
Kosmiczne Walentynki
14 lutego 2025
Przymusowa wdzięczność
7 marca 2025
Transkrypcja tekstu:
Zacznijmy od przykładów. Oto Adam i jego szefowa Monika, która właśnie zleciła mu pracę nad pewnym projektem, czemu poświęciła specjalne spotkanie. Na spotkaniu omówiła po kolei szczegóły pracy nad projektem i wydawałoby się, że wszystko jest jasne. Jednak już nazajutrz Adam pojawił się w jej biurze i powiedział, że po przemyśleniu sprawy ma jeszcze kilka niejasności i chciałby je doprecyzować, więc przygotował sobie ich listę do omówienia. W odpowiedzi usłyszał słowa, które pojawiały się w ich zawodowej relacji co jakiś czas i które zawsze zanurzały go w beznadziejnej bezradności. I tym razem wiec Monika odpowiedziała: „Znowu to samo. Czemu ty zawsze jesteś taki absorbujący? Czy zawsze musisz się domagać dodatkowej uwagi? Nie możesz po prostu tak jak inni wziąć się do roboty bez zbędnych ceregieli i zmuszania mnie do rzucenia wszystkiego, żeby lecieć na ratunek twoim potrzebom?”
Przykład drugi. Teraz przysłuchujemy się rozmowie Anety ze swoją mamą, której postanowiła się zwierzyć z małżeńskich perturbacji. „A nie możesz po prostu mu odpuścić – z dużą dozą zniecierpliwienia odpowiada mama – no i co z tego, że tak zrobił. To jeszcze nie koniec świata. Chłopy tak mają. Musisz się kurczowo trzymać tej krzywdy. Oj tam wielka mi rzecz. Jeszcze nie jedno w życiu będziesz musiała ścierpieć”. Przykład trzeci – oto rozmowa Darka z żoną Izą, a właściwie nie tyle rozmowa, co początek awantury, w której Darek nie budzącym sprzeciwu głosem oznajmia: „Kogo ty chcesz nabrać na te twoje emocje? Och, jaka jesteś biedna i nieszczęśliwa. Nie wciągaj mnie w ten swój emocjonalny teatrzyk. Nie obchodzą mnie te bzdury!”
Co łączy podane przykłady. Otóż ich fundamentem jest relacyjne unieważnienie – wyjątkowo niebezpieczny schemat, który często sugeruje, że dana relacja nie zajdzie zbyt daleko lub zamieni się w relację pustą, która trwa siłą rozpędu, zaniechania, lub jest utrzymywana tylko dlatego, że koszty jej zakończenia przerażają jedną ze stron. Unieważnienie może mieć wiele różnych form, a pojawia się wówczas kiedy jedna ze stron relacji unieważnia to co czuje, uważa lub doświadcza druga strona i może się pojawić we wszystkich typach relacji – od romantycznych, przez rodzinne po zawodowe. Co więcej często nie jest efektem przemyślanej, perfidnej strategii obliczonej na obniżenie poczucia własnej wartości drugiej strony, ale pojawia się jako efekt nieświadomych, często nawykowych, czy wręcz bezmyślnych zachowań, które nie mają na celu nikogo zranić czy skrzywdzić. Występują, bo ktoś nie wie, że są krzywdzące, nie potrafi inaczej lub uznaje, że nie ma w nich niczego złego. Często też ludzie posługują się nimi również dlatego, że jako dzieci podpatrzyli je u swoich opiekunów i zinternalizowali je jako społeczną normę, stały element relacyjnych interakcji, czy też sposób na uniknięcie potrzeby zaangażowania się w rozwiązanie jakiegoś relacyjnego problemu. Pokażmy to na przykładzie jednej z form unieważnienia, która wydaje się zupełnie niewinna i pewnie większość z nas zapamiętała ją z dzieciństwa, kiedy słyszeliśmy magiczne zaklęcia w stylu: „sam przeszedłem przez gorsze rzeczy”, „inni mają gorzej i jakoś dają radę”, „to wyłącznie twoje przewrażliwienie” lub „powinieneś być wdzięczny że skończyło się tylko na tym”. Niewinne i znane, prawda? Jednak te formuły są wymienianie na liście najmroczniejszych unieważnień, które jako dzieci asymilujemy jako sposoby na pozbycie się obowiązku uczestniczenia w czyimś problemie i które później przenosimy w dorosłość właśnie po to, by za ich pomocą szybko załatwić sprawę bez potrzeby wgłębiania się w czyjąś sytuację, czy czyjeś zmartwienie. Bo machnąć ręką jest łatwiej, niż sprawić, by to co się zepsuło nie tylko zostało zreperowane ale by nie psuło się z tego samego powodu w przyszłości. Unieważnienie pod tym względem przypomina trochę przykład obsługi taśmociągu w jakiejś fabryce, często używany w obrazowaniu idei Kaizen. To sytuacja, w której obserwujemy wędrujące taśmą butelki i pracownika odpowiedzialnego za tę część procesu produkcyjnego. Nagle widzimy, jak jedna z butelek leży przewrócona na taśmie. W reakcji na to wydarzenie pracownik podchodzi do taśmy, stawia butelkę we właściwej pozycji i uznaje, że taka interwencja załatwia sprawę. To dużo łatwiejsze niż dociekanie dlaczego ta butelka się przewróciła, co jest za to odpowiedzialne i co trzeba zmienić w ustawieniach, by tak się więcej nie stało. Dokładnie taką samą strategią posługuje się ta osoba, która w danej relacji unieważnia na przykład emocje, potrzeby czy doświadczenia drugiej. Tyle, że to nie rozwiązuje problemu, a wręcz przeciwnie. Unieważnienie jedynie zwiększa problem.
