Sposób na efekt wyczerpania

Transkrypcja tekstu:

Oto Joasia rozpoczyna dietę. Z wysiłkiem i uporem pochłania sałatki, dania z zamówionych dietetycznych pudełek lub inne magiczne cuda. Dzień po dniu sprawdza wagę a tu niestety żadnej reakcji. Dodajmy że Aśka nie ma lekko w pracy – po prostu zaiwania od rana do wieczora i naprawdę niespecjalnie ma czas na dla siebie. Przychodzi w końcu weekend. Koleżanki Asi zabierają ją na wieczorny rajd po pubach. Pojawia się piwo, wino i dymiąca oszałamiającymi zapachami pizza. Nasza bohaterka jest tak wykończona zarówno swoją pracą, jak i pilnowaniem diety że w końcu pęka. „A co mi tam” mówi i kawałek po kawałku pizza popijana piwem ląduje w coraz to bardziej przepastnym wnętrzu Asi. „No dobra – mówi machając ręką – teraz jestem zbyt wyczerpana, ale do diety wrócę w poniedziałek”. Inny przykład – zwróciliście uwagę, że zaraz po nowym roku siłownie przeżywają istne oblężenie. Ludzie bowiem próbują zrealizować swoje noworoczne postanowienia, wśród których poczesne miejsce zajmuje zrzucenie kilogramów. Jednak już w okolicach lutego ten tłumek się przerzedza, by w marcu wszystko mogło wrócić do normy. Dlaczego więc mamy tak mało samozaparcia i tak szybko rezygnujemy z podjętego wysiłku, i co najważniejsze tak szybko przegrywamy z potrzebą samokontroli. Odpowiedź na to próbował znaleźć zespół Roya Baumeistera – amerykańskiego psychologa społecznego, który już w 1998 r. przeprowadził pierwsze eksperymenty nad zjawiskiem wyczerpywania ego. Wyobraźmy sobie dwie grupy badanych, których członkowie przed eksperymentem muszą przez kilka godzin powstrzymać się od jedzenia. Po czym wchodzą do pomieszczenia, w którym na stołach znajdują się zarówno aromatyczne czekoladowe ciasteczka, jak i miseczki z rzodkiewkami. Jednej grupie wolno poczęstować się kilkoma ciastkami, drugiej wyłącznie kilkoma rzodkiewkami. Następnie przeprowadzany był test zadaniowy wymagający skupienia i w wypadku porażki podejmowania ponownych prób. Okazało się, że członkowie grupy rzodkiewkowej nie byli zdolni do poświęcania na rozwiązanie testu tak długiego czasu jak członkowie grupy ciasteczkowej i przy okazji też, rezygnowali z podejmowania większej ilości prób w rozwiązywaniu powierzonego im zadania. Okazało się więc, że samokontrola i wysiłek woli (takie jak powstrzymywanie się od zjedzenia ciastek w sytuacji sporego głodu) są po prostu męczące i to zjawisko zostało nazwane wyczerpywaniem ego. Później Baumeister przeprowadził jeszcze szereg innych badań, by sprawdzić tą tezę. W jednym z nich uczestnicy mieli za zadanie powstrzymywać swe emocje w trakcie projekcji wzruszającego filmu, a później sprawdzano ich poziom siły fizycznej w trakcie rozciągania dynamometru. I tutaj też okazało się, że wstrzemięźliwość emocjonalna przełożyła się na mniejszą siłę oraz czas ściskania dynamometrowej sprężyny. Za każdym razem więc, kiedy wkładamy spory wysiłek w realizację jakiegoś zadania, w którym ważną funkcję pełni samokontrola każąca nam wytrwać w jakimś zamierzeniu lub powstrzymywać się od czegoś, na co mamy naturalną ochotę stajemy się wyczerpani i to na planie fizycznym. Jak ważny i niebezpieczny jest to mechanizm najlepiej świadczy fakt jego wykorzystania w technikach sprzedażowych. Kiedy potencjalny klient jest już zmęczony przedłużającym się poznawaniem szczegółów oferty będzie stawał się coraz bardziej pasywny i podatny na manipulacyjne impulsy sprzedawcy. Po prostu kiedy próbujemy coś kupić – czy to odkurzacz, czy ubezpieczenie i jesteśmy bombardowani olbrzymim wachlarzem opcji to po pewnym czasie na skutek wyczerpywania ego będziemy już na tyle fizycznie zmęczeni dokonywaniem wyboru, że będziemy sami dążyli do zawarcia zamykającej transakcji byle tylko skończyć ten męczący proces zapoznawania się z wciąż nowymi możliwościami odkurzacza czy ubezpieczenia. Wtedy łatwiej nam będzie wcisnąć coś, czego tak naprawdę nie potrzebujemy, czy też coś, co nie spełnia naszych oczekiwań. Łatwo sobie wyobrazić ten mechanizm w następujący sposób. Siedzisz przy stole