Efekt halo

Transkrypcja tekstu:

Efekt halo pojawia się dość często w psychologicznych i socjologicznych tekstach, ale stosunkowo rzadko omawiane są jego prawdziwe i niestety niebyt dla nas korzystne konsekwencje. Jednak zanim wyjaśnię o co chodzi przyjrzyjmy się pewnemu przykładowi. Otóż wyobraź sobie, że jesteś szefem firmy budowlanej i w pewien piękny poniedziałkowy poranek przyjmujesz do pracy tychże dwóch jegomości. Tego po prawej zatrudniasz na placu budowy, gdzie jego zadaniem będzie dzielne machanie łopatą, zaś tego z lewej do pracy w biurze. Mijają dwadzieścia cztery godziny, jest wtorek siódma rano, czyli dokładnie pora, w której obydwaj delikwenci mieli się pojawić w miejscu swej nowej pracy. Niestety wbrew wczorajszym ustaleniom w pracy nie pojawił się ani gość po lewej, ani też ten po prawej. Mija pierwszy kwadrans – nazwijmy go akademickim, bo te pierwsze piętnaście minut spóźnienia jesteśmy przecież w stanie wybaczyć, tak jak wybaczamy studentom domyślając się, że przecież muszą jakoś urozmaicić sobie wieczorne akademickie trudne życie. Jednak mija kolejny kwadrans, jeszcze kolejny, w końcu godzina i dalej nic. Dwóch zatrudnionych wczoraj gości wciąż nie ma w pracy. Ty zaś siedzisz, drapiesz się w głowę i zastanawiasz się co się stało. Przyjrzyjmy się zatem twoim myślom – najpierw biorąc pod uwagę te dotyczące tego po lewej, który miał zasilić twój biurowy zespół. Co się mogło stać? Dlaczego ten gość nie pojawił się przy swoim docelowym biurku? Jakie zdarzenia w twojej wyobraźni zaczniesz przypisywać temu zajściu? Jakie wytłumaczenie znajdziesz dla jego nieobecności? Najprawdopodobniej pomyślisz, że musiało się stać coś nieprzewidywanego. Może gość zachorował, może w jego miejscowości strajkuje komunikacja miejska, a może – odpukać – przydarzył mu się jakiś nieszczęśliwy wypadek. Coś na pewno musiało zajść takiego, co uniemożliwiło mu przyjście do pracy na czas. A teraz spróbujmy zaobserwować twoje myśli, które dotyczą nieobecności w pracy gościa z prawej strony. Jak wytłumaczysz jego nieobecność w pierwszym dniu pracy? Pewnie trochę za bardzo przyimprezował co? Tak zabalował, że nie usłyszał budzika, albo co gorsza pewnie baluje do tej pory. Cóż też jemu by się mogło przydarzyć, czego by sam nie sprowokował, prawda? Leży gdzieś teraz, chrapie i śmierdzi jak zepsuty browar. I tak dalej i tym podobne.
