Efekt reflektora

 

Transkrypcja tekstu:

Miałem okazję pracować z wieloma osobami deklarującymi problem z wystąpieniami publicznymi. I były to często przypadki, kiedy onieśmielała ich już grupa zaledwie kilku osób. Kiedy mieli wstać, coś powiedzieć, do czegoś przekonać, musieli zmagać się z paraliżującym niepokojem, z drżeniem dłoni. Im bardziej zaś dostrzegali reakcje własnego organizmu, tym większy lęk i stres odczuwali. W końcu nawet niewielki publiczny występ stawał się sytuacją tak trudną, że na samą myśl o jego powtórzeniu pojawiał się silny emocjonalny dyskomfort. Wielu ludzie szukając rozwiązania problemu uznaje, że najlepiej jest nauczyć się technik i narzędzi z zakresu „public speaking”, ale to często droga donikąd, bo problem nie leży w technice, ale w tym, co w trakcie występu dzieje się w naszej głowie. Oczywiście taka sytuacja może mieć co najmniej kilka źródeł – może to być na przykład jakieś negatywne doświadczenie, wydarzenie z naszej przeszłości, które pozostawiło w nas silny marker emocjonalny, implementujący serię przekonań w stylu „jak występuję publicznie, to się ze mnie śmieją, to się kompromituję, albo wychodzę na durnia”. W modelu transpersonalnym szukalibyśmy rozwiązania w poradzeniu sobie z osobowością prototypową, powstałą w przeszłości w odpowiedzi na to wydarzenie. Jednak tym razem spróbujemy się przyjrzeć temu zjawisku z innej strony – nie tyle z perspektywy naszych dawnych traum, ale z perspektywy efektu, który w różnym stopniu tak naprawdę dotyka większość z nas. Jest to mechanizm psychologiczny znany jako „spotlight effect”, który można przetłumaczyć jako „efekt reflektora”. Na czym polega? Zasada jest prosta i wytłumaczę ją na równie prostym przykładzie. Siedzisz sobie na spotkaniu z nowo poznanymi osobami, na których chcesz wywrzeć w miarę pozytywne wrażenie. Zapowiada się miła rozmowa przy filiżance kawy. Nagle, zupełnie niespodziewanie, próbując pociągnąć łyk kawy czynisz to na tyle nieszczęśliwie, że kropla kawy spada wprost na twoją białą koszulę. Dostrzegasz, że inni uczestnicy spotkania zauważyli ten drobny incydent. W twojej głowie zaczynają się więc pojawiać myśli bombardujące twoją pewność siebie: „na pewno wszyscy zobaczyli jaką fleją jestem”, „przecież ta okropna brązowa plama na koszuli nie pozwala się już teraz nikomu na niczym innym skupić”, „jak ja wyglądam, dobre wrażenie szlag trafił” i tak dalej, i tak w nieskończoność. Jednak w rzeczywistości to nie uczestnicy spotkania nie potrafią się na niczym innym skupić, ale właśnie ty. Od tej chwili w twojej głowie istnieje już tylko plama z kawy na białej koszuli. Jeśli miałeś takie lub podobne zdarzenie, to znaczy, że miałeś przyjemność poznać jak działa spotlight effect.
