Jak sobie radzić z problemami?

Mini-wykład o radzeniu sobie z problemami!

Więcej informacji można znaleźć w książkach:
Życie. Następny poziom – http://bit.ly/1E2x004
Pokonaj stres z Kaizen – http://bit.ly/1kYOin5
Motocyklizm. Droga do mindfulness – http://bit.ly/1S7dO9O
oraz w szkoleniu audio:
Zarządzanie stresem – http://bit.ly/1KsSCBj

Transkrypcja tekstu:

Ile razy wypowiadałeś słowa: „wszystko mi się wali?”, „nie wiem co dalej?”, „nie, no teraz to już koniec!”? Zdarza się, prawda? Szczególnie wtedy, kiedy w naszym życiu pojawia się szczególnie duży problem. Wówczas cała nasza życiowa koncentracja, cała uwaga ogniskuje się na tym właśnie problemie i nie jesteśmy specjalnie w stanie myśleć o niczym innym. Cokolwiek byśmy nawet nie pomyśleli, to i tak wszystko dookoła przypomina nam właśnie o tym problemie i nasze myśli znowu ku niemu wędrują nie dając nam zasnąć. Oto na przykład kogoś zostawia ukochana osoba, z którą spędził wiele lat. Świat zdaje się walić na głowę. Nie można się skupić na niczym innym, a wszystko wokół przypomina nam że zostaliśmy sami. Zaczyna się paniczny strach: „co ja teraz zrobię?”, „jak teraz to w ogóle wszystko będzie funkcjonować?” itd i tak w nieskończoność. Komuś innemu ktoś bliski popada w ciężką chorobę, która zaczyna dezorganizować dotychczasowe życie i ustawiać wiele jego elementów na nowo. Myśli kłębią się w naszej głowie: „Jak to teraz będzie?”, „Jak to ogarnąć?”, „Jak przetrwać?”. Można by tu wymienić cały szereg dużych życiowych problemów, jak utrata pracy, bankructwo, wymuszona ekonomiczna emigracja i wiele innych. I za każdym razem poddajemy się natłokowi czarnych, niechcianych myśli, którymi chcąc nie chcąc zaczynamy się zadręczać. Oczywiście główna udręka dotyczy nie tego co jest, ale tego co ma dopiero nastąpić. Tego co nas, zdaniem naszych dręczących myśli, niechybnie czeka, albo też nieznanego, którego boimy się dokładnie tak samo mocno jak najczarniejszych scenariuszy. Kiedyś zapytano sanitariuszy ambulansów medycznych o czym mówią osoby ranne w wypadkach w trakcie drogi do szpitala. Jakie zadają pytania, czego się obawiają, co zajmuje ich myśli. Okazało się, że wszyscy oni pytają o to, co z nimi będzie. Obawiają się tego co nastąpi i jednocześnie kompletnie nie myślą o tym co jest. Gość z połamanymi nogami pyta o to, czy będzie jeszcze mógł zagrać w piłkę, a chłopak z uciętym palcem jest przerażony tym, że nie będzie mógł już zagrać na gitarze. Tymczasem w obydwu tych przypadkach ani gra w piłkę, ani też na gitarze nie wydaje się być najważniejszą życiową czynnością. Ale strach o to co będzie jest silniejszy od nas. Determinuje wszystkie myśli i skutecznie odwraca naszą uwagę od tego co jest. Najlepszym tego przykładem, choć jednocześnie najbardziej drastycznym, było pewne badanie, które przeprowadzono na skazanych oczekujących na wykonanie wyroku śmierci. Badacze chcieli się dowiedzieć co zajmuje myśli skazanych oraz czego boją się najbardziej. Wszyscy badani zadeklarowali, że gdyby to zależało od nich, to chcieliby by wyrok został wykonany natychmiast. Nie bali się bowiem własnej śmierci. Najbardziej bali się tego, co będzie się działo w ich głowach w oczekiwaniu na śmierć. Bali się swoich własnych wyobrażeń na temat tego, co się wydarzy i jak to będzie wyglądało. Ich największym demonem nie była wizja samej śmierci, ale jej antycypacja: własne wyobrażenie na jej temat. A ta z kolei dzieje się wyłącznie w ich głowach. I dokładnie tak samo, chociaż pewnie na mniejszą skalę, dzieje się w naszej głowie, kiedy stajemy przed sporym życiowym problemem. To, co nas wówczas blokuje i co naprawdę jest dla nas destrukcyjne, to nie sam problem, ale nasze własne wyobrażenie na jego temat. To w nim właśnie konstruujemy stwora, z którym nie możemy sobie poradzić. A nie możemy sobie poradzić nie dlatego, że on jest taki potężny, wielki, silny i niezwyciężony, ale dlatego, że tak naprawdę jeszcze go nie ma. Nie da się zaś wygrać z czymś czego nie ma, da się wyłącznie wygrać z czymś co jest.

