadę i nie narazić się swojemu władcy. Pocałunek dementora to jego ostateczna broń, w której całkowicie zniewala i podporządkowuje sobie podwładnego na resztę życia. Jest taka scena w komedii „Szefowie wrogowie”, w której szef Dave Harden grany przez Kevina Spacy’ego mówi do swojego pracownika Nicka: „Powiem ci coś, ty głupi mały karzełku – jestem twoim właścicielem i nie myśl że masz jakąkolwiek wolną wolę, bo mogę cię w każdej chwili zmiażdżyć, więc siedź cicho, bo będziesz tu bardzo długo” Słowa godne dorodnego dementora, prawda?
W 2015 roku zespół badaczy z Uniwersytetów Colorado i Michigan zaproponował kolejną definicję toksycznego szefa używają tym razem słowa tormentor, który to termin jest połączeniem słów toksyczny i mentor. Co więcej w swych badaniach naukowcy wskazali na dwa podstawowe rodzaje tormentorów w firmach: aktywny oraz pasywny. Każdy zaś z tych rodzajów dzieli się na trzy pod rodzaje, które jednocześnie stanowią przyczynek do tego, by ich prawidłowo w swoim środowisku pracy rozpoznawać. Zapnijmy zatem pasy i przyjrzyjmy się im po kolei. Pierwszy typ aktywnego tormentora to porywacze, czyli tacy szefowie, którzy przypisują sobie pomysły, projekty czy rozwiązania podwładnego. Naukowcy podkreślają, że dzieje się tak najczęściej wówczas, kiedy przełożonemu brakuje kreatywności, pomysłów czy umiejętności, a więc „porwanie” wypracowań podwładnego to jedyna droga, by się wykazać, utrzymać swoją pozycję czy przekonanie otoczenia o wartości. Problem w tym, że często dzieje się to przy braku większych protestów pracowników, bo ci ostatni wciąż wierzą, że w końcu chwała szefa spłynie i na nich przynosząc im korzyści, na przykład w postaci docenienia. Niestety kiedy się orientują, że zostali nabici w butelkę szkód wyrządzonych takim działaniem nie da się już zignorować. Drugi typ aktywnego tormentora to wyzyskiwacz. To szefowie przydzielający swoim podwładnym zadania, których wykonanie znajduje się dużo poniżej ich rzeczywistych kompetencji. To więc szef, który realizuje swój egoistyczny plan kariery wysługując się podwładnym kierując go do najgorszych, niezwiązanych z jego specjalizacją zadań i jednocześnie tłumaczy to ceną edukacji. Przekonuje, że zdobycie umiejętności wymaga poświęceń i odstawienia na boczny tor własnych ambicji. W ten sposób celowo hamują rozwój swoich pracowników dokładnie kontrolując ich całe zawodowe życie i tłumiąc zapędy do kariery. Trzeci typ to posiadacz, czyli taki tormentor, który zawłaszcza pracownika wyłącznie dla siebie, by się nim wysługiwać i go wykorzystywać. Jednocześnie posiadacz izoluje podwładnego od interakcji społecznych, kierując się zazdrością lub obawą, że podwładny może przejrzeć na oczy i chcieć opuścić swojego oprawcę. W tym celu posiadacz wszczepia swojemu podwładnemu poczucie wyjątkowości, żeby go przekonać, że tylko posiadacz jest w stanie docenić jego umiejętności i walory. Ale jednocześnie pilnie strzeże, żeby te walory nie były docenione nigdzie indziej. Mami go więc nagrodami – jak awans czy premia, które nigdy nie zostają urzeczywistnione a służą jedynie utrzymaniu go przy sobie jak najdłużej, bo dzięki temu może w nieskończoność zaspokajać wyłącznie własne potrzeby.
