Model transpersonalny: jak zarządzać osobowościami?

Mini-wykład o tym, jak zarządzać osobowościami w modelu transpersonalnym.
Więcej informacji można znaleźć w książce:
Życie. Następny poziom. Coaching transpersonalny – http://bit.ly/1E2x004

TRANSKRYPCJA:

Zacznijmy od prostego testu. Spróbujmy postawić sobie pytanie: kim jestem? Kiedy usiłujemy na nie odpowiedzieć odkrywamy, że wszelkie cisnące się na usta odpowiedzi, takie jak „ojcem, mężem, biznesmenem, sportowcem, nauczycielem” jakoś nas nie satysfakcjonują, bo zdają się nie opisywać nas samych w pełni. I to prawidłowe wrażenie, ponieważ wszystkie te odpowiedzi dotyczą jedynie pewnych ról społecznych, które pełnimy. W modelu transpersonalnym zaś uznajemy, że pod każdą rolę społeczną podpięta jest określona osobowość, która pozwala na czerpanie z niej odpowiednich zasobów przy odgrywaniu danej roli. Będąc więc na przykład mężem, czerpię w danej sytuacji z zasobów osobowości męża (lub doskwiera mi ich brak), zaś będąc managerem czerpię z zasobów osobowości managera. Skoro w jednej sytuacji wykorzystuję określoną osobowość, zaś w innej sytuacji inną to musi istnieć jakiś system, który pozwala mi na przełączanie tych osobowości zgodnie z bieżącymi potrzebami. Dzięki temu systemowi, a właściwie dzięki jego prawidłowemu funkcjonowaniu w pracy mogę być prezesem, zaś z kumplami na piwie kumplem. Jeśli zaś ten system przełączania szwankuje wówczas miast być dla swej żony mężem po powrocie z pracy dalej jestem prezesem, co natychmiast powoduje konflikt. Ale zostawmy szwankujące systemy i przyjrzymy się temu, kto przełącza osobowości. Otóż w metaforze orkiestry stworzonej przez Johna Whitmore’a tym kimś, jest dyrygent, bo to on mówi muzykowi co ma grać w danym momencie. A zatem mamy tu już do czynienia z dwoma poziomami funkcjonowania: poziom muzyka (odtwarzającego rolę) i poziom dyrygenta (decydującego jaką rolę odtwarzać w danym momencie). Jednak Whitmore wskazuje że pod spodem tego układu znajduje się jeszcze jeden poziom: to poziom kompozytora, który napisał partyturę. W modelu transpersonalnym nazywamy ten poziom transpersonalnym ja. I to jest poziom zogniskowany wokół naszej duchowości – bez wkroczenia w jej świat odkrycie transpersonalnego ja nie jest po prostu możliwe. Można tam dotrzeć jedynie za pomocą separacji, czyli dostrzeżenia, że nie jesteśmy swoimi osobowościami, a jedynie je tworzymy z godnie z określonymi potrzebami. Jeśli dokonujemy takiego rozróżnienia, to wraz z nim zmienia się widzenie naszego własnego życia, a co za tym idzie problemów, z którymi w tym życiu się borykamy. Spróbuję to pokazać na prostym przykładzie: wyobraźmy sobie kogoś kto w życiu zawodowym jest managerem, zaś w życiu prywatny mężem i ojcem. Temu komuś świetnie idzie w życiu zawodowym, jednak nie udaje mu się być dobrym ojcem. Z jego punktu widzenia, ma on w życiu problem. Jednak z punktu widzenia modelu transpersonalnego to nie on ma problem, bo problem dotyczy wyłącznie jednej z utworzonej przez niego osobowości. Z nim samym nie jest nic nie tak. To coś „nie tak” jest z osobowością ojca, którą niezbyt udanie stworzył. W związku z tym rozwiązaniem problemu nie jest zmiana, która ma się dokonać w nim, a jedynie zmiana w osobowości ojca, którą po prostu trzeba poprawić, albo też stworzyć na nowo. I tutaj posłużmy się metaforą zegarmistrza i zegarka, czyli kreatora i swego dzieła. Jeśli zegarmistrz tworzy zegarek i ten zegarek nie działa najlepiej, to nie poprawiamy zegarmistrza, ale jedynie zegarek. Tymczasem wielu ludzi nie dostrzega tej różnicy. Konstruują wadliwe zegarki, po czym nabierają przekonania, że coś z zegarmistrzem jest nie tak Szukają przyczyn problemów w zegarmistrzu, zamiast po prostu i najzwyczajniej w świecie poprawić zegarek. Model transpersonalny dokonuje rewolucyjnej zmiany w naszym życiu, ponieważ wprowadza świętą zasadę: „Z tobą jest wszystko w porządku. Ty nie jesteś najmniejszym problemem. Jeśli doświadczasz problemów, to wyłącznie dotyczą one jakiejś konkretnej stworzonej przez ciebie osobowości, a nie ciebie samego!”. Ten sposób widzenia siebie  wiąże się z olbrzymią ulgą. Zdejmuje z naszych barek potężne odium problemów. Odtąd każdy, nawet największy problem, jawi się jako coś, co można stosunkowo łatwo naprawić. Bo trudno jest nagle zmienić całego człowieka, ale jeden jego wycinek już o wiele łatwiej. Skoro nasz menager jest świetnym menagerem, to oznacza, że korzysta ze znakomitych zasobów zarządzania. Jeśli teraz ten sam menager zacznie budować osobowość ojca, to  będzie już wiedział, że istnieje również możliwość zbudowania doskonałego ojca korzystającego z zasobów i umiejętności podpiętych pod tę osobowość, na takiej samej zasadzie jak w przypadku menagera. Bo zmienia się wyłącznie osobowość i zasoby, ale system zarządzania osobowością pozostaje ten sam. Skoro więc potrafisz być świetnym managerem, to potrafisz też być świetnym ojcem.