Unieważnienie niestety nie ogranicza się tylko do nieświadomych, czy nawykowych przypadków. Czasem stanowi zaplanowaną strategię, czynioną z zemsty, z chęci upokorzenia drugiej strony, czy też w sytuacji, w której jedna ze stron relacji chce przejąć manipulacyjną kontrolę nad drugą. Matthew Fray, w wydanej w 2022 roku książce, która jak dotąd nie ukazała się na polskim rynku i zatytułowanej „Tak właśnie kończy się twoje małżeństwo” podaje przykład sekwencji zbudowanej na fundamencie unieważnienia, która jest oceniana jako najbardziej destrukcyjna, a jej kolejne poziomy wiążą się z zadawaniem coraz większych relacyjnych ran, które z każdym poziomem stają się coraz trudniejsze do zagojenia i zapomnienia, co w finale zamienia relację w koszmar. Pierwszy poziom to unieważnienie emocji drugiej strony relacji, bagatelizowanie ich zgłaszania, uznawanie ich za nieistotne czy w ogóle ich negowanie. W konsekwencji ofiara takich zachowań zaczyna unikać jakichkolwiek rozmów o tym, co czuje by nie narazić się na szyderstwa, wyśmianie czy lekceważenie. Na drugim poziomie pojawia się schemat przenoszenia uwagi z doświadczeń partnera na własną samoobronę. To na przykład sytuacja, w której jedno z partnerów krzywdzi czy rani drugie i kiedy taka krzywda czy rana jest mu zgłaszana natychmiast przechodzi do tłumaczenia motywów swojego zachowania, obrony swoich celów czy uzasadniania własnych decyzji zupełnie pomijając, to jakie konsekwencje takie zachowanie wywołało u drugiej osoby. Trzeci poziom przynosi stałą krytykę tego, w jaki sposób jedna ze stron relacji wyraża swoją krzywdę. Tutaj koncentracja zostaje przesunięta z tego co się stało, co zraniło drugą stronę na to, w jaki sposób ta zraniona strona o tym opowiada. Wówczas na przykład rozmowa o doznanej krzywdzie natychmiast zostaje zamieniona w atak, na tę osobę, która o tej krzywdzie opowiada koncentrując się wyłącznie na sposobie komunikacji o krzywdzie, zamiast na samej krzywdzie.
Unieważnienie – niestety w dowolnej formie – czy to perfidnie planowanej i konsekwentnie wprowadzanej w czyn, czy też nawykowej, bezrefleksyjnej, bo podpatrzonej w dzieciństwie jako normalny element komunikacji w relacji jest zawsze głęboko destrukcyjne. Prowadzi do emocjonalnego wycofania osoby unieważnianej, utraty zaufania co do tego, że może uzyskać relacyjne wsparcie w potrzebie, powstania trwałej, trudnej do usunięcia urazy i w końcu do stale towarzyszącego danej relacji odczuwania niepokoju oraz do konsekwentnego niszczenia poczucia własnej wartości. Unieważnienie bowiem przez nasz emocjonalny system najczęściej jest traktowane tak samo jak odrzucenie, o tyle jednak bardziej bolesne, bo jest doświadczane od bliskiej osoby, której przecież kiedyś ufaliśmy i uznawaliśmy za życzliwą. Niestety ma to rownież swoje społeczne konsekwencje – osoby doświadczające stałego unieważnienia w różnych typach relacji i najprzeróżniejszych formach będą poszukiwać oparcia w kimś, kogo uznają za ważniejszego do siebie stając się w ten sposób dużo bardziej podatnymi na manipulacje, oszustwa czy mydlenie oczu. Problem w tym, że często podlegamy nie tylko unieważnieniom personalnym, ale również instytucjonalnym, w których unieważnienia doświadczamy od konkretnych instytucji, organizacji, czy społeczności. Kiedy zaś tak się dzieje unieważnione społeczeństwa stają się złaknione poczucia istotności i są gotowe wybierać na liderów tych, którzy wydają się im ważniejsi nie dlatego, że są mądrzejsi, tylko dlatego, że obiecują tejże ważności przywrócenie. A historia nie zna chyba takiego przypadku, w którym którykolwiek z kandydatów na jakikolwiek urząd w dowolnej części świata, obiecujący ludowi, że ten niebawem odzyska swoją istotność, kiedykolwiek dotrzymał słowa. Co stało się strategią populizmu jak świat długi i szeroki.
Unieważnienie to destrukcja systemu zarówno w tkance społecznej, jak i na poziomie indywidualnym. By się przed nim społecznie i pojedynczo chronić trzeba zacząć od samych siebie. A najlepszym na to sposobem jest zacząć od zastanowienia się czy czasem nam samym nie zdarza się unieważniać innych – nawet w najdrobniejszych kwestiach i po prostu przestać to robić.
Pozdrawiam
