
Czy ktoś, kto Cię raz oszukał, oszuka Cię ponownie?
6 czerwca 2025
Porażka stawiania granic
20 czerwca 2025
Transkrypcja tekstu:
Oto wyobraźmy sobie Mirka, który właśnie dowiedział się że jego dziewczyna Iza, delikatnie mówiąc nie była wobec niego zbyt lojalna. Kiedy bowiem na towarzyskim horyzoncie pojawił się Krzysiek, ze swoją czarno matową bryką, związek Izy z Mirkiem zaczął się niebezpiecznie chybotać. Może to wina zwróconej przez Mirka uwagi, że nie powinna tak trzaskać drzwiami w jego napędzanym gazem Passerati, ale to przecież z troski, bo te drzwi już raz kiedyś odpadły. Koniec końców Mirek siedzi wkurzony i spowity kurzem spod czarnomatowych opon fury, którą właśnie Krzysiek powiózł Izę ku jej zdaniem fajniejszemu życiu. I wtedy do Mirka podchodzi pan Zdzisiek podsuwając mu pod nos petycję usunięcia z urzędu prezesa spółdzielni mieszkaniowej, gdyż na to miejsce szykuje się pan Zdzisiek we własnej osobie. No podpisz petycję Mirosławie, przekonuje pan Zdzisiek. „Ale z jakiej racji?”. „A z takiej, że ten ćwok spółdzielniany też jeździ matowo czarnym autem – odpowiada pan Zdzisław – a co ty nie wiesz jacy to ludzie są? A na dokładkę mam tutaj jeszcze nalepki z napisem „idiota”, które jak przykleisz mu na lakier to se pół lakieru zedrze żeby je zerwać. W promocji – cztery za stówkę” Dawaj pan ten kwit do podpisania – odpowiada Mirek – a i te wredne wlepy też wezmę!”
Co tu się właśnie odmirkowało? W tej zmyślonej scence pan Zdzisław zagrał dla nas rolę społecznego handlarza cierpieniem, czyli kogoś, kto uznaje, że cierpienie może być doskonałym motywatorem klienckiej decyzji jeśli tylko potrafi się je odpowiednio podsycić i wykorzystać. Mechanizm tego dealu jest prosty. Nie szuka się w nim potencjalnych klientów wszędzie i pośród wszystkich, a jedynie pośród tych, którzy z jakiegoś powodu cierpią. I tych powodów może być bardzo wiele, zaś samo cierpienie może przybierać różne formy i poziomy. To może być głośne zbuntowane cierpienie spod znaku „Nienawidzę was wszystkich i nigdy wam nie zapomnę wyrządzonych mi krzywd i niesprawiedliwości”, ale może to być również cierpienie ciche i ukryte, eksponowane jako przygnębienie, smutek czy rozgoryczenie, które pojawiły się w efekcie jakiegoś niezrealizowanego zamierzenia. Obydwa rodzaje cierpienia mogą się pojawić również na planie zbiorowym, kiedy jednostki podzielające cierpienie komunikują się i łączą w grupy zbieżnych światopoglądów na przykład poprzez serwisy społecznościowe. Dr. Daniel Trottier, profesor z Uniwersytetu Erazmus w Rotterdamie w jednej ze swych książek daje przykład zbiorowego cierpienia pokolenia Zet, które nazywa cichą pokoleniową żałobą i której źródła wskazuje w znikającym poczuciu bezpieczeństwa, zmniejszających się możliwości, braku stabilności oraz pesymistycznych wyobrażeń przyszłości. Ale to tylko jeden z przykładów, bo wspólnota cierpienia nie dotyczy wyłącznie pokoleń, ale jest również notowana w dużo mniejszych grupach społecznych. Począwszy od na przykład pracowników tej samej organizacji, a skończywszy na osobach borykających się z obniżeniem dochodów w skutek takich a nie innych politycznych decyzji. Ale wróćmy do schematu monetyzacji cierpienia. Kiedy konkretne cierpienie zostanie już namierzone przez wyspecjalizowanych społecznych handlarzy rozpoczyna się faza złożona z dwóch kroków: najpierw handlarz cierpienia potwierdza jego istnienie w swoim potencjalnym kliencie. To faza, w której klient słyszy – tak, wiem że cierpisz i łączę się z tobą w twym bólu potwierdzając jego zasadność. Następnie pojawia się proces wzmocnienia cierpienia, w którym handlarz zwraca uwagę klientowi, że w istocie powodów do cierpienia jest więcej, a więc samo cierpienie też powinno być większe. Kiedy haczyk zostanie połknięty przychodzi czas na kluczową fazę. To faza kierunkowania odpowiedzialności za cierpienie, w której handlarz podsuwa klientowi przekonanie o winie. I tutaj winą za cierpienie mogą zostać obarczone konkretne osoby – czyli wdrukowana zostaje koncepcja „to przez nich cierpisz” albo też jakiś brak, co jest na przykład realizowane za pomocą koncepcji „cierpisz, bo brakuje ci tego, czego pragniesz lub tego, co sprawi, że twoje cierpienie zniknie lub się zmniejszy”. Ten krok z jednej strony wymaga sprytnego znalezienia w miarę wiarygodnego połączenia pomiędzy skutkiem a przyczyną, czyli cierpieniem a jego powodem, a z drugiej strony otwiera wiele możliwości bo klient na tym etapie procesu staje się wyjątkowo podatny na sugestie upatrując w nich ulgi, której szuka i której samodzielnie nie potrafi znaleźć. Mówiąc inaczej – na tym etapie handlarz ma wielce ułatwione zadanie by wcisnąć klientowi kolorowy kit i tylko od jego kreatywności zależy to, jak mało wciskany kit może mieć wspólnego z prawdą i rzeczywistością. Jeśli zaś haczyk zostanie połknięty i klient uzna, że odnalazł właściwą przyczynę lub winnych swojego cierpienia, to stąd już tylko mały krok do tego by podjął taką decyzję do której urabia go handlarz. Kupił to co mu handlarz proponuje i co ma mu pomóc w pozbyciu się cierpienia, zagłosował w jakichś wyborach przeciwko tym, którzy zostali przez handlarzy obarczeni odpowiedzialnością za cierpienie lub ruszył na ulicę, by w zamieszkach ukarać albo przepędzić tych, których uznaje za autorów swojego cierpienia. Monetyzacja cierpienia zatem to taki rodzaj manipulacji jego kontekstem, by finalnie na skutek podjętych przez cierpiących decyzji handlarz zyskiwał – albo bezpośrednio pieniądze albo władzę czy pozycję, która finalnie mu te pieniądze przyniesie.