Spróbujmy przyjrzeć się temu mechanizmowi na poniższym, dla rozluźnienia atmosfery nieco bajkowym, przykładzie. Oto jesteś rycerzem starającym się o rękę pięknej księżniczki. Jej ojciec król i owszem powierzy ci jej rękę i na dokładkę dorzuci pół królestwa ale pod jednym warunkiem: musisz pokonać smoka. Jest tylko jeden mały problem: otóż wszyscy mieszkańcy królestwa są pewni co do tego, że smok pojawi się już niebawem, a jednocześnie jak dotąd nikt tak naprawdę smoka nie widział. Bo smok istnieje w tym królestwie jedynie w strachu o przyszłość. Ludzie twierdzą, że może się pojawić jutro, za tydzień, miesiąc a może nawet i za rok, ale jak na razie jeszcze się nie pojawił. Ty zaś jesteś dzielnym rycerzem, masz wszystkie atrybuty by pokonać smoka: zdolności, broń i odwagę. Zatem biorąc pod uwagę wszystkie powyższe założenia, zadam ci teraz dzielny rycerzu pytanie: czy kiedy przyjdziesz do króla i powiesz, że pokonanie smoka to jedynie formalność, to wyda za ciebie księżniczkę? Nie! Powie: najpierw musisz pokonać smoka. I nie ma znaczenia jak szczegółowo sobie tego smoka nie wyobrazisz – póki się nie pojawi nie da się z nim wygrać. Bo można go pokonać tylko w teraźniejszości, tu i teraz, a póki co tu i teraz się jeszcze nie pojawił.

I ten błędny mechanizm popełniamy mierząc się z większością naszych problemów. Próbujemy je pokonać w przyszłości, a tego po prostu nie da się zrobić. Pokonać możesz jedynie to, co się właśnie wydarza. W przeciwnym razie stoisz sam na polu bitwy, a smoka ani widu ani słychu.. Kiedy dobrze się rozejrzysz w teraźniejszości i owszem odnajdziesz smoki do pokonania, ale zazwyczaj są dużo mniejsze niż można by się było spodziewać. Bo kiedy jutro zamienia się w dzisiaj, wraz z tą zmianą potężne, buchające ogniem siedmiogłowe smoczysko zamienia się w małego upierdliwego gremlina, który wprawdzie utrudnia życie, ale też którego pokonanie wymaga od nas dużo mniej wysiłku i energii niż można by się było spodziewać.

