Myślenie dystynktywne

Mini-wykład o myśleniu dysktynktywnym

Więcej informacji można znaleźć w książkach:
Życie. Następny poziom – http://bit.ly/1E2x004
Alchemia duchowego rozwoju – http://bit.ly/2lBgQ7u
Pokonaj stres z Kaizen – http://bit.ly/1kYOin5
Motocyklizm. Droga do mindfulness – http://bit.ly/1S7dO9O

Transkrypcja tekstu:

Co się dzieje kiedy słyszymy od kogoś sławetną formułę „domyśl się”? Tak naprawdę słyszymy wtedy komendę, która nakazuje nam przełączyć system myślenia. Chodzi o to, byśmy zastąpili myślenie o tym, co wiemy, na myślenie o tym czego nie wiemy. Większość ludzi nie zwraca uwagi na tę różnicę, a jest ona podstawowa dla jakości naszego życia. Kiedy bowiem ta różnica się zaciera, a mózg w obu tych dwóch systemach funkcjonuje dokładnie tak samo, to możemy sobie w życiu zrobić sporo krzywdy, bo bierzemy to, czego nie ma za rzeczywistość.

Przyjrzyjmy się tym dwóm procesom, które powstają w naszej głowie. W pierwszym myślenie dotyczy tego co jest rzeczywiste, znane i co do czego mamy pewność, która bierze się z własnego niepodważalnego procesu dowodowego. W drugim zaś jest dokładnie odwrotnie: myślenie dotyczy tego czego nie znamy, nie wiemy na pewno i czego nie doświadczyliśmy, nie udowodniliśmy, a co jedynie podejrzewamy. Spróbujmy pokazać to na przykładzie. Oto dowiadujesz się, że dwoje twoich znajomych rozmawiało na twój temat. Jesteś oczywiście tym zainteresowany, bo przecież chcesz znać ich opinię. Jednak jednocześnie samej rozmowy nie dane ci było posłuchać. To, że nie wiesz co mówili oraz to, że się tym interesujesz powoduje powstanie pewnego emocjonalnego napięcia, które będzie się domagało rozładowania. Oczywiście w różnych skalach i różnym natężeniu, ale w wielu wypadkach w celu rozładowania tego napięcia użyjesz swojej wyobraźni, której zadaniem jest zastąpienie tego, czego nie wiesz. Zaczynasz się więc domyślać co ci ludzie o tobie mówili. I to domyślanie się zawsze powstaje w określonej sekwencji przypuszczeń zastępowanych domniemanym wyjaśnieniem. Zaczyna się od pytania: „ciekawe co powiedzieli?” i kończy odpowiedzią, której zaczynasz udzielać sam sobie: „pewnie mówili o tym, czy o tamtym”. W ten sposób napięcie zaczyna opadać i cały proces się zamyka. Jednak zwróć uwagę, że napięcie zostało rozładowane nie przez fakt, ale poprzez jego domniemanie. Ale najciekawsze jest to, co dzieje się po pewnym czasie. Otóż zostaje zinternalizowana wyłącznie treść rozładowująca to napięcie, z pominięciem jakże istotnego faktu, że to ty sam tę treść stworzyłeś. Innymi słowy: zapamiętujemy wyjaśnienie, zaś nie zapamiętujemy, że sami go sobie udzieliliśmy. I w ten sposób z czasem umacnia się twój osąd co do tego, co ci ludzie sądzą na twój temat. Który to osąd jest w jakiejś mierze oparty zarówno na tym, co prawdziwe, jak i na tym, co powstało wyłącznie w twojej głowie. Jednak tego już nie pamiętamy, bo znaczeniowo dominuje osąd, a nie to skąd ten osąd pochodzi.

