Od czego zależy to, czy nasz związek przetrwa? #133

Ja im jeszcze pokażę! #132
9 lutego 2020

Transkrypcja tekstu:

Data zobowiązuje, prawda? Otóż okazuje się, że od początku publikacji mini-wykładów na moim kanale YouTube, to pierwszy raz kiedy 14 lutego – a zatem walentynkowe święto zakochanych – przypada w piątek, czyli w dniu, w którym wykłady są publikowane. No i jak tu w taki dzień opowiadać o czymkolwiek innym, niż budowanie szczęśliwego spełnionego związku, który będzie trwał do końca świata?
Czy jednak jesteśmy w stanie przewidzieć trwałość naszych relacji na samym ich początku? Czy istnieją jakieś przesłanki, po których chociaż z niewielkim prawdopodobieństwem jesteśmy w stanie ocenić czy budowana właśnie relacja z drugą osobą ma szanse na przetrwanie przez wiele lat? Czy aby na pewno trwałość i długowieczność naszej relacji zależy do tego, jak szczęśliwi i spełnieni w niej jesteśmy? Od tego jak bardzo jesteśmy w sobie zakochani?
Przerwijmy w tym miejscu listę pytań i przyjrzymy się przykładowi. Są Walentynki. Na wieczorną kolację umawiają się dwie pary. Przy jednym z restauracyjnych stolików zasiada Robert z Aśką, a gdzieś po drugiej stronie lokalu, w tym samym czasie stolik zajmują Grzesiek z Sylwią. Tak się składa, że obie pary są ze sobą już jakiś czas. Ich relacja trwa kilkanaście miesięcy, mieszkają razem, ale jeszcze ani jedni, ani też drudzy, nie podjęli decyzji o formalizacji związku. Co jest jednak ważne, w obydwu tych przypadkach nie mamy już do czynienia z tak zwanym okresem „turystycznym”, ale „emigracyjnym”.
Cóż to oznacza? Otóż kiedy dwoje ludzi zaczyna tworzyć związek, to po drodze na jednym z pierwszych etapów tej relacji czekają ich wspólne wakacje. To czas, w którym będą się widywali dwadzieścia cztery godziny na dobę, korzystali z tej samej łazienki, uprawiali seks, wydawali wspólną, wakacyjną kasę na wspólne rozrywki itd. To jednocześnie pierwszy test na związek, mówiący nam o tym czy osoba, która wydaje nam się atrakcyjna przez dwie godziny w pubie, jest dla nas również atrakcyjna, kiedy rano wychodzi z łazienki. I nie chodzi tu wyłącznie o zachowania seksualne, ale o atrakcyjność na wszystkich poziomach. Dwa tygodnie to wystarczająco dużo czasu, by mogły się ujawnić co najmniej niektóre nawyki, przyzwyczajenia, sposób radzenia sobie z emocjami, stosunek do innych, świat idei i przekonań oraz rodzaj relacji z rodzicami. Jednak z wakacji po jakimś czasie trzeba wrócić i ten powrót jest także powrotem do swojego świata, co powoduje, że na te dwa tygodnie można się na tyle spiąć w sobie, by w miarę możliwości wyeksponować tylko atrakcyjne, chciane cechy i trochę też poukrywać to, co w nas akurat nie jest najfajniejsze. Kiedy zaś się wraca do swojego świata, to można trochę od tego bycia fajnym odpocząć.
Kolejnym etapem w związku jest przejście z okresu turystycznego do emigracyjnego, czyli ten moment, w którym zostaje podjęta decyzja o wspólnym zamieszkaniu. I to już nie są wakacje. Zaczyna się proza życia. Trzeba zapłacić za czynsz, wi-fi i telefon. Trzeba ogarnąć śmieci i zmywanie naczyń. Trzeba również dowiedzieć się co tak naprawdę oznacza w danym przypadku to, że ktoś może mieć zły dzień. Pojawia się logistyka życia obejmująca większość jego obszarów, której organizacja dla każdej ze stron stanie się podstawą wnioskowania co do cech emocjonalno – behawioralnych partnera, prawdziwego świata jego relacji z samym sobą oraz innymi ludźmi. To dokładnie jak różnica przebiegająca pomiędzy turystyką a emigracją. Kiedy jedziemy do innego kraju turystycznie, nie widzimy tych wszystkich rzeczy, których doświadczymy dopiero wówczas, kiedy tam wyemigrujemy i postanowimy zamieszkać.