Drugi rodzaj to tormentorzy pasywni, którzy zostali sklasyfikowani w badaniach jako trzy podstawowe typy. Pierwszy został określony terminem „wąskie gardło”, oznaczającym takie działanie tormentora, które celowo obniża produktywność podwładnego. Czyni więc wszystko by za pomocą własnej bezczynności przedłużać terminy, wynajduje zawsze jakieś powody by uzasadnić, że projekt jeszcze nie może zostać zakończony bo nie spełnia wszystkich wymogów, czy też tak steruje scenariuszem zdarzeń, by spowolnić działanie podwładnego. W rezultacie wokół tego ostatniego tworzy się przekonanie o niskiej sprawczości, słabych wynikach, opieszałości, a więc również niskiej skuteczności i wartości jako pracownika. Pracownik więc utyka przy takim tormentorze na wiele lat, co skutecznie hamuje jego rozwój i karierę, ale jednocześnie sprowadza go do narzędzia będącego pod całkowitą kontrolą tormentora. Drugi typ to „Klubowicz Country Club”, czyli osoba która chce być przyjacielem wszystkich, unika konfliktów, angażowania się w trudne rozmowy, podejmowania kluczowych decyzji czy szukania rozwiązań. Klubowicze Coutry Club minimalizują znaczenie konfliktów czy problemów i uznają, że głównym celem ich sposobu zarządzania jest zdobycie popularności, a „liczba podwładnych” służy jedynie promowaniu kapitału społecznego, a nie odpowiedzialności. To zatem szef, od którego nigdy nie otrzymuje się wsparcia i pozostaje się z nierozwiązanym problemem, bo bycie miłym i popularnym staje się ważniejsze od czegokolwiek. Ostatni typ pasywnego tormentora, to ktoś, kogo naukowcy nazwali światowym podróżnikiem. To ktoś, kogo wiecznie nie ma, bo albo jest w podróży, albo właśnie gdzieś bryluje na gościnnych występach. Czyli jednocześnie ktoś, kto dla swoich pracowników i dla samego zarządzania po prostu ma zbyt mało czasu. Pozostawia wiele nie rozwiązanych spraw, bo sam nie podejmuje żadnych decyzji, a pracownicy nie są w stanie samodzielnie wielu problemów rozwiązać, chociażby ze względu na ograniczoną decyzyjność. Im zaś większy sukces zawodowy towarzyszy światowemu podróżnikowi, tym większy problem z jego nieobecnością mają jego pracownicy. Tym większe utknięcie i siłą rzeczy tym wolniejszy rozwój albo też jego całkowity brak.
Trudno powiedzieć, który rodzaj mentora zdominował dzisiejsze czasy. Czy wciąż możemy liczyć na mentorów z prawdziwego zdarzenia, czy też nawet w upały powinno się nosić do roboty puchowe kurtki by chronić się przed mrozem dementorów i za wszelką cenę unikać ich pocałunków. A może przybywa nam tormentorów i to w szalonym tempie i tylko należy się szykować na to, że z biegiem lat zaczną się pojawiać coraz to nowe ich podtypy. Niezależnie od tego jednak jak wielu ich jest, musimy pamiętać, że spotkanie ich na swej drodze nie wróży niczego dobrego. Profesor Ruth Gotian z nowojorskiego uniwersytetu Weill Cornell Medicine wskazuje, że tormentorzy (a dementorzy już w szczególności) nie tylko zmniejszają satysfakcję z pracy i przyśpieszają proces wypalenia zawodowego, ale tłumią rozwój kariery zawieszając na lata swoich podwładnych w toksycznym środowisku, z którego bardzo trudno się wyrwać. Łamią pewność siebie, podważają wiarę we własne umiejętności i pozostawiają trwałe blizny na zaufaniu do innych, niszcząc marzenia, plany i szanse nawet na najmniejszy zawodowy sukces. I owszem trzymają podwładnych w ryzach dyscypliny ale tak naprawdę przynoszą jedynie straty a nie zyski, bo bez ich toksycznego przywództwa można by było i zarabiać więcej i szybciej się rozwijać. Kiedy więc spotkasz na swej drodze tormentora czy też wymienione typy właśnie przypomniały ci twojego szefa czy szefową to wiedz, że to spotkanie nie jest gratis. Trzeba będzie zapłacić za nie koszty obniżonego poczucia własnej wartości, stresu czy zrujnowanego systemu emocjonalnego, co może mieć skutki jeszcze na wiele lat, kiedy po przygodzie z tormentorami nie zostanie już nawet wspomnienie. Zawsze więc warto rozważyć, czy ta gra jest warta świeczki.
Pozdrawiam