Zwróćmy uwagę, że w przypadku gościa po lewej większość naszych myśli usprawiedliwiała jego nieobecność w pracy przerzucając odpowiedzialność na czynniki zewnętrzne – chorobę, trudności z komunikacją, czy nieszczęśliwy wypadek. Tymczasem w przypadku gościa po prawej w naszych myślach to jego samego obarczaliśmy odpowiedzialnością za nieobecność  w pracy – domyślaliśmy się raczej grubej imprezy, niż jakiegokolwiek nieprzewidywalnego zdarzenia. Tego po lewej staraliśmy się bronić, podczas gdy tego po prawej zaczęliśmy oskarżać. Jednak rzeczywistość może być zupełnie inna. Przecież to temu po lewej mogła się przydarzyć przesadzona alkoholowa impreza, zaś ten po prawej mógł ulec nieszczęśliwemu wypadkowi. Szanse na takie wyjaśnienie nieobecności w pracy są takie same w obydwu przypadkach, jednak my w naszej wyobraźni nie rozłożyliśmy tych szans zgodnie z rzeczywistą statystyką, ale jedynie w taki sposób, by przewidywane wydarzenia pokrywały się z naszą oceną tych dwóch osobników. Jak zaś dokonaliśmy tej oceny? W jaki sposób stworzyliśmy w naszej własnej wyobraźni obrazy odpowiedzialności, sumienności i rzetelności tych dwóch ludzi, skoro tak naprawdę nawet nie usłyszeliśmy w jaki sposób do nas mówią, jak się poruszają i zachowują? Przecież tak naprawdę drogi widzu znasz tylko dwa nieruchome obrazki, dwa wciągnięte z czeluści Internetu zdjęcia anonimowych gości. Oto jak działa efekt halo. Jest to jeden z błędów atrybucji, czyli takich w których przejawiamy skłonność do oceniania innych ludzi nie w kategoriach przyczyn zewnętrznych, ale w kategoriach ich cech osobowych. Polega zaś na tym, że przypisujemy danej osobie konkretne cechy jedynie na podstawie pierwszego wrażenia, jakie odnieśliśmy w zetknięciu z tą osobą. I co najgorsze: kiedy już skonstruujemy naszą ocenę takiej osoby będziemy w kolejnych kontaktach z tą osobą przejawiali tendencję do odnoszenia się nie do jej rzeczywistych zachowań, ale właśnie do naszej, wydanej wcześniej oceny. Jeśli więc w pierwszym wrażeniu oceniamy kogoś jako osobę budzącą zaufanie – jak to zrobiliśmy w przypadku gościa ze zdjęcia po lewej, to póżniej będziemy skłonni do wytłumaczenia sami przed sobą jego późniejszych zachowań w taki sposób, by to to zaufanie nie ucierpiało. To dlatego kiedy gość ten nie pojawił się w pracy tłumaczyliśmy jego nieobecność za pomocą zdarzeń niezależnych od niego. W drugim przypadku w pierwszym wrażeniu uznaliśmy, że po gościu po prawej raczej nie należy się spodziewać jakiejś szczególnej rzetelności, wiec kiedy nie przyszedł do pracy jego nieobecność wytłumaczyliśmy właśnie za pomocą tejże przypisanej mu przez nas nierzetelności.
Efekt halo ma zastosowanie również w wielu innych i dużo prostszych sytuacjach. Oto stoimy na jakimś przyjęciu z grupką znajomych, do której podchodzi jakaś nowa, pierwszy raz przez nas widziana osoba. W pierwszym wariancie osoba ta rozpoczyna swoją wypowiedź od jakiejś mądrej i celnej uwagi. Hm… łepski gość – myślimy sobie. Po czym w kilka minut później ten sam gość wypowiada taką głupotę, że aż nogi wykręca. My zaś miast zrewidować naszą ocenę tej osoby myślimy sobie: „no przecież taka wpadka może się każdemu zdarzyć, bo w gruncie rzeczy facet jest naprawdę inteligentny. W drugim wariancie tej historii nowo poznana na przyjęciu osoba w pierwszym zdaniu robi z siebie tępaka. Myślimy sobie – o matko, co to za przypał? Kiedy zaś po kilku minutach powie coś mądrego nie zmieniamy o nim zdania, ale raczej myślimy: „no tak, mądrych regułek to każdy debil jest w stanie się nauczyć na pamięć”! Działa tutaj dokładnie taka sama zasada jak w przykładzie z budową czyli właśnie efekt halo, zmuszający nas do odnoszenia się do oceny, jakiej dokonaliśmy w pierwszym wrażeniu, zamiast do tego, co rzeczywiście ma miejsce w naszym otoczeniu. Czy ten efekt jest groźny? Otóż bywa groźny i to bardzo. Pokażę to na dwóch przykładach, ale za to takich, które mogą mieć znaczący wpływ na nasze życie. Przykład pierwszy: pewna znajoma ma zawsze taki sam problem. Najpierw jest jakąś nową znajomością zachwycona. Opowiada o nowo poznanym człowieku nie mogąc się go nachwalić i w tych okresach z jej ust padają takie kolorowe slogany jak „dobro przyciąga dobro”, „bratnie dusze się zawsze odnajdą” i „pozna swój swego”. Potem mija kilka tygodni i okazuje się, że nowo poznany anioł okazał się jednak trochę za mało anielski, bo zniknął wraz z powierzonymi mu przez tę znajomą pieniędzmi. Czyż to nie jest efekt halo w najczystszej postaci? Bo tak naprawdę znajoma nie jest zachwycona kolejnymi spotkanymi osobami. Ona jest wciąż i nieustannie zachwycona pierwszym wrażeniem, jakie na niej te osoby robią!
