
Sposób na strach przed wystąpieniami publicznymi
9 maja 2025
Nie musisz wybaczyć
30 maja 2025
Transkrypcja tekstu:
Zabawmy się przez chwilę. Oto wyobraź sobie, że w twoim mieszkaniu, za które co miesiąc płacisz sowity czynsz coraz częściej pojawia się twoja koleżanka Monika. Zaczęło się od przychodzenia na kawę, żeby opowiedzieć ci o swoich problemach. No, ma ich sporo i rzeczywiście potrzebuje wsparcia, a na pewno wysłuchania, bo nie ma się komu zwierzyć. Więc zwierza się tobie. Z czasem jednak te kawowe wizyty zaczęły się stawać coraz dłuższe, aż w końcu kilka razy na tyle się przedłużyły, że zahaczały również o porę obiadu. No cóż, wspólny obiad to w końcu też okazja do rozmowy. Po jakimś czasie jednak doszły też kolacje i w końcu odkrywasz w swojej łazience jej szczoteczkę do zębów, a w szafie jej ciuchy i już nie wiesz, czy Monika u ciebie jedynie pomieszkuje, czy już tak naprawdę mieszka. Trudno to jednak tak od razu ogarnąć, bo jeszcze jest przecież Antek. To twój szef z pracy, który wymaga właściwie stałego kontaktu. Wiecznie ma coś do omówienia, ciągle potrzebuje się z tobą widzieć i wiecznie zajmuje ci czas. Mieszka dosyć daleko od pracy, więc po drodze ewidentnie mu się nudzi i zabija tę nudę dzwoniąc przez tę godzinę drogi do ciebie. Zaczęło się wiec od tych rozmów po drodze do domu, ale coraz częściej pojawiał się też w twoim mieszkaniu. A to po dokumenty, a to by się wspólnie przygotować do konferencji na targach, a to żeby omówić ważne firmowe decyzje w twoim dziale. I tak coraz częściej i coraz dłużej, aż w końcu bach – wstajesz rano, wchodzisz do łazienki i przecierasz oczy ze zdumienia, bo obok szczoteczki do zębów Moniki stoi już teraz też szczoteczka Antka. Wiesz, że musisz to jakoś ogarnąć, ale przecież jest jeszcze matka. Też dzwoniła nieustannie i zawracała gitarę byle pierdołami, ale to przecie mama. Też należy się pochylić nad jej sprawami, też wypada jej poświecić czas i uwagę. Tyle, że kiedy dajesz palec, bierze rękę. Kiedy poświęcasz jej godzinę, domaga się przedpołudnia. Kiedy dajesz przedpołudnie wyciąga rękę również po wieczór. Zawsze absorbuje cię swoim życiem, w ogóle nie zastanawiając się skąd masz na to wszystko mieć czas. A dzisiaj rano to już szczyt szczytów. Wchodzisz do łazienki, a tam: trzecia szczoteczka bezczelnie sterczy z kubka. I tak sobie chyba już mieszkacie razem: Monika, Antek, mama i ty. Są tak często obecni w twoim życiu, wypełniają je po brzegi, że trudno się dziwić obecności ich szczoteczek w łazience. Kiedy zaś się temu przyjrzeć bliżej, to przecież w sumie jakoś naturalnie się to ułożyło – tylko jest jeden mały problem. Ci wszyscy ludzie to dzicy lokatorzy. Bo czynsz za to mieszkanie płacisz wyłącznie ty.
No dobrze, zakończymy ten jakże absurdalny przykład, który przecież wyłącznie zmęczył i nadwyrężył naszą wyobraźnię. Bo przecież w prawdziwym życiu by tak się to nie mogło wydarzyć. Chyba, że w powyższym przykładzie podmienisz słowo „mieszkanie” słowami „moja głowa”.
Tak naprawdę zamieszkiwanie głowy jednej osoby przez drugą nie jest niczym nadzwyczajnym. Na przykład głowę Stefana zamieszkuje Grażyna, bo przecież jest tam obecna, chociażby z tego powodu, że wciąż po wielu latach wspólnego życia Stefan uważa ją za dar niebios. Może nieco czasem irytujący, ale jednak dar. Co więcej Grażyna nie mieszka w głowie Stefana na krechę. Płaci sowity czynsz za to zamieszkiwanie w postaci wsparcia, przyjaźni, oddania, lojalności i w końcu przecież głębokiego uczucia, którym równie silnie darzy swojego dzielnego romantycznego rycerza w nieco tylko rozciągniętych gaciach. Stefan zamieszkujący głowę Grażyny też nie siedzi tam na gębę. Jest przy niej kiedy go potrzebuje, wspiera ją kiedy jest to konieczne i również daje jej przyjaźń, lojalność i miłość. Ale nie wszyscy mieszkańcy naszych głów są tak lojalni i uczciwi. Pojawiają się tam też czasem squattersi, którzy nie mają najmniejszego zamiaru płacić nawet grosza czynszu i pomieszkują w naszych głowach na krzywy ryj. Zajmują czas i przestrzeń, organizują emocje i poruszenie, odbierają energię i zanieczyszczają swoimi toksynami źródełko naszej samoopieki. Domagają się wiecznej uwagi, a jak jej dajemy zbyt mało, to zawsze znajdą powód by jej otrzymać więcej. Przy czym czynsz obsługi naszej głowy pozostawiają już wyłącznie nam. Jak ich rozpoznać? Właśnie po tym dzikim lokatorstwie – zajmują nasze myśli nie dając nic w zamian. Rozgaszczają się w głowie jak u siebie absorbując swoimi problemami, które mogliby rozwiązać sami, ale którymi wolą obarczyć innych, by samym poczuć ulgę w napięciu z którym sobie nie radzą. Odbierają nam energię zabierając czas nie tylko w życiu rzeczywistym, ale również w naszej głowie jak pasożyty karmiące się energią swojego nosiciela. Kiedy popatrzymy na nich w ten sposób zaczynamy odkrywać jak przerażającym mechanizmem się posługują zawłaszczając czas, energię i uwagę.
