Ukryty koszt iluzji stabilizacji

Transkrypcja tekstu:
Co chwila się spotykam z ludźmi, którzy mówią o potrzebie zmiany w ich życiu. Już nawet precyzyjnie wiedzą, co chcą zmienić, kim się stać, w jaki nowy sposób zacząć funkcjonować, by ich życie stało się pełniejsze, szczęśliwsze i bardziej spełnione. Kiedy mówią o zmianie na ich twarzach widać entuzjazm pomieszany z ulgą. Z jednej strony są podekscytowani samą wizją zmiany, a z drugiej strony odczuwają ulgę na myśl o tym, że mogli by się pozbyć tego, co do tej pory ich uwiera, co powoduje, że nie są do końca ze swojego życia zadowoleni. Kiedy rozmawiają ze mną o zmianie zdają się być już w innym świecie, w tym w którym zdołali tej zmiany dokonać. Stąd zmiana ich energii i samopoczucia, którą można łatwo dostrzec w sposobie zachowania. Po czym mija jakiś czas, znowu się widzimy i znowu… od samego początku zaczynają opowiadać jak to będzie fajnie, kiedy dokonają zmiany. Znowu pojawia się poczucie entuzjazmu i ulgi. Jednak samej zmiany, jak nie było tak nie ma. Co się zatem dzieje pomiędzy naszymi spotkaniami? Dlaczego nie dokonują zmiany, mimo iż wiedzą co trzeba zrobić i mimo iż sama myśl o zmianie jest dla nich tak wyzwalająco przyjemna? Otóż nie potrafią pokonać jednej z najpotężniejszych barier: wpływu swojego własnego środowiska, nie potrafią wyzwolić się z ich dotychczasowej, jakoś już poukładanej rzeczywistości, która mami ich iluzją bezpieczeństwa i stabilizacji. Powiedziałem iluzją, bo z prawdziwym bezpieczeństwem i stabilizacją ich życie nie ma wiele wspólnego. Żeby pokazać jak ten mechanizm działa użyjmy dwóch przykładów – wcale nie tak rzadkich, jakby się można było spodziewać. Oto Mariusz. Mariusz ma trzydzieści dwa lata i już wie, że jest wystarczająco inteligentny by w życiu osiągnąć całkiem sporo. Wie jak to zrobić, gotów jest do wielkiej życiowej zmiany, przewartościowania i zbudowania swojej tożsamości na nowo. Wie, że jest zdolny do stworzenia nowego, świetnie radzącego sobie z życiu Mariusza, ale na przeszkodzie stoi mu drobny szkopuł. Otóż mama Mariusza widzi jego życie zupełnie inaczej niż on. Ona wie lepiej co jest dla niego dobre, co złe, z kim powinien się znać, z kim nie i czym interesować, a czym nie zaprzątać głowy. Mariusz wie, że jego mama co do niego dramatycznie się myli, ale dokonanie w jego życiu słusznej i oczekiwanej zmiany wiąże się z postawieniem się mamie. A tu klops, gdyż zapobiegliwa mama kupiła Mariuszowi samochód. Całkiem przyzwoity, taki który w towarzystwie nie robi obciachu i dodatkowo się nie psuje. I teraz, każda, nawet najmniejsza próba zrewidowania relacji Mariusza z mamą, kończy się jej świętym oburzeniem: „no jak możesz mnie tak traktować, przecież kupiłam ci samochód”. I to kupienia auta Mariusz otrzymuje od mamy na talerzu właściwie każdego dnia. No i jak z tego zrezygnować, jak przecież samego Mariusza nie tylko nie będzie stać na taki samochód, ale tak naprawdę na jakikolwiek samochód. No to mamy klops – cztery kółka właśnie wygrały z przewartościowaniem, tak potrzebnym Mariuszowi w jego życiu. Bohaterką drugiego przykładu jest trzydziestoletnia Ola. Też chce się zmienić, też ma poczucie życiowej stagnacji i dreptania w miejscu i też wie, że mogła by osiągnąć bardzo wiele, gdyby… No właśnie. Otóż Ola pracuje w firmie swojego taty. I wprawdzie Ola dostaje co miesiąc jakąś tam pensję, za którą z biedą jest w stanie przetrwać, jednak pod warunkiem że jest wystarczająco miła dla taty, by ten w przypływie ojcowskiej miłości zapłacił za nią czynsz, zrobił zakupy i czasem zabrał na Majorkę. Do tego dodajmy, że Ola boi się, czy będzie sobie sama w stanie poradzić… bo przecież o stabilną posadę dzisiaj tak strasznie trudno. Dlatego Ola kładzie swoje marzenia o zmianie na szalę wypełnionego zakupami wózka w Tesco.
