Moralność: deklaracja vs. rzeczywistość

Transkrypcja tekstu:

Kiedy oglądamy film, którego bohater ma podjąć trudną moralnie decyzję zazwyczaj precyzyjnie wiemy, co powinien zrobić. Posłużmy się przykładem „Twierdzy” – świetnego filmu akcji z przed ponad dwudziestu lat w iście gwiazdorskiej obsadzie. Oto mamy do czynienia z sytuacją, w której zbuntowany generał grany przez Eda Harrisa przetrzymuje w nieczynnym więzieniu na wyspie kilkudziesięciu zakładników, by w ten sposób szantażem wymusić na amerykańskim rządzie należne odszkodowanie dla rodzin poległych żołnierzy. W razie niespełnienia jego żądań wystrzeli nad pobliskie San Francisco rakiety z bronią chemiczną, co niechybnie spowoduje śmierć wielu tysięcy osób. By ratować sytuację do akcji wkraczają stary brytyjski agent, warunkowo do tego celu wypuszczony z pudła i grany przez Seana Connery’ego oraz młody specjalista od broni chemicznej grany przez Nicolasa Cage’a. Zanim jednak rozpoczyna się szaleńcza akcja powstrzymania generała w jego zamiarach, konsultanci rządowi stają przed dylematem: czy w razie niepowodzenia akcji odbicia zakładników należy poświęcić ich życie w zamian za uratowanie życia tysięcy obywateli miasta? Czy życie kilkudziesięciu osób jest mniej cenne od życia kilkudziesięciu tysięcy? Ten dylemat nie jest nowy. Po raz pierwszy został sformułowany przez brytyjską filozof specjalizującą się w problemach etycznych Philippę Foot, którą uznaje się za autorkę sławetnego dylematu wagonika. Przypomnijmy o co w nim chodziło. Z pędzącego pociągu urywa się wagonik, który z olbrzymią prędkością zmierza w kierunku zwrotnicy. Na niej szalony filozof przygotował makabryczną niespodziankę. Po jednej stronie przykuł do kolejowych torów pięć osób, po drugiej stronie jednego człowieka. My zaś, jako świadkowie tego wydarzenia możemy przełożyć zwrotnicę i spowodować by rozpędzony wagonik zmienił tor jazdy i zamiast uderzyć w pięć osób, uderzył tylko w jedną. Pięć ludzkich istnień za jedno? Co wybierzesz? Jaką decyzję podejmiesz? Oszczędzisz życie pięciu osobom jednocześnie poświęcając życie szóstej? Czy może powstrzymasz się od uczestnictwa w tym koszmarze, machniesz ręką mówiąc, że przecież ciebie to nie dotyczy i pozwolisz na to, by zginęło pięciu ludzi? Dylemat wagonika, zwany też w niektórych źródłach dylematem zwrotnicy rozgrzewał filozoficzno moralną dysputę już ponad pięćdziesiąt lat temu. Wielu badaczy próbowało uzasadnić dlaczego większość zapytanych o jego rozstrzygnięcie ludzi deklaruje przekręcenie zwrotnicy wybierając ich zdaniem mniejsze zło. Później wielokrotnie modyfikowano scenariusz tego wyobrażeniowego eksperymentu wprowadzając doń kolejne elementy. Okazało się, że różnice pojawiają się wówczas, kiedy rodzi się potrzeba większej aktywności w działaniu operatora zwrotnicy. Kiedy bowiem przekręcamy w myślach zwrotnicę ratując pięciu ludzi to kierujemy się wyborem mniejszego zła pozostawiając odpowiedzialność za to okropieństwo po stronie szalonego filozofa, który przykuł ludzi do torów. Jednak kiedy ten eksperyment zostanie zmodyfikowany o dodatkowy element, nasza decyzyjność przestaje być już tak jednoznaczna. Tym drugim elementem jest grubas stojący na moście nad torami. W tym drugim wariancie uratowanie życia piątki związanych osób jest możliwe wyłącznie po zrzuceniu grubasa na tory, którego śmierć jednocześnie powstrzyma wagonik. Zaś uczestnicy eksperymentu mają zdecydować już nie o przełączeniu zwrotniczej wajchy, ale fizycznym, aktywnym zrzuceniu żywej osoby pod koła pędzącego wagonika. Okazuje się, że kiedy wyobrazimy sobie, że nasz udział w czyjejś krzywdzie jest bardziej czynny niż bierny nie jesteśmy już skorzy do dokonania wyboru w tak oczywisty sposób. Kiedy bowiem to my mamy przyjąć na siebie część odpowiedzialności, nasza moralność zdaje się protestować dużo głośniej.