Jednymi z pierwszych naukowców, którzy zwrócili uwagę na to zjawisko byli Thomas Gilovich i Keneth Savitsky, naukowcy z Cornell oraz Northwestern University, którzy w 1998 roku na łamach „The Journal of Personality and Social Psychology” opublikowali wyniki dość zabawnych badań. Otóż poprosili swoich studentów o założenie koszulki z najbardziej obciachowym zdjęciem, w której mieli paradować w pomieszczeniu pełnym innych studentów, po czym zbadano ilu z nich zwróci na to uwagę. Zanim jednak przejdziemy do wyniku badań warto przypomnieć, czyje zdjęcie znajdowało się na tym badawczym t-shircie. Otóż wylądował tam Barry Manilow, amerykański piosenkarz uchodzący wśród studentów Gilovicha i Savitzkiego za szczyt obciachu. To trochę tak, jakbyśmy dzisiaj ubrali koszulkę z Rickiem Shtleyem, chociaż nie wiem, czy czasem nie byłyby to bardziej jaja niż obciach. Ja, żeby zrobić ten sam efekt, musiałbym przywdziać koszulkę ze zdjęciem… no dobra nie powiem kogo! Przejdźmy jednak do wyników eksperymentu. Otóż kiedy porównano opinię noszących obciachowy t-shirt oraz pozostałych studentów okazało się, że istnieje potężna różnica w określeniu ile osób zauważyło ten obciach. Ci, którzy mieli na sobie t-shirt byli przekonani, że zwrócili uwagę o wiele większej grupy obserwatorów niż było w rzeczywistości. A dokładnie noszący na piersiach Barryego Manilowa oszacowali, że ich koszulka rzuciła się w oczy 50% obserwujących. Kiedy zaś zapytano o to samo obserwujących okazało się, że fakt noszenia obciachowej koszulki zarejestrowało zaledwie 10% z nich. A to oznacza, że w efekcie reflektora przeszacowujemy grupę osób, która dostrzega naszą wpadkę aż pięciokrotnie.
Wielu późniejszych badaczy wskazuje, że spotlight effect jest powiązany z co najmniej kilkoma innymi efektami, w których może mieć swoje źródło. Po pierwsze mamy tu do czynienia ze zbytnim skupieniem na sobie, wynikającym z zakotwiczenia na własnych uczuciach niepokoju i przekonaniu, że inni również je dostrzegają. Kolejnym źródłem jest efekt fałszywego konsensusu, w którym przeceniamy zakres w jakim inni będą skłonni do podzielenia się z nami  swoimi opiniami i postawami, czyli mówiąc w skrócie w jaki inni są zainteresowani właśnie nami. Mamy tu jeszcze do czynienia z tzw. złudzeniem przejrzystości, w którym przeceniamy to, w jaki sposób inni są świadomi naszego stanu psychicznego, tego co dzieje się aktualnie w naszej głowie. W każdym razie, kiedy odpala się w nas efekt reflektora jego konsekwencją staje się ruminacja, czyli stan samonakręcającej się myślowej biegunki, w której myśli są przesadnie skoncentrowane na określonym fakcie i nie daje nam to spokoju. Jeśli tej ruminacji nie opanujemy, to jej wzrost prędzej czy później doprowadzi do bardzo silnego napięcia, które będzie musiało zostać jakoś rozładowane, a więc w skrajnych przypadkach uciekamy jak najdalej. To stąd właśnie powiedzenia: „chciałem się zapaść pod ziemię”, czy „chciałam wejść pod stół”. Dlaczego pod ziemię, czy pod stół? Bo tam nas przecież nie widać!
O ile jednak oblanie się kawą można jakoś przeżyć – wiem co mówię, bo taka atrakcja zdarzyła mi się wielokrotnie – to już niestety istnieją dużo większe konsekwencje psychologicznego efektu reflektora, z którymi nie jest już tak łatwo sobie poradzić. Otóż efekt ten jest zdolny do zbudowania w nas przekonania o tym, że całe nasze otoczenie skupia się na naszych porażkach, że koncentruje się wyłącznie na naszych błędach, czy potknięciach. Mamy wtedy wrażenie, że nasze błędy są dużo bardziej znaczące dla pozostałych, niż by to miało miejsce w rzeczywistości. A to z kolei powoduje, że sami zaczynamy się na nich koncentrować w dużo większym