Model transpersonalny doskonale się sprawdza w coachingu, w pracy z klientem, ponieważ daje błyskawiczne, skuteczne narzędzia trwałej zmiany. Ale jest równie doskonałym narzędziem do pracy z samym sobą. Kiedy bowiem pojawia się w życiu jakikolwiek problem w pierwszej kolejności lokalizujemy z jaką osobowością ten problem jest związany i rozwiązujemy go pracując z tą osobowością, ale z poziomu transpersonalnego, czyli ponadosobowego ja. Ojciec nie będzie w stanie rozwiązać problemów osobowości ojca, ponieważ nie da się do rozwiązania problemu korzystać z tego samego kontekstu, który ten problem stworzył. Nie da się naprawić łopaty za pomocą łopaty. Trzeba skorzystać z innych narzędzi. Pozostając w konkretnej osobowości ciężko jest naprawić coś, co szwankuje w tej samej osobowości, ponieważ identyfikacja mentalna przeszkadza w takim zadaniu. Jednak z poziomu transpersonalnego ja można dokonać dowolnych napraw dowolnych osobowości, ponieważ na tym poziomie nie występuje identyfikacja mentalna. Przestajemy na siebie patrzeć poprzez okulary poszczególnych osobowości, a zaczynamy z z poziomu, na którym osobowości są wyłącznie zegarkami. Kiedy zaś pozostajemy na poziomie osobowości to poddajemy się iluzji naszego ego, które przekonuje nas, że osobowości to my sami. Kiedy w to wierzymy, to sami sobie utrudniamy rozwiązanie problemów. Z punktu widzenia ojca nie wiadomo jak rozwiązać problem bycia złym ojcem, ponieważ na tym poziomie nie zdaje on sobie sprawy z tego, że nie jest ojcem, a jedynie w danej chwili korzysta z osobowości ojca. Wówczas posługuje się konceptem: „muszę się sam zmienić”, a taka zmiana jest bardzo trudna, bo trzeba jej dokonać pomimo identyfikacji z emocjami ojca. Kiedy jednak poruszasz się na poziomie transpersonalnego ja, to zmiana w osobowości staje się prosta. To mniej więcej tak samo jak w sytuacji, w której wielu ludzi widzi precyzyjnie co inni robią nie tak, podczas gdy kompletnie nie widzą co sami robią nie tak. Dużo łatwiej jest nam poradzić innym co mają robić, niż samym skorzystać z takiej rady względem siebie. Dzieje się tak właśnie dlatego, że barierę stanowi identyfikacja z tym co nazywamy „nami”. Kiedy jednak ta identyfikacja znika – to przestaje mieć znaczenie, czy radzimy innym, czy też samym sobie, bo jesteśmy dokładnie tak samo odseparowani od innych, jak od własnych osobowości. Wtedy zyskujemy czystość widzenia. Nic nie zaburza nam obrazu, nic nie krzyczy w środku „ja nie chcę, ja się boję tej zmiany”, bo wówczas z całą ostrością widzimy, że bez określonej zmiany nie rozwiążemy problemu. To jak chłodna kalkulacja, jak biznesowy projekt. Otrzymujesz narzędzia i naprawiasz zegarek. Z perspektywy transpersonalnej nie interesuje cię, czy zegarek życzy sobie by go naprawiano. Zegarek nie ma nic do gadania, bo jest zarządzany przez transpersonalne ja, a to ono decyduje i rozdaje karty. Skoro zegarek źle działa, to trzeba go naprawić. Zaś z zegarkiem się nie dyskutuje, bo i po co? Przecież jeśli nawet