Co widzimy na powyższych przykładach? Otóż żeby dokonać zmiany w sobie, najpierw trzeba poradzić sobie ze środowiskiem, w którym trwamy i które definiuje – często wbrew logice i rozsądkowi wartości, przekonania i idee, którymi chcielibyśmy się kierować. Istnieją trzy rodzaje środowisk: neutralne, wspierające i niewspierające. I wg mojego doświadczenia, dokonanie zmiany naszego życia w tym ostatnim tak naprawdę wymaga od nas niebywałej odwagi, hartu ducha i wzięcia całej odpowiedzialności za nasze życie w swoje własne ramiona. Środowisko niewspierające zrobi wszystko w obronie swojego status quo, w obronie tego co jest. W przeciwieństwie do środowiska neutralnego, które nie reaguje na naszą chęć zmiany i zmianę, czy do środowiska wspierającego, które nam w tej zmianie chce pomóc. Jednak środowiska neutralne i wspierające to w naszym życiu rzadkość. Głównie tkwimy w środowiskach niewspierających, bo to one zasysają do środka najwięcej podatnych i nieautonomicznych umysłów, a właśnie takimi jesteśmy kiedy wzrastamy. Środowiska niewspierające zmiany, to środowiska mające swój określony regulamin: zestaw zasad i norm, których nauczono nas przestrzegać. A ich zasadą nadrzędną jest reglamentacja zasobów pośród swoich społeczności. I ten właśnie dostęp do zasobów, jest jednym z największych i najskuteczniejszych narzędzi manipulacji. Nie chcesz Mariuszu pójść z mamą na zakupy, masz inne plany na wieczór, no to mamusia ci nie zatankuje auta. Nie chcesz Olu spędzić z tatą najbliższego weekendu w kniei strzelając do kaczek? No to tatuś w poniedziałek wsadzi ci do biura współlokatorkę i będziesz odtąd siedziała biurko w biurko z największą firmową jędzą. Środowisko reguluje w jaki sposób możesz czerpać z jego zasobów i zawsze daje ci ciut mniej niż oczekujesz. Jest inteligentne i wie, że ten mały, ale doskwierający brak będzie cię trzymał na wodzy. Bo kiedy liczysz na zwiększenie możliwości konsumpcyjnych, czyli wzrostu dostępu do zasobów, to znajdujesz się w najlepszym stanie emocjonalnym by wymóc na tobie cokolwiek środowisko zechce. Środowisko zawsze daje ci dużo mniej niż ty jemu. Na tym filarze jest zbudowana konstrukcja środowisk i to, że tak trudno się z nich wyzwolić. Jeśli odczuwasz jeszcze trochę głodu i masz wizję jego zaspokojenia, to wystarczy że ci pokaże iż mogę twoje oczekiwanie spełnić, by sprawować nad tobą większą kontrolę niż w sytuacji, kiedy masz pełny brzuch.
Cóż zatem mogę poradzić zarówno Mariuszowi jak i Oli? Otóż drogi Mariuszu, największe prawdopodobieństwo dokonania w swoim życiu zmiany zapewnisz sobie, kiedy oddasz matce samochód. Gwarantuję ci, że od jeżdżenia autobusami jeszcze nikt nie umarł. A jeśli twoi znajomi stratyfikują twoją pozycję towarzyską na podstawie marki samochodu, którym jeździsz, czy w ogóle faktu jeżdżenia samochodem, to możesz sobie te znajomości spokojnie odpuścić i nic na tym nie stracisz. Zaś droga Olu nie zamęczaj mnie wizjami swej zmiany póki nie wyciągniesz paznokci wbitych w biurko w firmie twego taty. I nie opowiadaj, że wylądujesz wówczas pod mostem. Przejechałem w życiu pod tysiącem mostów i nigdy nie widziałem, by ktoś tam koczował. Kiedy tkwicie w środowisku blokującym waszą zmianę, to już samym aktem tkwienia w tym środowisku obniżacie możliwość dokonania zmiany.