Weźmy inny przykład: jesteś sobie właścicielem firmy. W pewnym momencie podejmujesz jakieś działanie racjonalne z twojego punktu widzenia i jednocześnie takie, która budzi zdziwienie któregoś z pracowników. Jednak jako właściciel ani myślisz wtajemniczać go w żadne szczegóły, w tym w te, które stoją za takim a nie innym działaniem. Z jego zaś punktu widzenia sprawa ma się następująco: jest świadkiem twojego działania, którego nie rozumie, więc żeby rozładować wywołane w ten sposób napięcie dopowiada sobie to, czego mu brakuje. Domniemywa co tobą kierowało, by wyjaśnić samemu sobie otaczającą go firmową rzeczywistość. Oczywiście jego domniemanie jest błędne, osadzone wyłącznie w jego wyobraźni, co jednak mu nie przeszkadza brać to domniemanie pod uwagę do całościowej opinii o tym, w jakiej firmie pracuje i jak ta firma działa. Stworzył obraz twojej firmy w swojej własnej głowie budując go zarówno z faktów, jak i własnych dopowiedzeń. Po czasie jednak w jego głowie pozostaje wyłącznie obraz – uznawany za jak najbardziej prawdziwy, bo tego ile do jego skonstruowania użył własnej wyobraźni w ogóle już nie pamięta. W ten właśnie sposób powstaje zniekształcona, przekłamana rzeczywistość uznawana za jedyną prawdziwą w naszych własnych głowach. Przyzwyczailiśmy się do takiego funkcjonowania nie tylko w oglądzie rzeczywistości, ale nawet wówczas kiedy stoimy przed podjęciem decyzji. Jeśli podejmujemy decyzję wyłącznie na podstawie znanych nam faktów używamy po prostu myślenia, by tę decyzję podjąć. Jeśli jednak wiedzy na temat jakiegoś faktu nam brakuje, to w podjęciu decyzji mózg pomaga nam za pomocą zastąpienia określonego braku przez wyobraźnię. Nie wiemy jaki jest ten fakt, więc jedynie przypuszczamy jaki on jest, by podjąć z jego udziałem decyzję. Ale to przypuszczenie to już nie fakt – to jedynie nasze wyobrażenie tego faktu, a zatem skorzystanie z wyobraźni. Moglibyśmy powiedzieć, że w ten sposób nasza własna wyobraźnia przejmuje nad nami kontrolę, bo w wyniku jej działania posługujemy się fałszywym obrazem rzeczywistości i docelowo nie zdajemy sobie sprawy z tego, że sami jesteśmy tego fałszu autorem.