Jednak squattersi w głowie nie pochodzą jedynie z naszych codziennych teraźniejszych interakcji. Zalegają się tam również wtedy, kiedy w teraźniejszości już nie mamy z nimi kontaktu, a mimo to pozostawili po sobie silny przeszły ślad. Pamiętam jak ostatnio rozmawiałem z pewnym gościem, który przez cały czas opowiadał mi o swojej byłej partnerce, o tym jak mocno siedzi w jego głowie mimo, że z nią samą nie miał już najmniejszego kontaktu od kilkunastu miesięcy. Ale wciąż buszowała mu pod kopułą. Wciąż rozkminiał ich nieudany związek, próbował wciąż od nowa zrozumieć to co między nimi zaszło, co powiedziała wtedy, kiedy coś powiedziała, co musiała myśleć, kiedy byli razem, co planowała, o czym mu nie mówiła i tak dalej w nieskończoność. Wciąż mieszkała w jego głowie. Bez czynszu, ale za to codziennie karmiona atencją i uwagą bohatera tej opowieści. Pamiętam też jedną znajomą, która hodowała bezczynszowego squattersa w głowie mimo iż, rzeczywisty kontakt z tym jegomościem miał dopiero nastąpić. A co powie, a jak się zachowa, a co pomyśli, a jak zareaguje, a czy się zgodzi, a czy mnie doceni. Piękna hodowla, prawda? Jak ją zakończyć? Jak przestać dokarmiać sguatersów zamieszkujących głowę? Jak ich stamtąd trwale eksmitować?
Dr Charles Browning, autor książki „Zwycięski żal” podaje przepis na pozbycie się squattersów z głowy w czterech krokach:
Krok 1: Naucz się przechwytywać myśli. Ilekroć namierzysz squatersa w głowie zaobserwuj pierwsze myśli, które się z nim wiążą i stanowczo powiedz sam czy sama sobie: „Przestań! Widzę cię, mam cię na celowniku i nie dam ci się wciągnąć w dyskusje. Nie chcę też wysłuchiwać twoich monologów. Nie pozwolę ci dłużej tu siedzieć za darmochę!”
Krok 2: Zawsze dokonuj inspekcji myśli posługują się pytaniami: „Ale zaraz, dlaczego akurat to mnie porusza? Dlaczego to miałoby mnie obrażać? Dlaczego akurat to miało by mnie pozbawiać pewności siebie? Dlaczego akurat to ma mieć związek z moim poczuciem własnej wartości? Dlaczego to miało by mnie dotknąć? I tutaj jak podaje Browning nie chodzi o uzyskanie odpowiedzi ale o uświadomienie sobie, że tak naprawdę niczego od squattersów nie oczekujemy, a to jedynie oni nam wmawiają, że są nam potrzebni.
Krok 3 dotyczy wykształcenia w sobie umiejętności resetowania myśli i polega na uznaniu, że to co squatters wyprawia w twojej głowie wcale cię nie definiuje, bo nie odnosi się do prawdziwego czy prawdziwej ciebie, a jedynie do ich wyobrażeń na twój temat. A to oznacza, że to czy uznają czy jesteś wystarczający czy na cokolwiek zasługujesz, czy cię w jakikolwiek sposób oceniają nie ma tak naprawdę znaczenia. W ten sposób odbierasz im moc.
Krok 4 to odwrócenie myśli polegające na zamianie problemu w wolność. To podjęcie decyzji, że to co czynią i mówią squattersi w głowie jest zawsze gorszym wyborem od uzyskania wolności od nich samych. Browning definiuje to za pomocą prostego przykładu „Wiesz co? Wolę być wolny do twoich problemów niż zastanawiać się czy jest coś w twoim problemie co mnie dotyczy. Wolę być wolny niż zachodzić w głowę czy coś jest, było czy będzie słuszne. Wolę być wolny niż nosić jakikolwiek twój problem w sobie chociażby jeszcze przez kolejną minutę.
Czy cztery powyższe kroki mogą być skutecznym sposobem na hodowlę squattersów w głowie? Nie dowiesz się póki nie sprawdzisz na sobie, bo jak wszystkie tego typu metody w jednym przypadku mogą zdziałać istne cuda, podczas gdy w innym ich efekt może nie być aż tak spektakularny. Ale moim zdaniem nie to jest najważniejsze. Najważniejsze jest to, że budzą świadomość. Uruchamiają możliwość zajrzenia do swojej głowy, a już samo to może być świetnym pierwszym krokiem by zaprowadzić tam wreszcie porządek. Z korzyścią dla własnego spokoju ducha i zdrowia.
Pozdrawiam