rozpoczniemy tę dyskusję to i tak zegarek będzie nas przekonywał, że wie lepiej co mu jest potrzebne albo też sam będzie uznawał że ma problem nie do pokonania. W pierwszym przypadku ojciec będzie nas przekonywał, że przecież on się na tym zna bo jest ojcem i będzie wynajdował sto tysięcy różnych wymówek mających udowodnić, że wszelkie problemy z ojcostwem to nie jego wina. Wszyscy na około będą winni tylko nie on. Skoro zaś szuka winnych na zewnątrz, to ostatnie co mu przyjdzie na myśl to to, że powinien sam się zmienić. W drugim przypadku ojciec uzna, że problem jest w nim, ale jednocześnie jest nie do przeskoczenia. Będzie sam siebie obwiniał: „ja nie daję rady”, „jestem złym ojcem”. I w ten sposób będzie sam siebie przekonywał, że do niczego się nie nadaje, i nieustannie się zadręczał. Co więcej będzie się posługiwał konceptem: „skoro jestem złym ojcem, to jestem w ogóle złym człowiekiem”, bo problem osobowości ojca będzie projektował na samego siebie nie widząc rozróżnienia pomiędzy osobowością a nim samym. W obydwu tych konfiguracjach problem jest nie do rozwiązania z poziomu ojca, czyli osobowości. Trzeba przełączyć system na widzenie siebie z poziomu transpersonalnego. I nie dość, że z perspektywy transpersonalnej widać każdy błąd w konstruowanych przez nas osobowościach, to jednocześnie naprawienie takiego błędu też nie nastręcza większych kłopotów. Od razu chce się zapytać: „a gdzie tu jest haczyk?”, „przecież tu musi być jakiś haczyk, to nie może być takie proste!” I owszem jest haczyk! Tym haczykiem jest to, że nie chcemy na siebie patrzeć w ten sposób. Nie chcemy widzieć samych siebie z ponadosobowej perspektywy, bo wydaje nam się to wyprane z emocji, uczuć i jakieś takie mechaniczne, a nie ludzkie. A dokładniej mówiąc to nasze ego przekonuje nas do takiego postrzegania siebie w obawie o to, byśmy czasem ani przez chwilę nie pomyśleli, że może nam ono nie być potrzebne. Jednak prawda jest taka, że postrzegając samych siebie wyłącznie z poziomu określonej osobowości odcinamy sobie możliwość rozwiązania większości problemów. Bo problemy, które tworzymy są zazwyczaj banalnie proste. To jedynie my je widzimy pod postacią przepotężnych demonów. Kiedy widzą nas inni, to większość naszych problemów ich bardziej śmieszy niż przeraża. Tak samo kiedy my patrzymy na problemy innych. Mówimy często: „jak on może tego nie widzieć?”, „jak ona to robi, że w ogóle nie zdaje sobie z tego sprawy?” Dla nas to często sztuczne problemy, które można usunąć w kilka sekund. I dokładnie to samo zjawisko wykorzystuje model transpersonalny: zaczynamy patrzeć na problemy nie w kategoriach naszych problemów, ale w kategoriach problemów związanych z innymi osobami. A tymi zaś innymi osobami są nasze własne osobowości, które tworzymy nieustannie, by móc funkcjonować. My sami nie mamy problemów. My jesteśmy zegarmistrzami. A zegarmistrze mają to do siebie, że potrafią naprawiać zegarki niezależnie do tego, jak te zegarki nie byłyby skomplikowane.

Pozdrawiam!