Myślenie lateralne

Transkrypcja tekstu:

Wyobraźmy sobie taką oto sytuację. Jeden z pracowników firmy podjął złą decyzję, w skutek której przedsiębiorstwo straciło pieniądze, czas i energię zaangażowaną w konkretny projekt. Jednym słowem katastrofa. Nieszczęsny pracownik zostaje więc wezwany do szefa firmy i wchodzi do jego gabinetu jak na ścięcie. Teraz spróbujmy się zastanowić jaki ta rozmowa będzie miała przebieg pod względem czasu poświęconego na omówienie konkretnych obszarów? Ile z tego czasu będzie zajmowało szefowi ochrzanianie pracownika, drobiazgowe szukanie winnych, wytykanie braku kompetencji czy wręcz głupoty, a ile konstruktywna analiza zakończona wytycznymi co do tego, co należy zrobić w kolejnym kroku? Otóż w większości znanych mi przypadków taka sytuacja jest przez szefa, czy menadżera wykorzystywana przede wszystkim do tego, by się nad danym pracownikiem poznęcać. Królują tutaj jakże urocze zdania w stylu „a nie mówiłem!”, „ja wiedziałem że tak będzie”, „niczego wam nie można zostawić, wszystkiego muszę sam doglądnąć” itd w nieskończoność. Ile takich spotkań zostaje zakończonych stworzeniem nowej strategii działania na podstawie błędów popełnionych w poprzedniej? Otóż nie wiele. Pamiętam kiedyś własną przygodę w jednej z firm z robiącym szybką karierę prezesem. Miał on taką przypadłość, że co rusz zatrudniał nowych szefów marketingu, którzy w początkowej fazie stawali się przedmiotem jego zachwytów. Oczywiście nie miało to znaczenia z jakimi przychodzili pomysłami, bo i tak koniec końców realizowali pomysły prezesa. I dodajmy że w większości były to pomysły tak absurdalne, że nie wymyślono by ich nawet w kabarecie. W każdym razie, po każdej oczywistej porażce pan prezes natychmiast wzywał marketingowca, robił mu karczemną awanturę zwalając całą winę na niego za swoje głupie pomysły, po czym wyrzucał go z pracy. I tak przez kilka lat, aż w końcu gdzieś na samej górze tejże korporacji wreszcie się zorientowano, że pan prezes, oprócz szczerych chęci ma niewiele do zaoferowania. Żadna wpadka, jakakolwiek porażka czy nieudany projekt wcześniej nie robiły na nim wrażenia. A działo się tak dlatego, że w jego słowniku rzadko kiedy pojawiało się słowo PO. Cóż ono oznacza? W starożytnym języku maoryskim oznacza ono pierwotny chaos, po którym doszło do wielkiego wybuchu, w konsekwencji którego powstał wszechświat. Twórca koncepcji myślenia lateralnego, Edward de Bono, powoływał się jednak nie tylko na jego maoryskie znaczenie, ale też na jego występowanie w czterech kluczowych angielskich słowach: hipoteza, przypuszczenie, możliwość i poezja, bo cztery te słowa w połączeniu miały dawać coś, co dzisiaj nazywamy prowokowaniem działania, czyli provoking operation. O samym de Bono już wspominałem w 44 mini-wykładzie dotyczącym efektu Wenus z wioski. Tym razem jednak warto się przyjrzeć jego koncepcji myślenia lateralnego, w którym PO znajduje znaczące miejsce. Czym zatem jest myślenie lateralne i sławetne PO? To system, w którym zrywamy z dotychczasową koncepcyjną rutyną i biorąc pod uwagę wszystkie szczegóły i aspekty zdarzeń znajdujemy nowe kreatywne rozwiązanie problemu czy też odnalezienia się w nowej sytuacji. To tak, jakby wszystko co się wydarzało – ze szczególnym uwzględnieniem tych zdarzeń, które postrzegamy jako negatywne – stwarzało okazję i niezwykle cenną szansę na nowe rozdanie kart do gry. Ułożenie klocków w zupełnie nowy nieoczekiwany, nieoczywisty i tym samym zachwycający sposób. Szukamy modelu myślenia, który z jednej strony będzie nas hipnotyzował pozwalając snuć dowolnie wiele przypuszczeń, przez co otworzymy drzwi wielu nowych możliwości. A wszystko to ma nabrać – jak chciał de Bono – wręcz poetyckiej lekkości. Oczywiście wśród przypuszczeń co do nowych możliwości mogą się również znaleźć rozwiązania banalne czy też głupie, ale to bez znaczenia, bo nawet one pociągną za sobą zmianę perspektywy, za pomocą której do tej pory postrzegaliśmy zarówno problem, jak i nas samych w tym problemie. Myślenie lateralne dalekie jest od roztrząsania problemu, uporczywego poszukiwania winnych i prób odsunięcia od siebie odpowiedzialności za to co się stało. To myślenie akceptujące bieg zdarzeń przede wszystkim jako bezcenną lekcję, dzięki której możemy się rozwijać. A możemy to robić tylko wówczas, kiedy dostrzeżemy błędy, które do tej pory popełniliśmy. Myślący lateralnie menager to nie ktoś kto opieprza swojego pracownika z góry na dół za popełniony błąd, ale ktoś kto po takim błędzie przyznaje: „przyjęliśmy złą strategię i do tego spartaczyliśmy jej wykonanie. Usiądźmy i przemyślmy co zrobić następnym razem, by osiągnąć oczekiwany efekt jednocześnie unikając tego, co do tej pory było robione źle”. Żeby takie myślenie było