Ale jest jeszcze jeden błąd, który popełniamy usiłując zmierzyć się z dużym problemem. To błąd wyrażony w słowach: „wszystko mi się wali!’. To błąd, zgodnie z którym jeden problem rzutuje w naszej głowie na całą naszą egzystencję, podczas gdy tak naprawdę dotyczy tylko jednego fragmentu rzeczywistości, a nie całości naszego życia. To mniej więcej tak, jak z często bywa z naszym ciałem. Dopóki wszystko działa nie zwracamy na jego poszczególne fragmenty to uwagi, ale kiedy któryś z tych fragmentów zaczyna szwankować, to zaczyna mieć wpływ na całe nasze życie. Problem jedynie w tym, że jest to wpływ wyłącznie tak wielki, jak sami na to pozwolimy. Kiedy masz rękę w gipsie i owszem to musi przeorganizować twoje życie, wiele domowych i zawodowych czynności, ale przecież nie wszystkie. Jest cały obszar aktywności, który jest niezależny od ręki w gipsie i który mimo tej przykrej przypadłości w dalszym ciągu całkiem swobodnie funkcjonuje. Kiedy tracisz pracę nie wali ci się cały świat, a jedynie jego zawodowy obszar. Oczywiście ma to wpływ na pozostałe obszary, ale też nie na wszystkie. Część z nich przecież wciąż może świetnie funkcjonować: rodzina, przyjaźń, miłość, wiele ulubionych zajęć i nawyków. Problem jedynie w tym, że w obliczu problemu nie myślimy w ten sposób, bo koncentrujemy osiemdziesiąt procent naszej uwagi na potrzebie przyszłej walki z okropnym smokiem i dwadzieścia procent uwagi na walkę z małym złośliwym gremlinem, który pląta się u naszych nóg właśnie w tej chwili. I jednocześnie tracimy uważność na te obszary życia, które są zdolne do dalszego funkcjonowania bez najmniejszych przeszkód.

Wiem, że zmiana tego sposobu myślenia i funkcjonowania w obliczu problemów nie należy do łatwych, ale jeśli tylko uda nam się choć na chwilę zmienić nasze postrzeganie siebie i otaczającej nas rzeczywistości, to nasz organizm odpłaci nam za to olbrzymia ulgą. A wystarczy tak niewiele, by ta zmiana mogła stać się naszym udziałem. Wystarczy w obliczu problemu miast mówić „wszystko mi się wali” powiedzieć: „i owszem: wali się pewien fragment mojej rzeczywistości i muszę sobie z tym jakoś poradzić, ale tak naprawdę to jedynie fragment, a nie całość”. Co ta zmiana daje? Otóż bardzo wiele. Pokonanie gremlina jest dużo łatwiejsze niż pokonanie smoka. Naprawa jednej zębatki w silniku jest łatwiejsza niż naprawa całej maszyny. Fragmentaryzacja wyzwania zawsze ułatwia zadanie, bo można metodycznie, krok po kroku rozwiązać nawet największy gordyjski węzeł, największy galimatias spiętrzonych problemów. Każdy potężny smok z przyszłości to jedynie mały gremlin teraz. I kiedy nawet stoisz przed wijącym się kłębowiskiem gremlinów wyjmij tego, który ma największy negatywny wpływ na twoje życie w tej właśnie chwili, albo też jest najgroźniejszą cykającą bombą z opóźnionym zapłonem. Zacznij od niego, a potem dorwij się do następnego  i tak krok po kroku, i to szybciej niż się może wydawać, odzyskasz kontrolę nad swym życiem i nauczysz się rozwiązywać nawet największe problemy.

I pamiętaj istnieje tylko jeden sposób by poradzić sobie z każdym problemem: nie szykuj się do walki w przyszłości, tylko stań do niej teraz, bo dzięki temu dużo mniej energii ta walka pochłonie i zawsze patrz na problem w kategoriach konkretnego wycinka, fragmentu twojej rzeczywistości, a nie w kategoriach całości. Nawet jeśli problem ma wpływ na inne fragmenty rzeczywistości, na wszystkie nigdy nie będzie miał wpływu i wyłącznie to ty decydujesz, jak szeroki zasięg stanie się jego udziałem. Tak się po prostu łatwiej żyj.

Pozdrawiam