Żeby odzyskać kontrolę nad naszą własną wyobraźnią musimy nauczyć się myśleć dystynktywnie. Cóż oznacza takie myślenie? To nieustanna świadomość tego co jest myśleniem opartym o fakty, a co jedynie wyobraźnią, która sama te fakty tworzy. To oczywiście trudne, ponieważ przez całe nasze życie ta granica została skutecznie zatarta, a myślenie z wyobraźnią przeplatają się nawzajem i bardzo trudno nam jest odróżnić jedno od drugiego. Tym bardziej, że i to i to jest pewną formą myślenia. Warto jednak zwrócić uwagę na to, że i owszem każda wyobraźnia to myślenie, ale nie każdy rodzaj myślenia to wyobraźnia. Dzieli je zasadnicza różnica. Rodzaj bariery, która oddziela to co sprawdzone, udowodnione, rzeczywiste i pewne, od tego co zawiera luki wypełnione naszymi własnymi domniemaniami. Myślenie dystynktywne to jedyny proces, który umożliwia nam odzyskanie w tym względzie kontroli nad wyobraźnią, by nie mogła nad nami przejąć władzy karząc nam bezgranicznie ufać czemuś, co nie istnieje. Jak zatem ćwiczyć myślenie dystynktywne? Należy najpierw pod lupę wziąć wszelkie nasze osądy i spróbować uczciwie przed samym sobą odpowiedzieć na pytanie – skąd wiem to co wiem? Skąd wiem co ona o mnie sądzi? Słyszałem jak to o mnie mówi, czy też słyszałem, że o mnie mówi, a resztę sobie sam dopowiedziałem? Skąd wiem jak działa ten system? Upewniłem się co do funkcji wszystkich tworzących go elementów, czy też wobec braku całkowitej wiedzy dopowiedziałem sobie to, co mi brakowało do stworzenia oceny działania tego systemu? Żeby jednak to ćwiczenie dało efekt, należy wyłączyć w nim jakiekolwiek emocje. Kiedy jesteśmy z czymś emocjonalnie związani następuje zjawisko identyfikacji z ego, które zawsze powoduje przekłamanie wnioskowania. Ćwiczenie myślenia dysktynktywnego daje efekty wyłącznie na chłodno. Bez emocji. Kiedy rozbieramy nasz dowolny osąd na czynniki pierwsze i czynimy to beż żadnego nastawienia czy też oczekiwań. Ot po prostu chcemy się bez emocji przyjrzeć temu skąd wiemy to, co wydaje nam się że wiemy. Jeśli ten trening nam się uda, to prędzej czy później będziemy musieli stanąć przed bezsprzeczną konstatacją. Odkryjemy, że sam fakt osądzania jest błędny ze swej natury, bo w większości wypadków nie mamy wystarczającej wiedzy, by prawidłowego osądu dokonać Jeśli tak, to musimy odpuścić samo osądzanie, gdyż to ono obarczone jest największym ryzykiem błędu, przez co nabieramy przekonania, jaka jest rzeczywistość i zawsze bierzemy za pewnik jej zniekształcony przekłamany obraz. Oczywiście osądzanie jest nam potrzebne, bo bez niego nie bylibyśmy w stanie zorganizować naszego życia. Pozwala nam ono jakoś poukładać otaczające nas klocki i poruszać się pomiędzy nimi z większą lub mniejszą gracją. Nie o to więc idzie, by wyzbyć się osądów całkowicie, a jedynie o to, by zdawać sobie sprawę z tego w jaki sposób powstają. Świadomość zaś mechanizmów, które rządzą ich powstawaniem po prostu ułatwia życie.  Jeśli wiemy, że czyjeś zdanie na nasz temat powstało właśnie w taki sposób a więc jest złożone zarówno z tego co prawdziwe, jak i z tego co domniemane, to przestajemy się tym czyimś zdaniem na swój temat zadręczać. Wtedy już nie ma napięcia, które musiałoby dążyć do rozładowania. Po prostu mniej spraw w życiu wówczas nam doskwiera, bo zaczynamy zdawać sobie sprawę, że dużo lepsze efekty przynosi akceptacja tego, że nie możemy wszystkiego wiedzieć, niż nerwowe dopowiadanie sobie brakujących faktów, by tworzyć historie, które nigdy nie mogą być do końca prawdziwe. Odkrywamy, że formuła „domyśl się” jest wydmuszką, która wcale nie jest obliczona na to by się w czymś zorientować, ale wyłącznie na to, by powołać w nas do życia jakiś rodzaj emocjonalnego napięcia. Orientujemy się, że uzupełnianie brakujących cegiełek niewiedzy, poprzez zmyślone cegiełki wyobrażeń wcale nie ułatwia rozumienia świata, ale czyni go finalnie nieprzyjaznym, pełnym potworów miejscem, które tworzymy wyłącznie we własnych głowach, by samym sobie stworzyć na przyszłość problem. Nasze dopowiedzenie sobie tego czego nie wiemy nie zmienia świata, nie wyjaśnia go, ani też nań nie wpływa. Wpływa wyłącznie na nas, bo na podstawie tych dopowiedzeń konstruujemy przekłamaną rzeczywistość i potem wyłącznie się dziwimy, że na podejmowane przez nas działania ona nie reaguje tak, jak założyliśmy, czy tak jakbyśmy chcieli by reagowała. Tworzymy narracje oparte o domniemane prawdy i tak głęboko w nie wierzymy, że jesteśmy skłonni do życia wyłącznie według ich reguł i jednocześnie każdy świat złożony z innych przekonań, niż te które tworzymy sami, uznajemy za nieprawdziwy. W ten sposób w naszych głowach powstają mentalni starcy, tetrycy którzy już wszystko wiedzą, wszystko znają i wszystko potrafią po swojemu wyjaśnić. Stajemy się wówczas dokładnie tym, przed czym bronią nas mistycy wszystkich stron świata. Mówią oni przecież, że prawdziwy mistrz ma umysł dziecka – który niczego nie ocenia, wszystko go fascynuje i stanowi pretekst do poznawania. By to osiągnąć musimy odpuścić domniemania. Drogą zaś do tego jest ćwiczenie myślenia dystynktywnego, które  bardzo polecam, bo naprawdę potrafi wiele w naszym życiu zmienić. Pozdrawiam.