Wprawdzie dylemat wagonika jest stary jak świat, ale nowe światło na naszą moralną decyzyjność w tym względzie rzuciły najnowsze badania przeprowadzone na jednym z belgijskich uniwersytetów i to w 2018 roku. Tym razem badanie podzielono na dwie części, które możemy nazwać częścią deklaratywną i rzeczywistą. Najpierw więc poproszono kilkuset badanych o wypełnienie sporej ankiety zawierającej wiele hipotetycznych scenariuszy, zwieńczeniem których było podjęcie jakiejś moralnej decyzji. W tydzień po zadeklarowaniu przez badanych tego, w jaki sposób postąpili by w hipotetycznych sytuacjach dylematów moralnych przeprowadzono drugą część eksperymentu. Jednak tym razem decyzję moralną należało podjąć wobec rzeczywistego problemu, w rzeczywistej sytuacji, a nie jedynie w wymyślonym scenariuszu. Uczestnicy po kolei byli wpuszczani do pokoju badawczego gdzie znajdowała się maszyna do elektrowstrząsów podłączona do dwóch metalowych klatek z myszami. W pierwszej klatce znajdowało się pięć myszek a badani byli informowani, że elektrowstrząs wprawdzie nie zabije tych myszy, ale będzie dla całej piątki bardzo bolesnym doznaniem. W drugiej klatce znajdowała się tylko jedna mysz, zaś uczestnicy zostali poinstruowani, że za pomocą jedynego znajdującego się na pulpicie przycisku mogą przekierować elektrowstrząs do pierwszej klatki. Wówczas okrutne bolesne doświadczenie sprawi ból tylko jednej myszce zamiast pięciu. Zaś tuż po udzieleniu instrukcji na pobliskim ekranie zaczynał wyświetlać się licznik czasu pokazujący, że do impulsu elektrycznego skierowanego do klatki z pięcioma myszami zostało już tylko 20 sekund – samo zaś odliczanie czasu właśnie się rozpoczęło. Oczywiście badani nie wiedzieli tego, że niezależnie od ich decyzji w rzeczywistości impuls i tak nie zadziała, a zatem nie ucierpi żadna mysz. Chodziło jedynie o to, by po pierwsze sprawdzić ilu badanych podejmie decyzję o uratowaniu pięciu myszek od cierpienia kosztem cierpienia szóstej myszy. Po drugie by sprawdzić, czy podjęta przez nich decyzja odpowiada moralności, którą zadeklarowali wcześniej w hipotetycznych testach. Wynik eksperymentu okazał się arcyciekawy – otóż większość badanych nie zachowała się tak jak wcześniej zadeklarowała stojąc przed zmyślonym scenariuszem. W wielu wypadkach osoby te powstrzymały się od ingerencji w zmianę kierunku elektrycznego impulsu. Oczywiście można to tłumaczyć dylematem odpowiedzialności, tym, że sam eksperyment uważamy za okrutny i jeśli w nim odmawiamy uczestnictwa to nie przyjmujemy na siebie ciężaru skazywania kogokolwiek – w tym nawet małych myszek – na jakieś niepotrzebne cierpienie. Być może też w hipotetycznym decydowaniu wybieramy opcję najbardziej akceptowalną społecznie, ale już w rzeczywistości podejmujemy decyzję kierując się tym, że później będziemy musieli żyć z jej wszystkimi konsekwencjami. Ale to oczywiście drugorzędny problem – najciekawsze moim zdaniem jest w tym eksperymencie odkrycie różnicy pomiędzy moralnością deklarowaną a rzeczywistą. Oznacza ona, że wielu z nas deklaruje zupełnie co innego niż to, co w konkretnej sytuacji podejmowania moralnej decyzji rzeczywiście zrobi. Co to dla nas oznacza? Otóż niestety bardzo wiele. Na przykład to, że czyjaś deklaracja nie opuszczenia nas w potrzebie wcale nie musi być wiążąca jeśli taka potrzeba rzeczywiście nastąpi. Czyjaś deklaracja wierności aż po sam grób, też nie musi być aktualna przez następne lata. To samo może mieć miejsce z zaufaniem, oddaniem, wsparciem, zrozumieniem i wieloma innymi deklaracjami, które wypowiadane przez innych ludzi tak bardzo koją nasze serca. Z drugiej strony to również wskazówka dla nas, którą można zawrzeć w banalnym zwrocie „nigdy nie mów nigdy”, który to zwrot po belgijskich badaniach stał się bardziej trafny niż wcześniej mogliśmy sądzić. Czy to oznacza, że nigdy nikomu nie powinniśmy ufać, włączając w to samych siebie? Nie! Oznacza to tylko, że pomiędzy naszymi hipotetycznymi deklaracjami moralnymi, a naszymi rzeczywistymi decyzjami w prawdziwych sytuacjach może być spora różnica. Bo by mieć stuprocentową pewność jak się zachowamy w danej sytuacji musimy tę sytuację po prostu przeżyć. I ta święta prawda dotyczy zarówno nas samych, jak i tych, którzy lubują się w zapewnianiu świata o swojej nieskazitelnej postawie moralnej. Pozdrawiam