Duch na schodach

Transkrypcja tekstu:

Byłem kiedyś świadkiem pewnej swoistej scenki rodzajowej. Oto na uniwersyteckich schodach pewien, znany ze swej kąśliwej natury profesor, spotkał innego profesora, tym razem jednak wyciszonego introwertyka. Rozmowa pomiędzy nimi była krótka i przebiegała mniej więcej w taki sposób: – „Znowu jedziesz na wakacje na Mazury? – zagadnął złośliwiec swego kolegę – w to samo miejsce jak co roku, prawda?” Na co wyciszony akademik nieśmiało przytaknął. Następnie kąśliwy profesor nie omieszkał wypowiedzieć złośliwej uwagi ze swym nieznośnie przyklejonym do ust uśmiechem: – „Odnoszę wrażenie, że trzeba będzie zrewidować teorię o kształcących podróżach”. Po czym roześmiał się, a właściwie rozrechotał i tyleśmy go widzieli. Na środku korytarza stał zszokowany introwertyk, który oczywiście nie zdążył odpowiedzieć na przytyk swojego kolegi. Dalszej części historii nie znam, ale mogę z dużym prawdopodobieństwem założyć co też zadziało się w głowie naszego introwertyka w kilka chwil później. Niechybnie pojawiło się w nim myślenie w stylu: „przecież mogłem mu się jakoś inteligentnie odciąć!”, „czemu nie odpowiedziałem, mu tak żeby mu poszło w pięty?”, „mogłem jakoś wybrnąć z tej głupiej sytuacji, a mimo to stałem jak wryty i żadna odpowiedź nie pojawiła się we mnie na tyle szybko, by odpowiednio silnie zripostować i pokazać koledze, że wcale nie jest taki bystry i dowcipny jak mu się wydaje” Czy rzeczywiście nasz introwertyk mógł się dowcipnie odciąć złośliwemu koledze? Oczywiście – mógł na przykład z rozbrajającym uśmiechem odpowiedzieć: „Jeżdżę co rok w to samo miejsce bo to jedyne miejsce, do którego z pewnością ty się nie wybierasz!” Problem jednak w tym, że taka odpowiedź i kilka innych pojawiło się w głowie naszego bohatera zbyt późno. W sytuacji, w której nie było już komu odpowiadać. Ten mechanizm świetnie opisał Diderot w swym traktacie „Paradoks o aktorze”. Znajduje się tam scena, w której pewien uczestnik przyjęcia zostaje na tymże przyjęciu urażony. W efekcie tego strzela focha i demonstracyjnie opuszcza przyjęcie, by w ten sposób zamanifestować swoją niezgodę na to, co go spotkało. Jednak kiedy już znajduje się na schodach w jego głowie pojawia się znakomita riposta, rodzaj celnej odpowiedzi, za pomocą której mógłby pogrążyć tego, przez kogo został wcześniej obrażony. Jednak jest już na nią za późno. Nie może już wrócić na przyjęcie, z którego tak demonstracyjnie wyszedł. Nie da się w tej sytuacji osiągnąć właściwego efektu, ponieważ sama sytuacja już na to nie pozwala, a jeśli by próbował wrócić na przyjęcie to niezależnie od tego co by powiedział najprawdopodobniej ośmieszyłby się jeszcze bardziej lub też sprawił, że jego oprawca by w tej sytuacji jeszcze bardziej triumfował. Mamy więc do czynienia z myślą, która pojawia się zbyt późno, po czasie, w sytuacji, w której już się jej nie da wykorzystać, bo przysłowiowe mleko zostało rozlane. Wtedy właśnie pojawia się rodzaj żalu i irytacji, w której urażony osobnik zaczyna sam sobie zarzucać, dlaczego nie wpadł na właściwą ripostę wcześniej. Tę sytuację Diderot nazywa „esprit d’escalier”, czyli duchem schodów. Zwróćmy uwagę na ten nieszczęsny mechanizm pod innym kątem – otóż nie polega na tym, że zarzucamy sobie w takiej sytuacji sam brak odpowiedzi, ale to, że pojawiła się ona w nas zbyt późno. Gdybyśmy zaatakowani złośliwością nie odpowiedzieli na atak i jednocześnie później nie znaleźli właściwej odpowiedzi, to moglibyśmy sobie zarzucić na przykład brak inteligencji, Ale w „duchu na schodach” pojawia się dodatkowy czynnik, czyli jeszcze rodzaj życiowego, a już na pewno towarzyskiego nieudacznictwa. Bo przecież nie chodzi o to, że nie wiedzieliśmy co powiedzieć, ale o to, że właściwa odpowiedź nie pojawiła się w nas na czas. I tutaj zaczynamy konstruować zarzut w stosunku do samych siebie, którego fundamentem jest nasza opóźniona reakcja. A to jest wyjątkowo ciężki zarzut. Dlaczego? Bo w naszej kulturze jest synonimem rodzaju umysłowej ociężałości. Ile razy zdarzyło ci się doświadczyć następującej sytuacji. Oto ktoś w grupie znajomych opowiada dowcip lub jakąś śmieszną historyjkę. Po skończonej opowieści zgromadzone towarzystwo zarykuje się ze śmiechu z usłyszanej puenty. Ale jest jeden wyjątek. Stefan i owszem też się śmieje, ale jakoś tak bez przekonania. Mija kilka chwil, towarzystwo jest już raczone przez opowiadacza kolejną historią i nagle Stefan wybucha gromkim śmiechem. Okazuje się, że właśnie w tym momencie do zwojów mózgowych Stefana dotarła puenta poprzedniej opowieści. I oczywiście wraz ze Stefanem rży już całe towarzystwo, ale teraz nie z samej puenty, ale ze Stefana, który „załapał”, „skumał”, czy też „zatrybił” ze sporym opóźnieniem. Jestem pewien, że wielokrotnie byłeś, czy byłaś świadkiem podobnej sceny. Skoro zaś nauczyliśmy się śmiać w takiej sytuacji ze Stefana, to tym bardziej dotkliwie odczuwamy to, że sami w określonej sytuacji zachowaliśmy się jak Stefan. Tym razem jednak nasza reakcja nie dotyczy zrozumienie puenty, ale właśnie umiejętności udzielenia inteligentnej odpowiedzi na złośliwą zaczepkę i to w określonym czasie.