Drugi przykład: dawno dawno temu (chyba już grubo ponad dwadzieścia lat temu) pewna zagraniczna firma wchodząca na polski rynek zaprosiła mnie jako konsultanta procesu rekrutacyjnego. Siedzę więc z dwoma Amerykanami, którzy przed rozpoczęciem rozmów kwalifikacyjnych przeglądają znajdującą się na stole stertę c.v. Przeglądanie zaś polega na tym, że segregują nadesłane życiorysy w taki sposób, że jedne odkładają na kupkę po prawej inne na kupkę po lewej. Pytam ich więc co robią i w odpowiedzi otrzymuję informację, że na rozmowę kwalifikacyjną zapraszamy tylko te osoby, których c.v. zznalazły się po prawej stronie stołu. Segregacja idzie na tyle szybko – Amerykanom wystarcza jeden rzut oka na pierwszą stronę życiorysu – że na początku trudno mi dostrzec na jakiej podstawie podejmowana jest decyzja o zaproszeniu na rozmowę lub też o odrzuceniu kandydatury. Po chwili jednak zaczynam się orientować. Otóż dwaj panowie odrzucają lub aprobują kandydata jedynie na podstawie rzutu oka na jego zdjęcie zamieszczone w życiorysie. Jeśli robi dobre wrażenie na zdjęciu przechodzi dalej, jeśli złe zostaje odrzucony. Natychmiast więc pytam ich w jaki sposób są w stanie tak szybko ocenić kwalifikacje, doświadczenie, wykształcenie kandydatów i otrzymuję odpowiedź, że na to przyjdzie czas później. Czyż trzeba lepszego przykładu na to, w jaki sposób efekt halo może decydować o naszym życiu? O czymś tak w nim ważnym jak nasza zawodowa kariera? Przecież tak naprawdę oceniano nie rzeczywiste kwalifikacje kandydatów, ale jedynie pierwsze wrażenie i to na podstawie jedynie zdjęcia. Czyli robiono dokładnie to samo, co zrobiliśmy na początku tego filmu oceniwszy dwóch kandydatów do pracy na budowie, prawda?
Jak się zatem ustrzec, jak się uchronić przed efektem halo? Tym razem nie mam dobrych informacji – otóż nie da się przed nim uchronić, bo jest zbyt głęboko zintegrowany z naszym systemem percepcji rzeczywistości i sposobem funkcjonowania naszego mózgu. Jedyne zaś co możemy zrobić, to nieustannie pamiętać o tym, że taki efekt występuje. I to zarówno wtedy, kiedy to my jesteśmy oceniani, jak i wówczas, kiedy to my znajdujemy się po stronie oceniających. W tym pierwszym przypadku zacznijmy przykładać większą wagę nie tylko do tego, jak wypadamy w pierwszym kontakcie z nowo poznanymi osobami, ale również do tego, jakie własne zdjęcia publikujemy w mediach społecznościowych czy też w formularzach c.v. W drugim przypadku pamiętajmy, że efekt halo może skutecznie zaburzyć naszą zdolność do rzetelnej oceny sytuacji i innych ludzi. Bo pierwsze wrażenie nie zawsze jest słuszne! Pozdrawiam