z agentem ubezpieczeniowym, który zamęcza cię szczegółami oferty oraz jej całą masą opcji. Potem jeszcze dodatkowo opowiada ci o różnych wariantach, z których każdy wymaga spełnienia konkretnych warunków. Już wiesz, że się od niego nie odczepisz, a przecież to ty potrzebujesz ubezpieczenia i dlatego właśnie z tym agentem siedzisz. W końcu mówisz: „dobrze, podpiszmy wreszcie tę umowę, bo już dłużej nie wytrzymam”. I w tym właśnie momencie agent podsuwa ci niespecjalnie dla ciebie korzystne rozwiązanie, jednak takie, na którym on sam zarabia najwięcej. To właśnie efekt wyczerpywania ego, w którym twoja impulsywna decyzja o potrzebie sfinalizowania transakcji w rzeczywistości naraża cię na jakiś rodzaj straty. Ale zespół Baumeistera nie poprzestał jedynie na obserwacji zachowań uczestników swoich eksperymentów. Zaczęto też ich badać by dowiedzieć się, czy efekt wyczerpywania ego ma wyłącznie wpływ na zwiększenie naszego zmęczenia i spadek siły fizycznej, czy też na coś więcej. Okazało się, że przy okazji spada również poziom glukozy we krwi, co świadczy o tym, że wraz z efektem wyczerpywania ego pojawia się również konkretna reakcja naszego organizmu. Kiedy uczestnikom badań podawano dodatkową dawkę glukozy, na przykład pod postacią jakiejś przekąski lub słodyczy. efekt wyczerpywania ego znacznie się zmniejszał. Czy jednak by poradzić sobie z tym mechanizmem jesteśmy wyłącznie skazani na wcinanie słodkości? Co ma począć przywołana na początku odchudzająca się Aśka – przecież słodycze nie będą pomocne w jej diecie, a wręcz zajadanie się nimi przyniesie dokładnie odwrotny skutek?
Na szczęście istnieje inne rozwiązanie. Otóż w 2018 roku pojawiły się nowe badania, przeprowadzone przez psychologów z Uniwersytetu Nordwestern ze Stanów Zjednoczonych. W trakcie tych badań wiele rożnych grup studentów było proszonych o wykonanie szczegółowych zadań związanych z korektą tekstu o różnych stopniach trudności. Dodatkową wprowadzoną zmienną było manipulowanie nastawieniem poszczególnych grup do tychże zadań – od niechęci, przez obojętność, aż do podsycanej ciekawości. Modulowano również sposób widzenia tych zadań jako łatwych, bezwysiłkowych, lub też trudnych, angażujących olbrzymi wysiłek. Okazało się, że i owszem mamy za każdym razem do czynienia z efektem wyczerpywania ego, jednak jego natężenie nie tyle jest zależne od trudności związanych z potrzebą włożenia weń odpowiedniego wysiłku i samokontroli, ale przede wszystkim od naszego nastawienia do realizacji tych zadań. Przekładając powyższe zdanie na praktykę naszego codziennego życia możemy powiedzieć, że u odchudzającej się Aśki efekt jej wysiłku i samozaparcia w odchudzaniu będzie głównie uzależniony od tego w jaki sposób będzie ona podchodziła to takiego wyzwania. Jeśli w głowie Asi odchudzanie i proces zrzucania kilogramów będzie postrzegany jako katorga, potężny wysiłek i potrzeba olbrzymiego poziomu samokontroli, to Aśka dużo szybciej poczuje się zmęczona i wyczerpana, w efekcie czego zrezygnuje z diety i ćwiczeń. Jeśli jednak w głowie Asi uda się zmienić nastawienie i swój nowy styl życia będzie postrzegała jako coś naturalnego, niespecjalnie wysiłkowego, do czego nie trzeba ogromnych pokładów samokontroli, to jej proces odchudzania przyniesie szybsze efekty i to w krótszym czasie. Bo to czy coś nas męczy i wyczerpuje, zależy głównie do tego, czy sami w ten sposób to postrzegamy. Coś co uznajemy za męczące szybciej nas zmęczy. A coś co uznajemy za wymagające olbrzymiej samokontroli rzeczywiście takiej samokontroli będzie wymagało. Wszystko bowiem zaczyna się i kończy w naszej głowie. Męcząca praca, duże wyzwania, potrzeba samozaparcia odbierają nam energię tylko wówczas, kiedy sami uznamy, że… powyższe działania rzeczywiście nam tę energię odbierają. Wystarczy jednak zmienić nastawienie i okazuje się, że to co nas do tej pory maksymalnie wyczerpywało wcale nie jest takie męczące. Że mamy dużo większe możliwości energetyczne, dużo większą siłę woli i sprawczość niż do tej pory sądziliśmy. Pozdrawiam