Teraz wróćmy do naszych dwóch świętujących walentynki par. Obydwie znajdują się już w okresie emigracyjnym, jednocześnie mając okres turystyczny daleko za sobą. To istotne w kontekście tego, co się tam za chwilę wydarzy. Otóż w tejże restauracji przygotowano program artystyczny. Na scenę wyskakuje konferansjer i starając się zabawić walentynkowe pary, prosi o wykonanie pewnego ćwiczenia. Ma ono polegać na tym, by zakochani chwycili się za dłonie i w jednym zdaniu, patrząc w oczy swojej partnerki czy partnera, powiedzieli sobie nawzajem co czują, kiedy patrzą na siebie i na swój związek. Ma to być szczere, piękne wyznanie odsłaniające głębię uczuć.
Zaczynamy od Roberta i Aśki. Najpierw mówi Robert zwracając się do Aśki: „Jestem w tobie zakochany po uszy i chciałbym móc cię przez cały czas przytulać!”. Aśka odpowiada Robertowi: „Jestem z tobą naprawdę szczęśliwa a w naszym związku czuję się spełniona!”
Teraz podsłuchujemy drugą parę, czyli Grześka i Sylwię. Najpierw Sylwia mówi do Grześka: „Jestem pewna, że razem pokonamy wszystkie przeciwności.”. Na co Grzegorz odpowiada: „Chcę się z tobą zestarzeć”.
Kurtyna!
Teraz poproszę, byś odpowiedział czy odpowiedziała na następujące pytanie: która z tych par, twoim zdaniem, ma większe szanse na zbudowanie trwałego związku?
Domyślam się, że mimo, iż wyznanie drugiej pary wydaje nam się dużo mniej romantyczne od pierwszej, to instynkt nam podpowiada, że chyba dłuższy związek zbudują ci drudzy, prawda? A wiecie co jest w tym wszystkim – przynajmniej dla mnie – najciekawsze? Otóż to, że tego aspektu relacji – według mojej wiedzy – nikt wcześniej nie badał. Wszystkie badania dotyczyły korelacji trwałości związku a deklarowanym przez partnerów spełnieniem, poczuciem szczęścia, poczuciem bycia kochanym i atrakcyjnym. A tu nagle pojawia się jakiś zupełnie inny warunek.
Na szczęście na łamach „Journal of Family Psychology” zostały opublikowane wyniki badań z bieżącego, czyli 2020 roku, wykonane przez zespół Mathew Johnsona z Uniwersytetu Alberty w Kanadzie. Badania trwały cztery lata, w trakcie których poddano analizie 1294 przypadki osób, które na początku badania pozostawały w związkach partnerskich. Chciano prześledzić w tym okresie, w jakim kierunku będą zmierzały ich związki, które się rozpadną, a które utrwalą i dlaczego. Badani byli objęci szeregiem testów, które musieli regularnie wypełniać. Dodajmy też istotne informacje statystyczne. Na początku badań średnia wieku badanych wynosiła 26 lat. W grupie tej było 63% kobiet, zaś 75% stanowiły osoby białe. Nieco ponad jedna trzecia tej grupy wychowywała dzieci w domu, a 17% miało dziecko z poprzednim partnerem.
Jednym z wypełnianych testów był kwestionariusz pewności relacji i to właśnie jego wyniki rzuciły nowe światło na naszą dzisiejszą wiedzę o trwałości związków. Okazało się, że wszędzie tam, gdzie w kwestionariuszu badani regularnie wskazywali odpowiedź o punktacji wyższej niż pięć (w skali siedmiopunktowej, gdzie jeden oznaczał „zdecydowanie się nie zgadzam”, a siedem „zdecydowanie się zgadzam”), związki okazywały się dużo trwalsze od pozostałych. I co ciekawe, odpowiedzi związane z poczuciem szczęścia i spełnienia w związku badane w innych kwestionariuszach nie miały wpływu na trwałość relacji.
To, co? Jesteście gotowi do walentynkowego testu? No to zaczynamy:
oceń w skali od jednego do siedmiu, w jakim stopniu zgadzasz się z następującymi stwierdzeniami:
Pierwsze: Czuję się komfortowo kiedy pomyślę, że mój obecny związek będzie trwał przez całe życie.
Drugie: Myślenie o naszej wspólnej przyszłości nie powoduje u mnie utraty pewności siebie.
Trzecie: Wierzę, że wspólnie poradzimy sobie z wszelkimi konfliktami, które mogą się pojawić pomiędzy nami w przyszłości.
Czwarte: Oboje dysponujemy odpowiednimi umiejętnościami, żeby uczynić nasz związek związkiem trwałym.
Piąte: Jestem przekonany lub przekonana, że wspólnie poradzimy sobie z wszystkim tym, co stanie na naszej drodze.

Mam nadzieję, że niniejszy test nikomu nie zepsuł Walentynek. Jednak jeśli w którymś z powyższych stwierdzeń postawiłeś czy też postawiłaś liczbę mniejszą niż pięć, to jeszcze nie koniec świata. Potraktuj to wyłącznie jako informacyjną wskazówkę dotyczącą konkretnego obszaru, który wymaga włożenia weń pracy i wysiłku. I problemem nie jest to czy jesteście w stanie ten problem przepracować i we wszystkich tych obszarach osiągnąć sukces, ale wyłącznie to, czy jesteście to w stanie zrobić razem. Trzymam zatem kciuki i pozdrawiam