Silne, antyzmianowe środowiska dokonują regulacji dostępu do zasobów w zamian oczekując realizacji jakichś własnych celów, podzielania wartości czy kierowania się określonymi przekonaniami. Kiedy zaś członkowie tych środowisk realizują wytyczone im cele to jednocześnie muszą to zrobić kosztem własnych. I to jest nadrzędna właściwość takich środowisk, po której najłatwiej jest je rozpoznać. Ten mechanizm zaś nie dotyczy tylko i wyłącznie uzależnienia od realizacji celów rodziców, jak w przypadku Mariusza i Oli, ale też wielu organizacji, towarzyskich koterii, związków, wspólnot i partii politycznych. Poseł, który oddaje głos zgodnie z wytyczną swojego partyjnego ugrupowania i czyni to tak naprawdę wbrew sobie nie wiele się różni od Mariusza zgadzającego się na widzimisię jego mamy w zamian za tankowanie samochodu. Poseł czyni to w zamian za możliwość bycia posłem, za jakiś określony rodzaj władzy, pozycji czy też stanowisko, które otrzyma od partii, kiedy już tym posłem być przestanie. To jednak ten sam rodzaj rezygnacji z części siebie za dostęp do zasobów. I to niezależnie jak zdefiniujemy te zasoby – czy będą to dobra materialne, przywileje czy też iluzoryczne poczucie bezpieczeństwa. Bo uzależnianie swego bezpieczeństwa czy też życiowej stabilizacji do dowolnej innej, niż my sami osoby, jest złożeniem w jej ręce odpowiedzialności za nas i przyzwoleniem na to, by na nasze życie mógł mieć wpływ czyjś akurat dobry czy też zły nastrój. To żadne bezpieczeństwo czy stabilizacja, a wyłącznie takowych iluzja. Czemu zatem tak wielu ludzi tkwi w takich destrukcyjnych układach środowiskowych? Ponieważ uznają, że strata tego co już mają będzie dla nich dotkliwsza niż zysk, który mogą osiągnąć dla samych siebie, kiedy już dokonają zmiany. Boją się po prostu utracić tej często kiepskiej posady, malej, ale wystarczającej pensji, czy czasem napełnianego samochodowego baku, nawet jak za te napełnienie trzeba czasem zapłacić kompromitującą prośbą. I ten właśnie imperatyw straty często jest wykorzystywany przez manipulujące środowiska jako koronny argument. Bo, gdzie wam, drodzy Olu i Mariuszu, będzie tak dobrze jak u mamy i taty, prawda?
Jednak koszt utraty części sieieb, swojej autonomii, samostanowienia czy też możliwości rozwoju to nie jedyny haracz, który przychodzi za ten stan zapłacić. Problem jednak w tym, że drugiego o wiele potężniejszego kosztu nie dostrzegamy przez wiele lat. Ale zaczynamy sobie z niego zdawać sprawę, dopiero w drugiej połowie życia. Po czterdziestce czy po pięćdziesiątce. Ten koszt to rozgoryczenie własnym życiem i wzrastające z roku na rok zgorzknienie. Jednak wówczas wyrwanie się z tego przytłaczającego, rozczeniowego środowiska staje się już mało możliwe. A dzieje się tak dla tego, że w przypadku Mariusza czy Oli ich uzależnienie wiąże się ze stosunkowo małą ilością życiowych kontekstów. Etatu w przypadku Oli i samochodu w przypadku Mariusza. Jednak z biegiem lat to uzależnienie oplecie ich jak pajęcza sieć zawłaszczając wszelkie aspekty ich egzystencji – materialne, logistyczne, rodzinne, zawodowe, finansowe i wiele innych. A im większy splot tym małych włókien pajęczej środowiskowej sieci, tym trudniejsze staje się jej pokonanie. I wtedy wraz z konstatacją, jak wiele w naszym życiu zależy od wciąż trzymającego nas w ryzach środowiska przychodzi właśnie potężny impakt rozgoryczenia połączonego z coraz większą świadomością beznadziei, życiowej przegranej i poczuciem sprzedaży siebie, za wciąż niewystarczające zasoby lub jedynie ich obietnicę, a wszystko po to, by utrzymać nas w ryzach realizacji nie naszych celów. Zatem jeśli odkryjesz, że tkwisz w takim układzie – w środowisku, które oczekuje od ciebie rezygnacji z własnych wartości, pragnień czy też wizji siebie w świecie, w zamian dając ci wciąż za mało by wyrównać ten układ i jednocześnie na każdą twoją propozycję zmiany reaguje silnym negatywnym wzburzeniem, to nie czekaj ani jednego dnia dłużej. Bierz czym prędzej nogi za pas i zwiewaj jak najdalej. Póki masz jeszcze wystarczającą ilość sił by móc to zrobić.
Pozdrawiam