Dr Daniel Trottier mówi tutaj o zjawisku społecznego żalu, budowanego na świadomości straty wynikającej albo z przekonania, że utraciło się coś cennego – jak na przykład poczucie bezpieczeństwa, dochody, czy jakiś rodzaj dawnego stylu życia, lub też wynikającej z przekonania, że utraciło się szansę na zdobycie tego, co zdobyć się zamierzało, na przykład czegoś materialnego, przywilejów czy indywidualnie pojmowanej sprawiedliwości. Tak powstały społeczny żal staje się fundamentem wspólnego poszukiwania nowego znaczenia, co ma doprowadzić do reorientacji żalu. Rodzaju przekierowania emocji na działanie, w którego efekcie upatruje się emocjonalnej ulgi. Taką ulgę przynosi na przykład wsparcie w grupie dzielącej ten sam żal i konsolidacja społecznej opartej na empatii i współdziałaniu. Wtedy pojawia się szansa – jak mówi Trottier na konceptualizację głębszego zrozumienia świata i jego zmiany na lepsze. Chyba, że tę chybotliwą potrzebę reorientacji społecznego żalu wykorzystają handlarze cierpieniem. Bo to idealne podłoże, by na fali żalu tejże reorientacji nieco pomóc podsycają możliwość uzyskania innego rodzaju ulgi. Na przykład w tym, by sprawić żeby ktoś inny cierpiał jeszcze bardziej, w myśl zemsty za żal. Wtedy gniew tych, co mają się źle zostaje przez handlarza obrócony na powrót w złość, a ta już wymaga konkretnego i natychmiastowego działania w celu jej ujścia. I to wtedy właśnie zadośćuczynieniem za żal staje się cudza szkoda. To wtedy na przykład głosuje się w wyborach nie dlatego, że dokonało się konkretnego przemyślanego wyboru, ale żeby po drugiej stronie pojawiło się wycie.
Jednym zaś z współczesnych środowisk idealnie nadających się do wykorzystania potrzeby reorientacji żalu, czyli de facto znalezienia ulgi w cierpieniu jest internet. I przestaje mieć znaczenie czy zamieszczana treść jest prawdziwa – znaczenie ma tylko to, jak celnie uderza w potrzebę ulgi w cierpieniu. Im zaś więcej tych celniejszych trafień, tym większy potencjał na monetyzację cierpienia, co stało się intratnym interesem pod właściwie każdą długością i szerokością geograficzną, gdzie ludzie czerpią właśnie z internetu wiedzę na temat tego, jak się rzeczy mają. Efekty monetyzacji cierpienia widzimy obecnie wszędzie, a co niektórzy specjaliści już przewidują, że z każdym kolejnym rokiem będzie ich coraz więcej. W marketingu, reklamie, politycznych wyborach, wyścigu o władzę czy o sprzedaż jednych dóbr, by zdominować rynek innych. Ba, mówi się, że tego się już nie da uniknąć – monetyzacja cierpienia po prostu doskonale działa i finalnie przynosi krociowe zyski, w których głoszone przez handlarzy cierpieniem wzniosłe hasła, światopogląd czy idee nie mają znaczenia. Na początku zaś tego patologicznego łańcucha pokarmowego zawsze stoi rozżalony swoim losem człowiek, który zawsze finalnie straci najwięcej. Czy kolejne pokolenia zatrzymają ten mechanizm? Czy świadomość wreszcie wygra z chciwością? Jak sprawić, by w końcu człowiek sam decydował co zrobić ze swoim cierpieniem, a nie oddawał tej decyzji sprytnym handlarzom? To pytania, na które każdy z nas powinien sobie sam odpowiedzieć.
Pozdrawiam