zakresie, przez odbieramy sobie możliwość sprawczego działania. To prosta konsekwencja efektu reflektora: jedziesz w pociągu, na przeciw siedzi sympatyczna osoba – tutaj panie niech wstawią uroczego i przystojnego młodzieńca, a panowie niezwykle atrakcyjną dziewczynę. To ktoś z zagranicy, co rejestrujesz kiedy zamawia kawę w języku angielskim. Po chwili zaczynacie rozmawiać. Nawet nieźle ci idzie, ale nagle robisz błąd zamiast powiedzieć „pay money” mówisz „paint money” i widzisz, że ta osoba spojrzała na ciebie przez chwilę dziwnie, po czym jak gdyby nigdy nic dalej kontynuuje rozmowę. Ty jednak już wiesz, że pieniądze się przecież płaci a nie maluje i ten błąd nie daje ci już spokoju. Zamiast skoncentrować się na miłej rozmowie i przyjaznym towarzyszu czy towarzyszce podroży myślisz wyłącznie o tym, jakim trzeba być kretynem czy kretynką żeby pomylić płacenie z malowaniem. I tak naprawdę jest już po rozmowie, bo twoja koncentracja na pomyłce połączona z przekonaniem, że doszło do kompletnej kompromitacji powoduje obniżenie twojej konwersacyjnej sprawności. I ta, umówmy się bardziej zabawna niż istotna pomyłka, przekreśla cały włożony wysiłek w określone dzieło. A teraz przenieśmy ten mechanizm na biznesowe czy życiowe projekty, na relacje, które usiłujemy budować z innymi ludźmi, Na karierę którą staramy się robić, na rozwój, konstruowanie własnej tożsamości i wiele innych życiowych obszarów naszej egzystencji i formowania siebie. Wtedy przegrywamy. Z kim? Z życiem, z wyzwaniami, z innymi ludźmi? Nie, wyłącznie z samymi sobą, bo to wyłącznie to, co dzieje się w naszej głowie jest odpowiedzialne za życiową efektywność i sprawczość. Problem jedynie w tym, że gdyby na koniec podróży spytać tę atrakcyjną dziewczynę czy chłopaka z przedziału o to jak bardzo duży błąd językowy popełniliśmy z pewnością usłyszelibyśmy w odpowiedzi, że ona czy też on w ogóle tego faktu nie pamiętają.
Jak zatem poradzić sobie z efektem reflektora? Można zastosować kilka strategii. Po pierwsze pamiętać, że taki efekt ma miejsce, a to oznacza, że ilekroć chodzi ci po głowie myśl jak bardzo inni dostrzegli twój błąd wiedz, że w rzeczywistości ich dostrzeżenie błędu jest co najmniej pięciokrotnie mniejsze, niż się spodziewasz. Po drugie jak się okazuje w badaniach effect spotlight wskazuje różne natężenia przekonania w zależności od czasu ekspozycji. Studenci w koszulkach z Barrym Manilowem już po kilku minutach deklarowali dużo mniejsze poczucie oceny przez innych. Ten efekt jest więc najsilniejszy bezpośrednio po powstaniu bodźca – plamy na koszuli, błędu językowego czy jakiejkolwiek innej porażki. A to z kolei oznacza, że możesz przeczekać jego największy impakt – wystarczy kilka chwil, by przestał być tak dokuczliwy jak na początku. Po trzecie, możesz też zastosować sprytną sztuczkę, w której celowo eksponujemy to, co stanowi źródło naszego niepokoju o ocenę. Zamiast ukrywać coś, co cię napawa cię lękiem o reakcję innych, zrób coś przeciwnego – wyeksponuj to. Kiedy więc oblejesz się kawą natychmiast to skomentuj. Na przykład w stylu: „oblałem się właśnie kawą, to niesamowite, bo dzięki temu przypomniałem sobie pewne zabawne ale jakże pouczające zdarzenie…” Tu wstaw krótką, ciekawą i zawierającą istotną puentę historyjkę możliwie pasującą do tematu spotkania. Wówczas nie dość, że wyeksponujesz coś, czego się wstydzisz, a sama ekspozycja zmniejsza poczucie wstydu, to jeszcze przekierujesz uwagę zebranych na morał opowiadanej przez ciebie historii. W ten sposób zdarzenie z kawą zamiast ci zaszkodzić, stanie się twoim sprzymierzeńcem – obrócisz je po prostu na swoją korzyść. To proste – wystarczy tylko trochę poćwiczyć. Pozdrawiam