
„Domyśl się” – zapowiedź erozji relacji
18 lipca 2025
Fałszywa nadzieja, czyli klątwa stłuczonego talerzyka
1 sierpnia 2025
Transkrypcja tekstu:
Coraz częściej dochodzą do nas zewsząd alarmujące informacje o pandemii samotności zataczającej coraz większe kręgi, której jednym z powodów ma być coraz mniejsza umiejętność zawiązywania nowych, trwałych i bliskich znajomości z innymi ludźmi. I to nie tylko wśród reprezentantów najmłodszych pokoleń, ale również wśród pozostałych. Jenak rzadko kiedy w tych utyskujących na współczesne społeczeństwo głosach da się słyszeć podniesienie problemu iluzji oczekiwań, która może się skrywać za tym powszechnym samotnościowo pandemicznym przeświadczeniem. Bo może – jak uważa kilku zbuntowanych naukowców – to nie jest do końca tak, że jako społeczeństwo stajemy się coraz bardziej samotni, ale tak, że w jakiś magiczny sposób uwierzyliśmy, że koniecznie na każdym etapie swojego życia musimy mieć wokół siebie wielu znajomych, znajdować się zawsze w grupie wielu nieustannie kontaktujących się ze sobą przyjaciół i wieść codziennie niezmiernie bogate życie towarzyskie. A uwierzyliśmy w taką potrzebę i zaczęliśmy ją podzielać, bo uznaliśmy że wszyscy wokół mają więcej znajomych i przyjaciół od nas. A skoro tak, to pewnikiem jesteśmy czegoś ważnego pozbawieni, coś nas omija i stawia w szeregu tych, którzy mogą jedynie z zazdrością patrzeć na życie innych – dodajmy: życie ociekające bujnymi przyjaźniami. Pokażmy to na przykładzie – oto Leszek, który nazbyt często scroluje facebooki i instagramy, na których przegląda posty swoich znajomych. Tu impreza, tu jakiś wspólny wypad za miasto, tu znowu wizyta na koncercie lokalnej gwiazdy coverów, na którym wszyscy się znają. Tak przynajmniej wynika z roześmianych gromadek na zdjęciach. „Ja pierdzielę – wzdycha Leszek – ale porażka, przecież wszyscy mają więcej znajomych niż ja.” I to westchnienie prowadzi Leszka do pogorszenia nastroju i konstatacji, że jego życie towarzyskie jest dużo mniej wartościowe od innych, a więc pewnikiem z nim musi być coś nie tak. „Och jakim muszę być przegrywem – kontynuuje Leszek – skoro moje ostatnie przyjaźnie to te z liceum i podstawówki, po którym to czasie nie pojawiły się już żadne inne?”. Pozwólmy że Leszkowi na to ostatnie zdanie odpowie profesor Harwardu Robert Putnam, autor bestsellerowej książki „Samotna gra w kręgle” z 2000 roku. Otóż pan profesor mówi co następuje: „Dla wielu ludzi przyjaźnie nawiązane w szkole, college’u lub wczesnym życiu w pracy są ostatnimi nowymi przyjaźniami, jakie kiedykolwiek nawiążą”. A to oznacza drogi Leszku że nie jesteś jakąś specjalną towarzysko nieporadną fają, bo my wszyscy tak mamy. Problem leży nie w tym, że twoje życie przyjacielskie wygląda jak wygląda, tylko w tym, dlaczego uznajesz, że koniecznie powinno być inaczej. A uznajesz tak, podobnie jak większość ludzi na skutek zjawiska, które nazywamy „paradoksem przyjaźni”. Rodzaju iluzji wytworzonej przez algorytmy mediów społecznościowych, w której – tu zacytujmy definicję tego paradoksu głoszącą, że „twoi przyjaciele mają średnio więcej przyjaciół niż ty”. To zjawisko znane i przebadane już wielokrotnie polega na błędzie percepcji, w którym przeceniamy częstotliwość występowania danej cechy lub opinii na podstawie obserwacji, tzw węzłów połączeń pomiędzy ludźmi, których ilość szacujemy na podstawie własnej perspektywy obserwacyjnej czyli sieci bezpośrednio nas otaczających, a nie na podstawie rzeczywistego rozkładu węzłów w całej sieci. Wiele badań wykazało zaś, że na przykład w sieciach z grupą większościową i mniejszościową węzły wykazują tendencję do przeceniania grupy mniejszościowej, co tworzy błędne wrażenie większej popularności mniejszościowego zjawiska niż to ma miejsce w rzeczywistości. To złudzenie większości zostało dosyć gruntownie zbadane przez Kristinę Lerman z Uniwersytetu Południowej Kalifornii w 2024 r., która dosyć precyzyjnie wykazała w jaki sposób paradoks przyjaźni tworzy błąd percepcji wzmacniając iluzoryczne przekonania w sieciach społecznościowych. W tym błędzie uznajemy, że coś jest znacznie bardziej powszechne tylko dlatego, że osoby o dużej popularności wywierają nieproporcjonalnie duży wpływ na sieć, ponieważ ich zachowania i opinie są częściej obserwowane i naśladowane. Tak się dzieje w przypadku obserwowania liczby przyjaciół i kontaktów społecznych innych osób, w której odnosimy wrażenie, że najczęściej przez nas obserwowani ludzie mają dużo więcej przyjaciół od nas samych. Dodajmy do