jednak możliwe musi stać się jedna magiczna rzecz – musimy nauczyć się traktować rzeczy przeszłe, jako przeszłe. To co się wydarzyło, jako coś co się już wydarzyło. A to co jest przeszłością jednocześnie nie może się znajdować w teraźniejszości. Jeśli zaś się w niej znajduje, to wyłącznie dlatego, że w naszych umysłach nieustannie tę przeszłość przeżuwamy dzieląc ją na najdrobniejsze kawałeczki. Przeszłość jak sama nazwa wskazuje jest czymś, co jest już za nami. A jeśli coś się już wydarzyło – niezależnie od tego jakie skutki przyniosło i które z nich trwają również w teraźniejszości – to to coś jest już za nami. Skoro zaś coś jest już za nami, to my jesteśmy względem tego już PO. I to jest właśnie to magiczne PO. To dokładnie to samo po, o którym mówi mały Jaś wchodząc ze spuszczoną głową do dentystycznego gabinetu i mrucząc pod nosem „chciałbym, żeby już było PO”. To jednocześnie to samo PO, o którym marzymy kiedy czeka nas jakieś nieprzyjemne doświadczenie. Tak bardzo wówczas chcemy, żeby już było PO, że samą świadomość, że kiedyś owo PO nadejdzie odczuwamy z niejaką ulgą. Koncept PO towarzyszy nam przy wszystkich niechcianych zdarzeniach. Kiedyś chcieliśmy być już PO maturze, teraz chcemy by nastąpił weekend, i byśmy mogli odpocząć PO całym tygodniu pracy. Są tacy, którzy chcą być po rozwodzie, po szpitalu, po kredycie i po wielu wielu innych rzeczach. A jednocześnie kiedy już nadchodzi to nasze upragnione PO, to wówczas zapominamy skorzystać z pełni tego, co nam oferuje. Oddychamy z ulgą i szybko szukamy kolejnej nadziei związanej z kolejnym niosącym ulgę PO. Tymczasem PO to jedno z najważniejszych słów, które mają w sobie potencjał tego, co może nastąpić PO, a może to być naprawdę wiele cennych rzeczy. Żeby to pokazać posłużę się tym samym przykładem, którego użyłem na początku. Oto widzimy pracownika, który coś zawalił wchodzącego jak na szafot do gabinetu swojego szefa. Jednak tam, miast biadolenia i wyzwisk słyszy następującą formułę: „jesteśmy wszyscy PO tym co się wydarzyło. Zastanówmy się wspólnie co robiliśmy źle, czego nie przewidzieliśmy, co błędnie założyliśmy, jakiej wiedzy, doświadczenia i umiejętności nam zabrakło. A następnie, biorąc to wszystko pod uwagę, stwórzmy nową lepszą strategię. Zacznijmy lepiej działać. Posiądźmy wiedzę, skorzystajmy z lepszych technik i narzędzi i spróbujmy przewidzieć wszystko co może się wydarzyć po drodze. Dzięki temu, nie tylko my w przyszłości, ale też ci którzy pójdą naszym śladem, będą mieli po prostu mniej pod górkę. A teraz powiedzmy jakie mamy pomysły – nie ważne czy głupie, czy nie. Ważne by były!”
Czy po takim spotkaniu z szefem łatwiej by się żyło? Oczywiście, ale nie tylko pracownikowi, ale też całej firmie. Problem jednak w tym, że ten sposób widzenia sprawy – mimo iż występuje w większości podręczników jest wciąż rzadko obecny w naszych firmach. Ale cóż – zostawmy świat firm, biznesu i zarządzania. Był nam potrzebny jedynie do zilustrowania mechanizmu lateralnego myślenie i konceptu PO. Skoro zaś znamy już ten mechanizm zastanówmy się przez chwilę czy czasem nie mógłby się nam przydać również w naszym prywatnym życiu. W całej naszej życiowej aktywności. Jak mogła by się zmienić jakoś naszego życia, gdybyśmy się w nim nauczyli mówić PO? Gdybyśmy się nauczyli podchodzić z akceptacją do tego co się wydarzyło, nawet wówczas kiedy bardzo nam się to nie podoba i zamiast biadolić, włączali lateralne myślenie począwszy od wypowiedzenia na głos magicznego słowa PO. Rzuciła cię dziewczyna? Powiedz PO. To się już wydarzyło. Weź z tego lekcję, spójrz na swoje życie bez żadnego etykietowania, popuść wodze poetyckiej fantazji i potraktuj to co się stało jako okazję do nowego otwarcia prowokując tym samym kolejne działanie uwzględniające wcześniej popełnione błędy. Wtopiłeś kasę w kiepski interes, pomysł który miałeś na życie ci nie wypalił, sprawy potoczyły się dokładnie odwrotnie niż zakładałeś? Powiedz PO i biorąc pod uwagę wszelkie wcześniej popełnione błędy zacznij tworzyć swoje życie na nowo. Zawiodłeś się na kimś? Ktoś cię rozczarował, okazał się inny niż myślałeś czy myślałaś i zamiast złotych gór szczęścia zostawił cię z ręką w nocniku? Powiedz PO, bo właśnie odebrałeś, czy odebrałaś od życia bezcenną lekcję – teraz już wiesz jakich relacji unikać, do jakiej studni ponownie nie wskakiwać, na co się już nie dać nabrać. Sztuka mówienia PO to bezcenna umiejętność czyniąca nasze życie łatwiejszym i pomagająca nam w o wiele szybszym rozwoju. I zapewniam, że nie trzeba się jej uczyć przez wiele lat. Pojawia się niejako automatycznie, kiedy udaje nam się rozszerzyć świadomość i spojrzeć na siebie i swoje sprawy z odpowiedniego, niepozbawionego poczucia humoru, dystansu. Pozdrawiam.