Dlaczego się to nam zdarza? Czy na pewno dlatego, że jesteśmy głupsi, mniej bystrzy, czy „trybimy” z opóźnionym zapłonem? Nic bardziej mylnego – takie sytuacje wydarzają się nam wszystkim i nie zależą od naszego poziomu inteligencji, elokwencji, czy umiejętności błyskawicznego ripostowania. W dużo większym stopniu związane są efektem przytłoczenia i zaskoczenia. Przecież nie egzystujemy w taki sposób, by nic innego nie robić tylko na każdym kroku spodziewać się kąśliwej uwagi, zaczepki czy złośliwości. Nie spędzamy nocy na skrupulatnym notowaniu wszelkich możliwych ripost przydatnych w każdej sytuacji i nie uczymy się ich na pamięć do białego rana. Mamy lepsze i gorsze dni. Dni w których nasz umysł działa jak precyzyjna laserowa obrabiarka i dni, w których działamy jak wysłużony parowy młot. Zwróć uwagę, że przecież zdarzyło ci się kilka razy udzielić świetnej, celnej i idącej w pięty riposty. Sam, czy sama wówczas myślisz o sobie „no, dzisiaj to mam dobry dzień”. A zatem to nie kwestia naszej lotności, ale po prostu dnia, w którym pewne zachowania przychodzą nam łatwiej i szybciej, a wśród nich również na tyle celne riposty przy przegonić ducha ze schodów.
Jednak w tym zjawisku zdajemy się nie zwracać uwagi na zupełnie inną rzecz. Coś co pomijamy, bo jesteśmy wyłącznie skoncentrowani na zarzucaniu samym sobie braku odpowiedniej rekacji w odpowiednim czasie. Otóż „duch na schodach” wyłącznie dowodzi, że tak naprawdę przejmujemy się opinią innych o sobie. Że martwimy się tym, jak inni nas widzą i oceniają. Gdyby było to nam obojętne, to nie było by najmniejszego powodu do zadręczania się zbyt późnym „zatrybieniem”. Gdyby introwertyczny profesor z początkowego przykładu tak naprawdę nie przejmował się tym, co o nim pomyśli jego złośliwy kolega, to skwitował by jego uwagę litościwym uśmiechem, a nie żadną ripostą. Bo litościwy uśmiech dla atakującego jest dużo bardziej niepokojący niż radość, którą otrzymuje z faktu wykonania bezkarnego ataku. Trzeba też nam wiedzieć, że udzielenie złośliwej uwagi i szybkie oddalenie się z placu boju to celowy manipulacyjny zabieg, w którym wielu ludzi się lubuje. To zachowanie obliczone właśnie na to, by pojawił się w nas „duch na schodach”. Sama złośliwość wypowiadana w naszą stronę nie jest celem, jest jedynie środkiem do celu. A cel ten zostaje osiągnięty nie wtedy, kiedy zapominamy języka w gębie, ale właśnie wtedy, kiedy po jakimś czasie sami sobie zarzucamy brak odpowiedniej reakcji. „Duch na schodach” to perfidny mechanizm, w którym poddajemy się iluzji – bo zarzut kierowany do siebie zasłania nam coś wielokrotnie bardziej niebezpiecznego. To że tak naprawdę bardzo przejmujemy się opinią innych na nasz temat. Co zatem zrobić, kiedy pojawi się w naszym życiu „duch na schodach”. Należy zaczerpnąć z tego faktu nie iluzoryczną ale właściwą informację. Bo „duch na schodach” informuje nas tak naprawdę o tym, że powinniśmy nad sobą popracować. Ale praca nie powinna raczej dotyczyć zdobycia i szlifowania umiejętności udzielania celnych i błyskawicznych ripost, ale tego, że przykładamy zbyt dużą wagę do opinii innych na nasz własny temat. Pozdrawiam.