tego jeszcze inny czynnik a mianowicie sam kontekst umieszczania przez ludzi postów czy zdjęć dotyczących ich aktywności. Zdjęcia i treści prezentujące ludzi w dobrym nastroju, cieszących się towarzystwem czy aktywnością z innymi są w społecznościówkach dominujące. Raczej nie chwalimy się w sieci samotnie spędzonym sylwestrem przed telewizorem, czy przygnębiającym nastrojem w izolacji społecznej. Jeśli wyobrazimy sobie kogoś, kto w ciągu jednego tygodnia sześć dni spędził sam w domu, a siódmego dnia poszedł na imprezę do klubu czy na koncert, to jasne się staje, że jeśli ta osoba zechce się podzielić ze światem swoimi przygodami, to raczej umieści w sieci zdjęcie z dnia imprezy, a nie z pozostałych sześciu dni. To co więc widzimy obserwując daną osobę, to jej rzadką, ale jedyną eksponowaną aktywność towarzyską, zaś nie widzimy niczego co dokumentowało by pozostałą większość czasu, która ta osoba spędza sama ze sobą. Po kilku miesiącach, kiedy scrolujemy swoje media społecznościowe i co jakiś czas trafiamy na posty wspomnianej osoby zaczyna nam się ona jawić jako ktoś o wielu znajomościach, obfitym życiu towarzyskim i wielu kontaktach, skoro na publikowanych przez siebie zdjęciach oznacza też inne osoby biorące udział w tych samych koncertach, spotykane w tych samych pubach, czy innej społecznej aktywności. Wnioskujemy więc, że to osoba o wielokrotnie większych kontaktach towarzyskich od naszych, a więc posiadająca dużo więcej przyjaciół i znajomych niż my. Kiedy teraz zsumujemy te dwa zjawiska – paradoks przyjaźni i selektywność publikowanych treści otrzymujemy silną dawkę przekonania, że z nami samymi musi być coś społecznie nie halo, skoro wszyscy wokół wiodą tak bujne życie towarzyskie, z którym nasze nie ma co się równać. I tu pojawia się problem, bo to mylne przekonanie powstałe na podstawie obserwacji iluzji a nie rzeczywistości zaczyna infekować społeczne postrzeganie samych siebie. Im szybciej zaś damy się porwać temu zjawisku tym szybciej możemy się spodziewać spadku poczucia własnej wartości i wiary w nasze relacyjne możliwości.
Dr Loren Soeiro, nowojorski psycholog wskazuje, że paradoks przyjaźni coraz częściej z mediów społecznościowych przenoszony jest na realne obserwacje w świecie. Podaje przykład pewnej trzydziestolatki, która przechodząc obok kawiarnianej witryny, za która widzi grupę roześmianych kobiet świętujących jakąś uroczystość podpada w przygnębienie uznając, że jej społeczne życie jest nie udane, podczas gdy towarzyskie życie wszystkich innych tętni i rozkwita. To kolejny przykład karmienia się iluzją na podstawie własnych obserwacji, podczas której to iluzji sami siebie przekonujemy, że inni mają więcej przyjaciół niż my, bo na przykład dużo lepiej od nas pielęgnują przyjaźnie z przeszłości oraz mają wyższe umiejętności zawierania trwałych i silnych przyjaźni nowych. Tymczasem na przykład profesor Jeffrey Jensen Arnett z Uniwersytetu Clarka, opierając się na własnej pracy badawczej przekonuje, że liczba i intesywność przyjaźni większości ludzi jest najwyższa pomiędzy 18, a 29 rokiem życia, a później zaczyna drastycznie spadać. Przeprowadzamy się do innych miast, podejmujemy inną pracę, zmieniamy środowisko, zainteresowania, opinie, styl życia i wiele innych obszarów naszego życia, co powoduje, że dawne przyjaźnie zaczynają wygasać, bo nie ma już żadnych powodów które mogłyby jej nieustannie zasilać. W życiu dorosłym zawiązywanie nowych przyjaźni staje się też dużo trudniejsze i dużo rzadsze, chociażby z tego powodu, że potrafimy dużo precyzyjniej określić nasze potrzeby, preferencje, czy to co nas interesuje a co nie, To na co chcemy poświęcać czas i energię od tego co uznajemy za tego czasu i energii wyłącznie marnotrawstwo. Wraz z tą świadomością topnieje potencjalna ilość osób, które będą potrafiły dokładnie wpasować się w nasze zainteresowania i preferencje swoimi. A przecież kiedy mieliśmy po kilkanaście lat nie byliśmy jeszcze tak dookreśleni w tym względzie co powodowało większą tolerancję dla tych cech u innych, które już jako dorośli ludzie stanowczo odrzucamy.
Niestety paradoks przyjaźni jest niezwykle niebezpiecznym zjawiskiem bo wielu ludziom karze wierzyć, że coś z nimi musi być społecznie nie tak, skoro nie są tak towarzysko rozchwytywani, jak wszyscy w około. I wtedy pojawia się przygnębienie, celowa izolacja, wycofanie i autodeprecjacja. Wszystkie nasze emocjonalne koszmary, które mimo że powstały wyłącznie w skutek iluzji, same już niestety iluzja nie są.
Pozdrawiam
